Wpis III
~Niebezpieczna propozycja~
~Niebezpieczna propozycja~
Agnis i Sonia... Już nigdy nie zobaczę moich najlepszych przyjaciółek. One były dla mnie jak siostry, a nawet kimś więcej.
Pustka. Tylko to słowo pasuje do tego jak się czuje.
-Spokojnie - Alistair podszedł i usiadł obok mnie na łóżku. - Będę obok ciebie i razem damy radę.
-Nie mam wyboru - patrzyłam pustym wzrokiem w otoczenie, mając ochotę się rozpłakać.
-Czas iść do Indygo. Pewnie masz wiele pytań - Pusty wzrok padł na uśmiechniętą buzie chłopaka. -W szafie masz ubrania. Załóż je. Ja będę czekać na korytarzu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a chłopak znikł za drzwiami i tyle go widzieli. Ehh i jak to dalej będzie? Czy dam radę się przyzwyczaić do nowej sytuacji? Chociaż, jeżeli chodzi o moją rodzinę to nie jestem zawiedziona czy załamana. Nigdy nie byłam z nimi blisko. Tak naprawdę moje przyjaciółki były dla mnie zawsze oparciem w trudnych chwilach. No trudno. Jest źle, ale zawsze może być jeszcze gorzej. I ta ręka, masakra. Ból jest do nie wytrzymania i jak widać od początku, mnie tu ktoś nie chce. So sweet...
-Czas się ubrać. Dobra, co my tu mamy - zaczęłam przewalać w szafie szukając mojego stroju.
Co to jest? Stanik? Ok. Pierwszy raz widzę skórzany stanik, z metalowymi wykończeniem i klamrami. Zobaczmy, gdzie jest reszta stroju. Po dokładnym zagłębieniu się w szafę znalazłam skórzane, tak jakby krótkie spodenki. -Hmm, a to co? - w kącie szafy leżało cos co dziwnie pobłyskiwało. Chwyciłam to i....- No nie! - w ręku trzymałam a-la spódnice, zrobioną z ( i tu niespodzianka ) skórzanych pasków zakończonych metalowymi okuciami.
Zajrzałam to szerokiej szuflady pod szafą i wyciągnęłam z niej buty łudząco podobne do glanów.
-A, gdzie jest reszta stroju do cholery. Wy chyba nie myślicie, że będę popierdalać w staniku publicznie - syczałam do siebie tak wkurzona, że, gdybym zabijała wzrokiem to wybiła bym pół świata. Niestety, nie znalazłam niczego więcej, co, by przynajmniej chodź trochę bardziej mnie zasłaniało. Podejrzliwie spojrzałam na skórzane ubrania leżące w kącie. Przeklnęłam wszystko, na czym świat stoi i zaczęłam się ubierać. Po założeniu tego czegoś na siebie podeszłam do lustra.
- No Cleo. Nie wyglądam w tym tak źle, jak myślałam. I trzeba stwierdzić, że w tych spodniach mam zajebisty tyłek - uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nagle otworzyły się drzwi a z nich wyłonił się Alistair.
- Ale, że jaki masz ten tyłek?!
- Alistair? Co ty tu robisz?! Czy ty mnie podglądałeś?!
- Em... Nie? - drzwi się zatrzasnęły a ja stałam osłupiała na środku pokoju. Rozejrzałam się podejrzliwie. Podbiegłam do okna i wyjrzałam za nie. Na szczęście mieszkam w chuj wysoko, ale dla pewności zasłoniłam je zasłoną, która szczerze mówiąc bardziej przypomina koc. Zapaliłam kilka świec zapalniczką którą miałam w spodniach, aby nie wywalić się o własne nogi, ewentualnie o dywan. Dla pewności zajrzałam pod łóżko i do kominka. Gdy przekonałam się, że nikogo oprócz mnie tu nie ma odetchnęłam z ulgą.
- Sprawdź jeszcze w wannie - do moich uszu dotarł rozbawiony głos. Podskoczyłam w górę na parę centymetrów. Spojrzałam w stronę, z której dochodził. Na łóżku siedział mężczyzna o ciemnych włosach i zielonych oczach. Nie wgłębiałam się w resztę szczegółów, ponieważ tak jakby umierałam na zawał.
- Kim jesteś?! Co ty tu robisz?! - Wrzasnęłam wystraszona.
- Spokojnie, nie krzycz tak... Jestem Funus, miło mi cię poznać. Drzwi były otwarte, więc pozwoliłem sobie wejść...
