Wpis I
~Początek~
- Tylko się nie wywal - kochana siostrzana miłość.
- Musiałabym być tobą - odgryzłam się. *JEB* - Kurwa.
Nie ma to, jak poczuć w ustach smak runa leśnego. Alice zwijała się ze śmiechu, gdy ja wyjmowałam liście i coś , co wyglądało, jak orzechy z buzi. Zabijając ją wzrokiem, założyłam buta i oparłam się o drzewo. Oczywiście, musiało okazać się nie tak zwykłe, na jakie wyglądało i zaczęło wibrować pod moim dotykiem. Odskoczyłam od niego na bezpieczną - jak sądziłam - odległość. Pomiędzy średniej wielkość brzozą i jakimś innym materiałem na węgiel drzewny, pojawiła się powierzchnia przypominająca tafle wody.
- Cleo... Co ty zrobiłaś!?
- Ale przecież to nie ja! A tak w ogóle to , co to jest?
- Nie wiem. Z wyglądu przypomina folie.
- Tsa, folie to ty masz zamiast mózgu.
- Przynajmniej nie mam tam żółtej gąbki!
- Ale, że Spongeboba? - uwielbiam dołować moją siostrę.
Wstałam i otrzepałam się z kurzu, po czym podeszłam do dziwnej tafli.
- Lepiej nie dotykaj, bo znów coś popsujesz - Alice powiedziała to z taką ironią w głosie, że dałoby się wbić w nią nóż i zrobić sekcje. Badawczo zaczęłam przyglądać się temu czemuś. Wyciągnęłam rękę i delikatnie musnęłam. Poczułam pod palcami drganie. Nagle coś mnie szarpnęło, ogarnęło mnie przenikliwe ciepło i usłyszałam stłumiony krzyk. Nie zdążyłam się odwrócić, a już leżałam twarzą, ku mojemu zdziwieniu, w miękkiej trawie, a nie na twardych szyszkach. Powoli wstałam jeszcze oszołomiona. Moim oczom ukazał się potężny zamek otoczony szczytami górskimi i lasami. Znów usłyszałam przytłumiony krzyk. Odwróciłam się w stronę tafli. Wydawałoby się, że jest równa z górską ścianą. Podeszłam bliżej i ujrzałam w niej fioletową postać. To na pewno Alice. Stała jak słup i coś krzyczała. Wyciągnęłam rękę i szarpnęłam ją w moją stronę. Siostra leżała przez chwilę na ziemi jak długa.
- Cleo, co ta ma w ogóle być!?
- Nie mam pojęcia.
- Dobra mniejsza o to. Im dłużej tu jestem, tym bardziej czuję się nieswojo. Wynosimy się stąd - otarła twarz i wlepiła we mnie swoje ogromne szare oczy.
- Popieram.
Podałam jej rękę, żeby wstała, ale nagle oślepiło mnie jasne słońce, odbijające się od tafli. Po chwili obie leżałyśmy na ziemi.
- Cleo!! - Alice wykrzyknęła jakby coś ją poparzyło.- Za tobą, odwróć się!!
Za sobą ujrzałam mężczyznę siedzącego na dorosłym, białym jeleniu. Miałam ochotę krzyczeć z przerażenia, ale strach ścisnął mi gardło, tak mocno, że z trudem łapałam powietrze.
- Ty pewnie jesteś Cleo, nowa rekrutka Białej Straży? - wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam jego spokojny i delikatny głos. Strach rozluźnił swój morderczy uścisk.
- Rekrutka? Ale ja nawet nie wiem , co się tutaj dzieje - jąkałam się, jakbym się miała zaraz rozpłakać, natomiast Alice była tak blada, jak kreda.
- Spokojnie - nieznajomy uśmiechnął się łagodnie odgarniając włosy z twarzy, która wydawała się być wykuta w marmurze. Tak idealna.
- Na prawdę nie wiem, o czym pan mówi.
- Wynosimy się stąd - Alice wstała na baczność i złapała mnie za rękę.
- Ale spokojnie ja tylko..
- Kim ty gościu w ogóle jesteś, co? - moja siostra zaczęła wydzierać się na biednego nieznajomego, ściskając mocniej moją rękę. - Najpierw przechodzimy przez jakąś folię, a potem ty wkraczasz na łosiu i co? Myślisz, że fajny jesteś?! To się zdziwisz, bo wcale nie jesteś - mężczyzna zrobił krok w naszym kierunku. Alice puściła mnie i chciała się wycofać, ale w tym samym momencie potknęła się o własne nogi i znów siedziała na ziemi.
- To nie jest żaden łoś tylko Halla - zaśmiał się piękny nieznajomy.
-Ale… - zająkałam się przez chwilę. - Kim ty jesteś?
- Ach, tak, gdzie moje maniery. Nazywam się Felix Orton. Ostatni ze szlacheckiego rodu elfów, przywódca elfiej straży w Wysokożu.
- Elfem? Nie wiedziałam ze one istnieją - zawahałam się.
