piątek, 10 stycznia 2014

Wpis VIII

WPIS VIII


~Brat bliźniak?...~




Z wielkim niesmakiem wyszłam z namiotu i co do cholery ujrzałam?! Zevrana i resztę, w tym Alistaira i Leona, którzy siedzą przy ognisku, a dokładniej na około księżniczki próbując zwrócić na siebie uwagę przekrzykując się i zachowując jak małpy. Poczułam jak w brzuchu coś mi się skręca na widok Zevrana mizdrzącego sie do księżniczki. Tylko, czym ja sie przejmuję. Przecież jeszcze przed chwilą dramatyzowałam nad tym, że jestem w związku ze skrytobójcą... A jednak, ta wredna suka zwana Zazdrością musiała sie mnie doczepić. Chociaż może to i lepiej. Oni są zajęci księżniczką a ja w tym czasie mogę zawinąć sie i wypierdzielić stąd jak najdalej. Rozejrzałam się dookoła, aby upewnić się, że na pewno nikt mnie nie widzi i jak najszybciej zniknęłam w lesie, który otulała ciemność. Ciekawe ile potrzeba czasu abym sie zgubiła ewentualnie ktoś mnie porwał, zgwałcił, zabił i zjadł. Szłam między drzewami coraz bardziej oddalając się od obozowiska, aż w końcu nie wiedziałam gdzie jestem. Światło bijące od obozowiska całkowicie juz zniknęło. Stałam na jakiejś polanie gdzie tylko księżyc dawał delikatna poświatę dodając temu miejscu tajemniczości. Tu jest tak cicho. Nawet wiatr zamilkł. Nagle poczułam chłód na plecach i dziwny niepokój. Odwróciłam sie po czym zamarłam. Zaledwie parę centymetrów ode mnie stał wysoki mężczyzna o długich za pas śnieżnobiałych włosach.
- To ty jesteś Cleo? - mężczyzna okrążył mnie, po czym znów ustal na przeciwko.
- T-tak, a ty to kto? - modlilam sie, aby ktoś w obozie zorientował się, że mnie nie ma i już zaczął mnie szukać.
- Ja nazywam się Irys Elliero.
Zamurowało mnie, przecież tak ma na nazwisko Indygo.
- Znasz Idygo? - złapałam sie za pas... Szlag, zapomniałam ze miecz został w namiocie. Czyli teraz oficjalnie mogę sie żegnać z życiem.
- Ha, oczywiście, że go znam. Nawet nie wiesz, jak dobrze. Wiem o nim wszystko. Czego się lęka, za czym tęskni, jaka jest jego ulubiona zabawa z dzieciństwa i co go wprowadza w szał – mimo, że panowała ciemność dostrzegłam jak uśmiecha się i wbija we mnie spojrzenie doprowadzając mnie do mdłości.
- Jak to możliwe, że wiesz o nim tak dużo? - w myślach błagałam Indygo, aby pojawił się sie tu jak najszybciej.
- Ponieważ jest moim bliźniaczym bratem.
- C-co!? - zachłysnęłam się sie własną śliną.
- Nie dziwię się, że braciszek sie mną nie chwalił. No bo, kto by chciał mieć za brata ucieleśnienie zła potępionego przez samego Stwórcę i wygnanego za zdradę. Ale jedno mnie zaskakuje. Mimo, że my jesteśmy jedynymi wampirami, jakie istnieją, to on zamiast wyrwać sie i żyć jak chce tak jak ja to robi za królewskiego kundla. Od samego początku był wychowywany u boku króla, aby mu służyć. Ale nie mogę zrozumieć, jak on mógł wyrzec się ludzkiej krwi, zaspokajając pragnienie zwierzęcą. Właśnie dzięki ludzkiej kwi jestem od niego silniejszy, bo mądrzejszy byłem zawsze - Irys zaśmiał się cicho.