- Czy przypadkiem przy drzwiach nie ma Alistaira?!
- Alistair jest tak tępy, że widzi tylko swoją grzywkę i ją cały czas poprawia. Dlatego nawet mnie nie zauważył.
-Aha, nie wnikam, bo wsiąknę - mój mini zawał właśnie mijał.
-Jestem teraz trochę zajęty, więc zajrzałem się tylko przywitać. Później jak będę miał więcej czasu to cię znajdę i pogadamy - Funus zawinął się i wyszedł z pokoju.
-Taa, jak miło...
Podążyłam w ślad za, nim i wyszłam na korytarz. O ścianę opierał się Alistair.
-No to, jak, już gotowa? - podszedł i wziął mnie pod ramię.
-Chyba tak - kolana mi zmiękły na samą myśl o rozmowie z... Wampirem. O moim spotkaniu z Funusem nawet nie wspomniałam. Szliśmy kamiennym korytarzem. Na ścianach wisiały piękne obrazy i mosiężne świeczniki, na których połyskiwały grube warstwy wosku. Z łukowatych, zdobionych okien wpadało zachodzące słońce, robiąc upiorny półmrok.
Zza rogu wyszło parę kobiet ze świeczkami w ręku.
-Miło widzieć panienkę - jedna się przede mną delikatnie ukłoniła.
-Dzień dobry - speszyłam się.
-Pana też panie Alistairze - odwróciła się w stronę chłopaka.
-Jak skończycie zapalać świece na korytarzach, proszę zajmijcie się komnatą panny Cleo - machną ręką w stronę mojego pokoju.
-Tak jest - kobieta ominęła nas.
-Ten tytuł panny nie był potrzebny. Jestem Cleo, a nie panna Cleo - spojrzałam na Alistaira z pewnym niezrozumieniem.
-One są tylko służkami. Muszą wiedzieć do kogo mają zwracać się z szacunkiem - chłopak najwyraźniej oburzył się moją niewiedzą, bo jego ton zrobił się szorstki.
To może ja nie będę się odzywać, póki nie poznam zasad panujących w tym miejscu. Zeszliśmy na sam dół po krętych schodach, coś w rodzaju tamtejszej kuchni i znów weszliśmy w labirynt korytarzy. Mam nadzieję, że odprowadzą mnie do mojego pokoju, bo spanie na kamiennej podłodze jakoś mi nie leży.
-Już jesteśmy - ustaliśmy przed dwuskrzydłowymi drzwiami.
-Boje si... - nie zdążyłam dokończyć zdania, bo już byłam zatopiona w ramionach Alistaira.
-Ciii, już ci powiedziałem, że nie masz czego. Jestem przy tobie - chłopak wyzwolił mnie ze swojego uścisku, a ja poczułam, że płonę na twarzy.
Spuściłam głowę udając, że patrzę się na buty.
-No wchodź. Ja poczekam na ciebie tutaj.-Otworzył przede mną drzwi.
Poczułam w gardle narastającą kluchę. Z trudem łapałam powietrze przechodząc przez próg.
Kiedy drzwi za mną się zamknęły, moje serce zaczęło wybijać kondukt żałobny. Za biurkiem siedział on... Wysoki z długimi, czarnymi włosami. Wampir.
-Witaj Cleo. Jak się czujesz? - wstał i gestem ręki wskazał mi krzesło na przeciwko biurka.
-D-dobrze - chwiejąc się podeszłam i usiadłam na wcześniej wskazanym mi miejscu.
- Jak ręka? Mocno boli? - Indygo oparł się łokciami o blat biurka i wlepił we mnie swoje krwisto czerwone oczy.
-Nie. Da się znieść - głos mi okropnie drżał a klucha z gardła nie chciała zniknąć
-To dobrze. Więc chciałabyś wiedzieć, po co tu jesteś? –przyglądał mi się badawczo, a ja miałam wrażenie, że zaraz wywierci mi wzrokiem dziurę w brzuchu.
-Tak.
-No to może zacznijmy od początku - Idygo wyprostował i przeciągnął się, opierając na krześle. - Całkiem niedawno nasi magowie wyczuli potężną energię pochodzącą z waszego świata. Po dłuższych badaniach doszliśmy, że ów energia emanuje od ciebie. Felix obserwował cię od jakiś dwóch miesięcy. Mieliśmy wyruszać po ciebie, ale zrobiłaś nam tą przyjemność i sama otworzyłaś portal. No a tak w skrócie to jesteś wybranką.
Po usłyszeniu ostatnich słów zamarłam.