- Owszem, moja droga jestem Elfem – znów uśmiechnął się, ale tym razem, patrząc na jego piękną twarz nogi się pode mną ugięły.
Nagle moje nozdrza wypełnił słodki zapach owoców liczi. Poczułam rękę na prawym ramieniu. Przeszły mi ciarki po plecach, odwróciłam się. Za mną stał wysoki, przystojny i dobrze zbudowany chłopak.
- Witaj, nazywam się Alistair - uśmiechną się pogodnie. – A ty jesteś... Pewnie nową rekrutką jak mniemam?
- Ty, ostrouchy, słuchaj. Nie wiem , co tu się dzieje, co my tu robimy i czego musiałyśmy się naćpać, żeby znaleźć się w tym średniowiecznym burdelu - Alice zrobiła się bordowa ze złości. Dyszała jakby właśnie ukończyła maraton. Złapała mnie za rękę. - Idziemy stąd jak najszybciej.
Strach znów wziął sobie na cel uduszenie mnie i zacisnął swoje zimne macki na mojej szyi. No halo, nie wiem jak innym, ale mi tlen jest potrzebny. Felix zeskoczył z Halli i płynnym ruchem złapał mnie za ramie przyciągając do siebie. Znalazłam się tak blisko jego klatki piersiowej, że czułam bicie jego serca. Nie wiem, czemu, ale poczułam się tak bezpiecznie, jak nigdy dotąd.
- Alisterze. Oddeleguj szanowną siostrę naszej rekrutki i opowiedz ich rodzicom o całym zdarzeniu oraz przyprowadź ich jak najszybciej. A my w tym czasie udamy się do króla i przygotujemy stosowne pożegnanie.
- Słucham? Ale czy ktoś mnie pytał czy chce tu zostać? - odsunęłam się od Felixa i popatrzyłam na niego nie wiedząc czy płakać czy już zacząć uciekać.
- Dobrze siostra! Powiedz, im, że idziesz ze mną, bo może i jesteś małym uosobieniem debilizmu, ale, poza tym, jesteś moją siostrą - Alice złapała mnie za rękę, ale od razu zostałyśmy rozłączone przez Felixa i Alistaira.
- Och, widzisz. Nie masz wyboru. Naprawdę, nie jest to przyjemne, kiedy muszę cię rozdzielić z rodziną, ale stawiając opór nic nie zdziałasz - znów byłam przyciśnięta do Elfa. – Alisterze, proszę użyj ciut więcej siły, bo, im szybciej dotrzesz do ich domu, tym szybciej wrócisz i będzie można zacząć rekrutację.
Widziałam jak chłopak przechodzi z moją rozwścieczoną siostrą przez tafle. Współczuje mu.
- Nie bój się. Obiecuje, że nic złego cię tu nie spotka i ja tego osobiście dopilnuję - objął mnie mocniej i pogładził po włosach. - A teraz chodź. Udamy się do Wyskokoża, gdzie czeka na ciebie król Erion Groan III. Zaraz jak tylko dojedziemy, wyślę dodatkowych ludzi po twoją rodzinę, bo wydaje mi się, że Alistair sam nie da sobie rady.
- Ale ja naprawdę nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi - nie wiem, co powiedzieć, jak się zachować i najważniejsze, z jakiej beczki właśnie JA zostałam wybrana. Przecież nie różnie się od innych nastolatek. Wyglądam też raczej normalnie: ciemno brązowe włosy, jasna karnacja, szare oczy. Nic specjalnego.
- Zaraz ci wszytko wyjaśnię moja droga, tylko może chodźmy już, bo król pewnie się niecierpliwi - złapał mnie za biodra i jednym ruchem posadził na Halli, po czym sam wsiadł za mną. Lekko klepnął zwierzę w bok.
- Sir Ortonie? - nie wiedziałam jak mam się do niego zwrócić, stwierdziłam, że ten zwrot będzie najlepszy. - A tak właściwie to skąd król wie, że ja tu jestem?
- Mów mi po prostu Felix - zaśmiał się pogodnie. - Widzisz portale gildii nie otwierają się pod dotykiem każdego kurzalca, lecz tylko ktoś o dobrym sercu i wyjątkowych zdolnościach jest wstanie to zrobić. Gdy taki portal się otworzy magowie to wyczuwają i informują króla bądź mnie. Już mniej więcej rozumiesz?
No pięknie. Magowie, elfy i ciekawe, co jeszcze mnie tu czeka. A mama zawsze mi mówiła, że jestem jakaś inna, ale to chyba nie ma nic wspólnego z tą całą sytuacją.
- Tak. Chyba rozumiem – nie rozumiałam nic, po prostu bałam się spytać o reszte.
Zaczęło się fajnie ;) Ciekawie... jednym słowem ująć nie można. Powodzenia też w nauce ;) zapraszam na swoje blogi ;)
OdpowiedzUsuńDziękuje za miłe komentarze i cenne rady ;) ;)
UsuńChociaż... na twoim miejscu poszerzyłabym trochę pole tekstu, lepiej by się czytało.
OdpowiedzUsuń