- Ale skąd ty mnie w ogóle znasz? - zrobilam parę kroków w tył wiedząc, że żywi sie ludzka krwią.
- No wiesz, chyba każdy o tobie słyszał, ale mnie wyjątkowo zaintrygowałaś na tyle mocno, że aż musiałem cie znaleźć. Od razu mowie. Nie masz się czego obawiać, bo tak pięknej istoty jak ty nie skrzywdzę. Możesz mi powiedzieć, co tu robisz calkiem sama i to w nocy. Z tego co wiem, to mój brat miał cie chronic, ale jakoś słabo mu to wychodzi.
- Mam wrażenie, że tu nie pasuje, więc podjęłam decyzje, że muszę sama pokonać plagę, a ja umywam ręce i idę szukać portalu. Raz go otworzyłam to i drugi dam radę - niepokój zniknął tak samo szybko jak sie pojawił się, ale jednak wolę nie ufać jak na razie kopii Indygo w negatywie.
Irys zaczął rozglądać się nerwowo jakby coś usłyszał.
- Chcesz sie stąd wydostać?
- Głupie pytanie, oczywiście, że chce - splotłam ręce na piersi i też się obejrzałam w koło, lecz niczego nie dostrzegłam.
- To chodz ze mną. Pomogę ci znaleźć portal, bo pewnie sama nie wiele zdziałasz - wampir zrobił się nerwowy i niespokojny.
- Dziekuje, nie skorzystam. Sama sobie dam radę.
- Zaraz tu się pojawi Indygo. Wyczuwam go. Jak cię znajdzie to już nigdzie cię samej zapewne nie puści i nie wydostaniesz się stąd - Irys podszedł do mnie blizej. - Wiec jak, idziesz ze mną?
On ma racje. Już wyobrażam sobie wkurw hrabiego Draculli i jego pierdolenie o Szopenie. Jak mnie teraz złapie na ucieczce, to nawet do toalety mnie samej nie puści…
- A skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać? Może chcesz mnie po prostu porwać i zabić.
- Skąd ta myśl? - Irys pisnął z oburzeniem.
- No wiesz, nic mnie tu już nie zdziwi.
- Nie to nie. Nie chcesz mojej pomocy to nie bede nalegał. Ale Indygo zaraz sie tu zjawi i uwierz mi, nie jest zachwycony - negatyw Draculli minął mnie i zaczął iść przed siebie.
- Czekaj! - pobiegłam za nim mając przed oczami wizje patrzącego sie na mnie Indygo tym swoim spojrzeniem. - Dobrze, skorzystam z twojej pomocy. W sumie nie mam dużo do stracenia.
- Mądra decyzja - Irys wziął mnie na barana. - A teraz sie trzymaj.
Słowem sie odezwać nie zdążyłam a Irys zaczął biec. Zapierdzielał chyba 130km/h! Wtuliłam się kurczowo w niego obawiając się, że spadnę. Nagle wampir się zatrzymał a ja zeszłam z jego pleców.
- Już. Tutaj cię nie znajdzie jak na razie - wampir rozejrzał się.
Staliśmy po środku jakiejś ruiny zamku. Wszędzie byly porozpalane pochodnie i teraz mogłam dokładnie przyjrzeć sie Irysowi. Miał tak samo biale oczy jak włosy i dopiero teraz dostrzeglam takie same rysy twarzy jak u Indygo. Tylko on wydawał sie bardziej postawny i wyższy od Draculli.
- Mieszkasz tu? - patrzyłam jak Irys rozgląda się sie w poszukiwaniu czegos.
- Tymczasowo - nagle podniósł z ziemi dziwna paczkę – Trzymaj, załóż to. Dzieki temu będziesz 
prawię nierozpoznawalna.