-Kim jestem? - zacisnęłam ręce na krześle.
-Wybranką - uśmiechnął się szeroko wampir.
-Ale ja nie jestem jakaś wyjątkowa, jestem jak większość ludzi... Szara i nie mająca większego wpływu na świat - przełknęłam ślinę, w duchu modląc się, że to tylko sen.
-I właśnie tu się mylisz - Indygo wstał, szarpnął krzesło i usiadł centralnie przede mną - Nawet nie wiesz jaki potencjał jest w tobie ukryty a my musimy go wyzwolić. Bo widzisz każde tysiąclecie ma swojego wybranka i sam stwórca obdarowuje go tą wyjątkową mocą, swoim dotykiem. A jako wybranka musisz poprowadzić nas do zwycięstwa i chwały.
-Ale jak to zwycięstwa? I jak ja mam to zrobić? - patrzyłam się na niego niczym zbity pies.
-Widzisz, upadły demon próbując zemścić się na Stwórcy wysyła na ziemie mroczne pomioty. Są to wyjątkowo paskudne i potworne stworzenia. W tym tysiącleciu wybuchła właśnie plaga pomiotu i ty nas poprowadzisz do zwycięstwa.
-Ale jak to? Sama? - ze zdenerwowania poderwałam się z krzesła co było złym pomysłem, gdyż zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam na ziemię. Całe szczęście złapałam się krzesła, z powrotem na nie siadając.
-Oczywiście, że nie. Będziesz miała do dyspozycji liczne wojska z całej Iksji oraz z zaprzyjaźnionych państw z poza granic między innymi: Antivy, Orleis, Thedas i Orzamaru. Przecież plaga dotyka całego naszego świata - Indygo złapał mnie za ręke. - Nie martw się tak. Nosisz w sobie cząstkę stwórcy i na pewno dasz rade. Ja w ciebie wierzę.
-A-ale, ja nawet miecza nigdy w ręku nie trzymałam, a co dopiero zabić, nim kogoś. – Starałam się to zrozumieć, ale było trudno, bo wszytko wychodziło poza zdrowy rozsądek.
-Dla tego będziesz szkolona przez najlepszych. Muszę przyznać, że pierwszy raz widzę wybranka jako kobietę, ale jak to mówią pozory mogą mylić - uśmiechnął się szeroko. - Masz jeszcze jakieś pytania?
-Tak. Kto chciał mnie zabić tam, w sali tronowej? - na samą myśl o tym ręce zaczęły mi drżeć.
-Dobrze, że mi o tym przypomniałaś. Strzelał do ciebie antiwański Kruk imieniem Zevran. Kruki, to najwybitniejsi ze skrytobójców i najdrożsi. Nawet nie wiesz, ile miałaś szczęścia. Nie wielu udaje się przeżyć atak Kruka. I właśnie dla tego, że są oni tak dobrymi skrytobójcami mam dla ciebie propozycję - Indygo wpatrywał się we mnie z taką powagą, że aż zaczęłam się bać tej jego propozycji.
-Słucham - czekałam na najgorsze.
-Powinnaś porozmawiać i zawrzeć z, nim traktat białej straży, bo jako jedyna możesz to zrobić.
-Ale czym dokładniej jest ten traktat? - teraz już wiem, że moje przerażenie jest uzasadnione.
-Dołączy do twojej drużyny. Nie możemy pozwolić sobie, aby tak dobrze wyszkolony Kruk poszedł na ścięcie, gdyż jest ich niewielu i nikt po za nimi nie zna tajemniczych taktyk i sztuk walki, a przy odrobinie szczęścia może cię ich nauczyć - wampir wstał nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Co?! - ja też wstałam i o mało co znów się prawie nie przewróciłam. - On przecież chciał mnie zabić! Jak ja mogę mu zaufać!?
-On to robił dla pieniędzy. Tak naprawdę nawet nie wie, że jesteś wybranką. Zabicie ciebie było jednym z wielu zleceń. Jestem pewny, że cię nie zdradzi, bo tak naprawdę tym traktatem ratujesz mu życie i dajesz schronienie. Więc co ty na to? Czy naprawdę boisz się tak śmierci, że nie chcesz przygarnąć pod swoje skrzydła Kruka? Przecież oprócz Alistaira nie masz nikogo w drużynie, a czas to pieniądz. Plaga jest co raz bliżej.
Nawet nie wiedziałam, że mam własna drużynę i, że należy do niej Alistair. Indygo ma chyba racje, może powinnam przystać na ten traktat. Tylko, że ja nie jestem jeszcze białą strażniczką, a raczej dopiero rekrutką...