Rzucił mi paczkę której i tak nie złapałam, bo mam dziurawe ręce. Podniosłam ją z ziemi i rozpakowałam, znajdował się w niej długi, czarny płaszcz z kapturem. Wyciagnełam go i założyłam, był długi więc idąc szorowałam nim po ziemi.
- Dobrze, już możemy iść, bo im dłużej tu jesteśmy to są większe szasnse ze Indygo cię znajdzie. - Wampir wziął mnie za ręke i ruszyliśmy przed siebie.
Założyłam kaptur i mocniej opatuliłam się płaszczem.
- A jaki ty masz interes, w tym że mi pomożesz?
- Żaden, można powiedzieć że jestem z tych którzy potrafią bezinteresownie pomagać. - Irys złapal mnie mocniej za ręke i przyśpieszył.
- Jakoś trudno mi uwierzyć w to, komuś kto jest potępiony i nawet jego brat o nim nie wspomia.
- Jak ci się nie podoba to sama sobie znajdź ten portal. - Wampir żachną i odwrocił się do mnie plecami.
- No to znajdę!
- Nawet mi się nie waż stąd odchodzić. - Irys z zamchem odwrócił się i przez przypadek walną mnie z łokcia w skroń.
 Syknęłam z bólu i upadłam na ziemię.
- Cleo, przepraszam!!! Ja nie chciałem. - Zła kopia Draculli ukucnęła łapiąc mnie za ręce. -Mocno boli???
- A chcesz się przekonać?! - Odepchnęłam Irysa, który pociągną mnie za sobą.
 W tym momencie siedziałm mu na klatce piersiowe, a moja twarz znajdowała się kilka milimetrów od jego twarzy.
- Irys?!!!! - Jak z podziemi, wyrósł obok nas Indygo. - Co to ma do cholery znaczyć?!!!!
- To nie tak jak myślisz. No bo.... On mnie porwał i chciałam się bronić bo jeszcze uderzył mnie w skorń. Nawet nie wiesz, jakie to szczęście że tu się zjawiłeś.-Dzwignęłam się i ustałam przed mega wkurwionym Edwardem, wymyślając jakieś durne wytłumaczenie...
- Uderzyłeś ją, ty potępieńcu ?! - Indygo chwycił brata za ramie, podnosząc go.
- Ej, gdzie z tymi łapami królewski szaraku?  - Irys odepchną jego ręke - po pierwsze to uderzyłem ją przypadkiem i przeprosiłem.
- A jak Cleo znalazła się w twoim posiadaniu hmmmmmm? No powiedz walnąłeś ją w głowę, czy upiłeś do nieprzytomności? - Draculla oparł ręce na biodrach.
- Nic z tych rzeczy.-Irys machna noszalacka reka.
- Tak jasne, przecież to jest oczywiste że żadna kobieta by z tobą nigdzie nie poszła z własnej nieprzymuszonej woli.
....Kurwa, wtopa. Popatrzyłam się na Irysa błagalnym wzrokiem.
- Porwałem ją, pasuje ci ta opcja? - Wampir spojrzał się na mnie dając mi do zrozumienia że mam u niego dlug wdzięczności...
- Pójdziesz z nami, a w zamku sądzić cię będzie kró, bo ja musiał bym cię zabić.
- Tak, oczywiście królewno - Irys walną niekontrolowanym brechtem.
- Nie przeginaj - Indygo wycedził przez zęby .- A teraz ty Cleo, co cię naszło aby uciekać? - Jego ton złagodniał - wszyscy się martwili.
 Ta jasne martwili się, już to widze.
- Nie uciekłam, byłam po prostu na spacerku, tak dotlenić się.- Ironnia dosłownie spływała z każdego słowa.
- Dobra, mniejsza o to. Lepiej już wracajmy.-Hrabia rzucił spojżenie ala Rambo na nadal rozbawionego Irysa, który uraczył go takim samym.
 Chwilę patrzyli tak na siebie,  po czym biały brat z krzykiem rzucił się, łapiac mnie i zarzucając na ramię. Zaczą biec przed siebie, śmiejąc się psychopatycznie. - Ja sie kurwa pytam co z tym gościem jest nie tak. - Próbując się mu wyrwać bijac go po plecach, zagrodził nam drogę Zevran. - Jeszcze jego tu brakowało...
- Cleo, kim on jest? - Elf sięgną po  miecz i skierował go w stronę Wampira.
- Jestem jej chłopakiem. - Irys znów jebną brechtem i już miał wymijać go i biec dalej.
- Zevran zatrzymaj ich, on chce uprowadzić Cleo!!!! - Wkurwiony głos Indygo rozniósł się echem po lesie.
 Oczy Zevrana rozbłysły dzikim gniewem.
- Puść ją, dobrze ci radzę. - Elf ledwo powstrzymywał się od wybuchniecia nieopanowaną furią.
- Bo co mi zrobisz? Zabijesz?! - Irys po raz trzeci wybuchną śmiechem który doprowadził go do łez - powodzenia, tylko nie zapominaj że mam twoją damę życia na ramieniu i się mogę nią zasłonić.
- Co?! - Zaczełam się szarpać - t-ty, ty chamie!!!
- Oj Cleośka, nie denerwuj się tak. - Kopia Indygo postawiła mnie delikatnie na ziemie.
 Czy on mnie kurwa nazwał Cleośka? Nik ale to nikt, nie ma prawa nazywać mnie Cleośka, oprócz tego lamusa, Angelo. Mojego byłego wręcz prehistorycznego chłopaka.
- Jak mnie nazwałeś?
- Cleośka. A jak mam nazywać? Cleoida? A może Clelunia? - Wampira najwyraźniej to bawiło.
- Jestem do cholery Cleo. A jak nazwiesz mnie jeszcze raz Cleośka, to obiecuję że nogi to ci przy samej szyji ujebię. Rozumiesz? - Gdyby nie Indygo który własnie ustał między nami, na pewno bym frajera rozszarpała!
- Zevran opuść miecz, a ty Irys ogarnij się bo inaczej nie wróże ci miłej przyszłości.. - Draculla zwrócił się w moją stronę - a ty Cleo, następnym razem informuj mnie że idziesz na spacer.
Jego ton był na tyle lodowaty aby zmrozić mi krew w żylach i doprowadzić do stanu hipotermi wewnętrznej. Ruszyliśmy do obozu, Irys szedł zaraz przy Indygo z przodu a ja z Zevrane z tyłu.
- Nie wybaczył bym sobie, gdyby coś ci się stało. - Zev złapał mnie za ręke i pocałowal w czoło.
 Nagle dopadło mnie wielkie poczucie winy z powodu Zevrana, że go chciałam zostawić, po tym jak wyznał mi swoje uczucia. Zaczynam obiawiać się że zaczęłam coś czuć do Elfa, skrytobójcy...bo na samą myśl o nim, a raczej o nas w brzuch zaczynają mi latać motyle, jebane robactwo.
- Oooo jakie to urocze - w naszą strone odwrócił się Irys z bananem na twarzy.
- Irys zamknij ryj - Indygo szarpną go za ramie - i idź jak człowiek w spokoju.
- Jak człowiek? - Synek szatana ściszył głos i pogrążył się w rozmyślaniach.
 Po wejściu do obozu rzucil się na mnie Leon z Alistairem.
- Gdzie ty bylaś kobieto? Wiesz jak się martwiłem? - Wystarczył ułamek sekundy aby zacząć dusić się w ramionach Alistaira.
- Chyba chciałeś powiedzieć "martwiliśmy"? - Leon wtulił się w nas, jak suuodko taki tam trzy osobowy misiek.
 Kiedy wyzwoliłam się z objęć chłopaków dostrzegłam Moriggan stojącą na przeciwko nas. Z jej wyrazu twarzy można było się domyśleć że nie była zachwycona moim powrotem. Wykończona ruszyłam w stronę namiotu, mając przed oczami ciepłe owcze skóry i milutki sen.