Pustka. Tylko to słowo pasuje do tego jak się czuje.
-Spokojnie - Alistair podszedł i usiadł obok mnie na łóżku. - Będę obok ciebie i razem damy radę.
-Nie mam wyboru - patrzyłam pustym wzrokiem w otoczenie, mając ochotę się rozpłakać.
-Czas iść do Indygo. Pewnie masz wiele pytań - Pusty wzrok padł na uśmiechniętą buzie chłopaka. -W szafie masz ubrania. Załóż je. Ja będę czekać na korytarzu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a chłopak znikł za drzwiami i tyle go widzieli. Ehh i jak to dalej będzie? Czy dam radę się przyzwyczaić do nowej sytuacji? Chociaż, jeżeli chodzi o moją rodzinę to nie jestem zawiedziona czy załamana. Nigdy nie byłam z nimi blisko. Tak naprawdę moje przyjaciółki były dla mnie zawsze oparciem w trudnych chwilach. No trudno. Jest źle, ale zawsze może być jeszcze gorzej. I ta ręka, masakra. Ból jest do nie wytrzymania i jak widać od początku, mnie tu ktoś nie chce. So sweet...
-Czas się ubrać. Dobra, co my tu mamy - zaczęłam przewalać w szafie szukając mojego stroju.
Co to jest? Stanik? Ok. Pierwszy raz widzę skórzany stanik, z metalowymi wykończeniem i klamrami. Zobaczmy, gdzie jest reszta stroju. Po dokładnym zagłębieniu się w szafę znalazłam skórzane, tak jakby krótkie spodenki. -Hmm, a to co? - w kącie szafy leżało cos co dziwnie pobłyskiwało. Chwyciłam to i....- No nie! - w ręku trzymałam a-la spódnice, zrobioną z ( i tu niespodzianka ) skórzanych pasków zakończonych metalowymi okuciami.
Zajrzałam to szerokiej szuflady pod szafą i wyciągnęłam z niej buty łudząco podobne do glanów.
-A, gdzie jest reszta stroju do cholery. Wy chyba nie myślicie, że będę popierdalać w staniku publicznie - syczałam do siebie tak wkurzona, że, gdybym zabijała wzrokiem to wybiła bym pół świata. Niestety, nie znalazłam niczego więcej, co, by przynajmniej chodź trochę bardziej mnie zasłaniało. Podejrzliwie spojrzałam na skórzane ubrania leżące w kącie. Przeklnęłam wszystko, na czym świat stoi i zaczęłam się ubierać. Po założeniu tego czegoś na siebie podeszłam do lustra.
- No Cleo. Nie wyglądam w tym tak źle, jak myślałam. I trzeba stwierdzić, że w tych spodniach mam zajebisty tyłek - uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nagle otworzyły się drzwi a z nich wyłonił się Alistair.
- Ale, że jaki masz ten tyłek?!
- Alistair? Co ty tu robisz?! Czy ty mnie podglądałeś?!
- Em... Nie? - drzwi się zatrzasnęły a ja stałam osłupiała na środku pokoju. Rozejrzałam się podejrzliwie. Podbiegłam do okna i wyjrzałam za nie. Na szczęście mieszkam w chuj wysoko, ale dla pewności zasłoniłam je zasłoną, która szczerze mówiąc bardziej przypomina koc. Zapaliłam kilka świec zapalniczką którą miałam w spodniach, aby nie wywalić się o własne nogi, ewentualnie o dywan. Dla pewności zajrzałam pod łóżko i do kominka. Gdy przekonałam się, że nikogo oprócz mnie tu nie ma odetchnęłam z ulgą.
- Sprawdź jeszcze w wannie - do moich uszu dotarł rozbawiony głos. Podskoczyłam w górę na parę centymetrów. Spojrzałam w stronę, z której dochodził. Na łóżku siedział mężczyzna o ciemnych włosach i zielonych oczach. Nie wgłębiałam się w resztę szczegółów, ponieważ tak jakby umierałam na zawał.
- Kim jesteś?! Co ty tu robisz?! - Wrzasnęłam wystraszona.
- Spokojnie, nie krzycz tak... Jestem Funus, miło mi cię poznać. Drzwi były otwarte, więc pozwoliłem sobie wejść...
- Czy przypadkiem przy drzwiach nie ma Alistaira?!