Niestety zdążyłam tylko trzasnąć płachtą od namiotu a do środka wparował Zevran.
- Cleo, musimy poważnie porozmawiać. - Jego ton był chłodny, co mnie zaniepokiło.
- Tak, słucham? - To nie wróży nic dobrego, napewno nie.
- Mam wątpliwości co do Irysa.
-A dokładniej? - Serio... Tylko o to chodzi, ja tu na zawał zchodze,a on mi wylatuje z Irysem.
- Widziałem jak on na ciebie patrzy, i to nie jest wzrok porywacza. On patrzył na ciebie z pewną namiętnościa, jakby tylko ciebie pożądał. Moim zdaniem powinnaś go unikać, bo kto wie może i on w tobie rozpali rządze. - Zev patrzył mi głeboko w oczy a ja zaczynałam sie powoli irytować...
-Jesteś zazdrosny? W dodatku o Irysa!! Jakoś nie przejmowałeś się że wpadne w łaski jakiegoś innego mężczyzny gdy usilnie przymilałeś się do Melissy. - Walnełam focha, przytupnełam i zaplotłam ręce na piersi.
 No ciekawe co ma na swoje usprawiedliwienie, oskarża mnie o zdrade z.... Irysem, a sam romansuje z księżniczką i gdzie tu sprawiedliwość.
- Masz racje .- Burkną i wyszedł z namiotu.
- Co! - Pisnełam i ruszyłam kipiąc gniewem za nim. - Wracaj! Jeszcze z tobą nie skończyłam!!! - Pociągnełam go za jego blond kłaki spowrotem do namiotu.
- Czyli jednak!! - Elf przytulił mnie mocno - jednak coś dla ciebie znacze, ponieważ jesteś zazdrosna!
 A to wredny gad!! Specjalnie mnie sprowokował, żebym tylko pokazała swoją zazdrość.
Jego plan  był głupi a zarazem taki skuteczny. 
- Oj, Cleo. Ja osobiście dopilnuję żeby ta pijawka cię nietknęła - Zev obją mnie jedną ręką w talii a drugą złapał za podbrudek i powoli przyciągnął do siebie. Nasze usta prawie się zetknęły kiedy do namiotu wpadł Indygo.
-A wy co? Nie możecie ciszej drzeć mordy!! - Kiedy wampir tak sobie stał my odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni.
-Mógłeś chociaż zapukać! - Wydarłam się na niego, w miare kulturalnie.
-Ale to namiot...
-No i co! Wyjdź i nie wracaj!!!!!! - Machnełam mu ręką przed twarzął zachaczając o nią palcami.
 Kiedy wymieniałam zabójcze spojrzenia z Wampirem zza jego pleców wyłonił się Alistair z białą różyczką w dłoni.
-Ale ja chciałem z tobą porozmawiać...- Wyszlochał po czym schował się za Indygo.
-A temu o co chodz? - Zev, znów obejmował mnie w pasie - widze że moja Cleo jest wręcz rozchwytywna przez innych mężczyzn.
-Twoja? - Zaśmiałam się cicho.
-No jesteś tak samo moja jak ja jestem twój, chociaż ja jestem tobie bardziej uległy. 
-To, no ten, ja może, hmmm no to ja już znikam. - Indygo tak samo szybko jak sie pojawił tak i zniknął.
-Więc powiadasz że jestem twoja a ty mój? - Wyszeptałam po czym przybliżyłam się do Zevrana.
-Jestem calutki twój.-Zamruczał mi do ucha i przyciągną bliżej do siebie.
  W tym momencie jego usta zetknęły się z moimi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na ziemi. Zev ściągną ze mnie płaszcz i przejechał mi dłonią po brzuchu.
-Nie słysze jak romawiacie! - Głos Indygo podziałał na nas jak kubeł zimnej wody i znów odskoczylismy od siebie.
-Indygo, czy ty litości nie masz?! - Zevran poderwał sie na równe nogi i wyszedł z namiotu opierdzielić wścipskiego wampira.
 Co to było? Jego język. Mój język. Jego ręka. Mój brzuch. To, było.... Nawet przyjemne, ale ja jeszcze nie chce! Usiadłam i starałam sie przeanalizować całe zdarzenie.

środa, 8 stycznia 2014

~PODZIĘKOWANIE~

Więc tak, chciałam podziękować Morumotto, która pomogła mi z edycją tekstu (naprawdę dziwię się, że jej się chciało XD) no więc DZIĘKUJĘ BARDZO :3.
A wracając do opowiadania, to niebawem pojawi się nowy wpis, ale nie mam kiedy go obrobić i wstawić. No cóż, mój leń nie zna litości ;_;