- Alistair jest tak tępy, że widzi tylko swoją grzywkę i ją cały czas poprawia. Dlatego nawet mnie nie zauważył.
-Aha, nie wnikam, bo wsiąknę - mój mini zawał właśnie mijał.
-Jestem teraz trochę zajęty, więc zajrzałem się tylko przywitać. Później jak będę miał więcej czasu to cię znajdę i pogadamy - Funus zawinął się i wyszedł z pokoju.
-Taa, jak miło...
Podążyłam w ślad za, nim i wyszłam na korytarz. O ścianę opierał się Alistair.
-No to, jak, już gotowa? - podszedł i wziął mnie pod ramię.
-Chyba tak - kolana mi zmiękły na samą myśl o rozmowie z... Wampirem. O moim spotkaniu z Funusem nawet nie wspomniałam. Szliśmy kamiennym korytarzem. Na ścianach wisiały piękne obrazy i mosiężne świeczniki, na których połyskiwały grube warstwy wosku. Z łukowatych, zdobionych okien wpadało zachodzące słońce, robiąc upiorny półmrok.
Zza rogu wyszło parę kobiet ze świeczkami w ręku.
-Miło widzieć panienkę - jedna się przede mną delikatnie ukłoniła.
-Dzień dobry - speszyłam się.
-Pana też panie Alistairze - odwróciła się w stronę chłopaka.
-Jak skończycie zapalać świece na korytarzach, proszę zajmijcie się komnatą panny Cleo - machną ręką w stronę mojego pokoju.
-Tak jest - kobieta ominęła nas.
-Ten tytuł panny nie był potrzebny. Jestem Cleo, a nie panna Cleo - spojrzałam na Alistaira z pewnym niezrozumieniem.
-One są tylko służkami. Muszą wiedzieć do kogo mają zwracać się z szacunkiem - chłopak najwyraźniej oburzył się moją niewiedzą, bo jego ton zrobił się szorstki.
To może ja nie będę się odzywać, póki nie poznam zasad panujących w tym miejscu. Zeszliśmy na sam dół po krętych schodach, coś w rodzaju tamtejszej kuchni i znów weszliśmy w labirynt korytarzy. Mam nadzieję, że odprowadzą mnie do mojego pokoju, bo spanie na kamiennej podłodze jakoś mi nie leży.
-Już jesteśmy - ustaliśmy przed dwuskrzydłowymi drzwiami.
-Boje si... - nie zdążyłam dokończyć zdania, bo już byłam zatopiona w ramionach Alistaira.
-Ciii, już ci powiedziałem, że nie masz czego. Jestem przy tobie - chłopak wyzwolił mnie ze swojego uścisku, a ja poczułam, że płonę na twarzy.
Spuściłam głowę udając, że patrzę się na buty.
-No wchodź. Ja poczekam na ciebie tutaj.-Otworzył przede mną drzwi.
Poczułam w gardle narastającą kluchę. Z trudem łapałam powietrze przechodząc przez próg.
Kiedy drzwi za mną się zamknęły, moje serce zaczęło wybijać kondukt żałobny. Za biurkiem siedział on... Wysoki z długimi, czarnymi włosami. Wampir.
-Witaj Cleo. Jak się czujesz? - wstał i gestem ręki wskazał mi krzesło na przeciwko biurka.
-D-dobrze - chwiejąc się podeszłam i usiadłam na wcześniej wskazanym mi miejscu.
- Jak ręka? Mocno boli? - Indygo oparł się łokciami o blat biurka i wlepił we mnie swoje krwisto czerwone oczy.
-Nie. Da się znieść - głos mi okropnie drżał a klucha z gardła nie chciała zniknąć
-To dobrze. Więc chciałabyś wiedzieć, po co tu jesteś? –przyglądał mi się badawczo, a ja miałam wrażenie, że zaraz wywierci mi wzrokiem dziurę w brzuchu.
-Tak.
-No to może zacznijmy od początku - Idygo wyprostował i przeciągnął się, opierając na krześle. - Całkiem niedawno nasi magowie wyczuli potężną energię pochodzącą z waszego świata. Po dłuższych badaniach doszliśmy, że ów energia emanuje od ciebie. Felix obserwował cię od jakiś dwóch miesięcy. Mieliśmy wyruszać po ciebie, ale zrobiłaś nam tą przyjemność i sama otworzyłaś portal. No a tak w skrócie to jesteś wybranką.
Po usłyszeniu ostatnich słów zamarłam.
-Kim jestem? - zacisnęłam ręce na krześle.
-Wybranką - uśmiechnął się szeroko wampir.
-Ale ja nie jestem jakaś wyjątkowa, jestem jak większość ludzi... Szara i nie mająca większego wpływu na świat - przełknęłam ślinę, w duchu modląc się, że to tylko sen.
-I właśnie tu się mylisz - Indygo wstał, szarpnął krzesło i usiadł centralnie przede mną - Nawet nie wiesz jaki potencjał jest w tobie ukryty a my musimy go wyzwolić. Bo widzisz każde tysiąclecie ma swojego wybranka i sam stwórca obdarowuje go tą wyjątkową mocą, swoim dotykiem. A jako wybranka musisz poprowadzić nas do zwycięstwa i chwały.
-Ale jak to zwycięstwa? I jak ja mam to zrobić? - patrzyłam się na niego niczym zbity pies.
-Widzisz, upadły demon próbując zemścić się na Stwórcy wysyła na ziemie mroczne pomioty. Są to wyjątkowo paskudne i potworne stworzenia. W tym tysiącleciu wybuchła właśnie plaga pomiotu i ty nas poprowadzisz do zwycięstwa.
-Ale jak to? Sama? - ze zdenerwowania poderwałam się z krzesła co było złym pomysłem, gdyż zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam na ziemię. Całe szczęście złapałam się krzesła, z powrotem na nie siadając.
-Oczywiście, że nie. Będziesz miała do dyspozycji liczne wojska z całej Iksji oraz z zaprzyjaźnionych państw z poza granic między innymi: Antivy, Orleis, Thedas i Orzamaru. Przecież plaga dotyka całego naszego świata - Indygo złapał mnie za ręke. - Nie martw się tak. Nosisz w sobie cząstkę stwórcy i na pewno dasz rade. Ja w ciebie wierzę.
-A-ale, ja nawet miecza nigdy w ręku nie trzymałam, a co dopiero zabić, nim kogoś. – Starałam się to zrozumieć, ale było trudno, bo wszytko wychodziło poza zdrowy rozsądek.
-Dla tego będziesz szkolona przez najlepszych. Muszę przyznać, że pierwszy raz widzę wybranka jako kobietę, ale jak to mówią pozory mogą mylić - uśmiechnął się szeroko. - Masz jeszcze jakieś pytania?
-Tak. Kto chciał mnie zabić tam, w sali tronowej? - na samą myśl o tym ręce zaczęły mi drżeć.
-Dobrze, że mi o tym przypomniałaś. Strzelał do ciebie antiwański Kruk imieniem Zevran. Kruki, to najwybitniejsi ze skrytobójców i najdrożsi. Nawet nie wiesz, ile miałaś szczęścia. Nie wielu udaje się przeżyć atak Kruka. I właśnie dla tego, że są oni tak dobrymi skrytobójcami mam dla ciebie propozycję - Indygo wpatrywał się we mnie z taką powagą, że aż zaczęłam się bać tej jego propozycji.
-Słucham - czekałam na najgorsze.
-Powinnaś porozmawiać i zawrzeć z, nim traktat białej straży, bo jako jedyna możesz to zrobić.
-Ale czym dokładniej jest ten traktat? - teraz już wiem, że moje przerażenie jest uzasadnione.
-Dołączy do twojej drużyny. Nie możemy pozwolić sobie, aby tak dobrze wyszkolony Kruk poszedł na ścięcie, gdyż jest ich niewielu i nikt po za nimi nie zna tajemniczych taktyk i sztuk walki, a przy odrobinie szczęścia może cię ich nauczyć - wampir wstał nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Co?! - ja też wstałam i o mało co znów się prawie nie przewróciłam. - On przecież chciał mnie zabić! Jak ja mogę mu zaufać!?
-On to robił dla pieniędzy. Tak naprawdę nawet nie wie, że jesteś wybranką. Zabicie ciebie było jednym z wielu zleceń. Jestem pewny, że cię nie zdradzi, bo tak naprawdę tym traktatem ratujesz mu życie i dajesz schronienie. Więc co ty na to? Czy naprawdę boisz się tak śmierci, że nie chcesz przygarnąć pod swoje skrzydła Kruka? Przecież oprócz Alistaira nie masz nikogo w drużynie, a czas to pieniądz. Plaga jest co raz bliżej.
Nawet nie wiedziałam, że mam własna drużynę i, że należy do niej Alistair. Indygo ma chyba racje, może powinnam przystać na ten traktat. Tylko, że ja nie jestem jeszcze białą strażniczką, a raczej dopiero rekrutką...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz