sobota, 15 marca 2014

:C

Witam was i od razu na wstępie przepraszam, ale mam małe problemy z wena :< 
Postaram się  wszytko nadrobić i dodać jak najszybciej kolejny wpis, ewentualnie opisy reszty bohaterów.
Mam nadzieje że jakoś mnie zrozumiecie i bedziecie cierpliwi w miare mozliwości :D
No i oczywiście proszę was nadal na kolanach o jakieś komentarze ^.^

poniedziałek, 17 lutego 2014

Cleo Harvey

 Cleo jest szesnastoletnią dziewczyną która przez przypadek trafia do innego swiata. Trudno jest jej się odnaleźć w nowym otoczeniu ale jakoś sobie radzi. 
 Ma ciemno brazowe włosy sięgające do ramoim, szare oczy z domieszką zieleni i jasną karnacje. Jest energiczna i prawie jak każdy nastolatek w tym wieku ma nie wyparzony język, można ją także zaliczyć do osób łatwowiernych i na pozór mało bystrych, ale pozory myla i jeszcze nieraz pokaże swoją drapieżną nature. Nigdy nie była zżyta z rodziną, ma jednka dwie przyjaciółki za które bez wahania wskoczy w ogień.
 Nigdy nie przypuszczała że urodziła się do większych celów niż usługiwanie siostrze i wkurwianie innych ludzi, ale jak się okazuje ma w sobię dusze prawdziwego wojownika. Kiedy trafia do Wysokoża dowaiduje się ze jest wybranką co jej nie zbyt pasuje. 
 Nikt tak naprawde nie wie w jaki sposób nasze światy są połączone, i jak mozna uruchomic portal, podobno potrafią to zrobić magowie i wybrankowie. Cleo będzie musiała zmierzyć się z całym złem Iksji a może jeszcze wiekszym, ale tak naprawde to będzie musiała pokonać własny strach i zastąpić go honorem i odwagą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Postaram się do końca tego tygodnia wsatwić opisy reszty bohaterów. :D

niedziela, 2 lutego 2014

Ogłoszenia Parafialne!!!

Krótko i na temat....
Robię przerwę w dodawaniu wpisów. Z tego powodu że mam za dużo nauki, niedługo się zaczną egzaminy itp.
Obiecuje że już 15 lutego dodam nowy wpis. :D 

piątek, 10 stycznia 2014

Wpis VIII

WPIS VIII


~Brat bliźniak?...~




Z wielkim niesmakiem wyszłam z namiotu i co do cholery ujrzałam?! Zevrana i resztę, w tym Alistaira i Leona, którzy siedzą przy ognisku, a dokładniej na około księżniczki próbując zwrócić na siebie uwagę przekrzykując się i zachowując jak małpy. Poczułam jak w brzuchu coś mi się skręca na widok Zevrana mizdrzącego sie do księżniczki. Tylko, czym ja sie przejmuję. Przecież jeszcze przed chwilą dramatyzowałam nad tym, że jestem w związku ze skrytobójcą... A jednak, ta wredna suka zwana Zazdrością musiała sie mnie doczepić. Chociaż może to i lepiej. Oni są zajęci księżniczką a ja w tym czasie mogę zawinąć sie i wypierdzielić stąd jak najdalej. Rozejrzałam się dookoła, aby upewnić się, że na pewno nikt mnie nie widzi i jak najszybciej zniknęłam w lesie, który otulała ciemność. Ciekawe ile potrzeba czasu abym sie zgubiła ewentualnie ktoś mnie porwał, zgwałcił, zabił i zjadł. Szłam między drzewami coraz bardziej oddalając się od obozowiska, aż w końcu nie wiedziałam gdzie jestem. Światło bijące od obozowiska całkowicie juz zniknęło. Stałam na jakiejś polanie gdzie tylko księżyc dawał delikatna poświatę dodając temu miejscu tajemniczości. Tu jest tak cicho. Nawet wiatr zamilkł. Nagle poczułam chłód na plecach i dziwny niepokój. Odwróciłam sie po czym zamarłam. Zaledwie parę centymetrów ode mnie stał wysoki mężczyzna o długich za pas śnieżnobiałych włosach.
- To ty jesteś Cleo? - mężczyzna okrążył mnie, po czym znów ustal na przeciwko.
- T-tak, a ty to kto? - modlilam sie, aby ktoś w obozie zorientował się, że mnie nie ma i już zaczął mnie szukać.
- Ja nazywam się Irys Elliero.
Zamurowało mnie, przecież tak ma na nazwisko Indygo.
- Znasz Idygo? - złapałam sie za pas... Szlag, zapomniałam ze miecz został w namiocie. Czyli teraz oficjalnie mogę sie żegnać z życiem.
- Ha, oczywiście, że go znam. Nawet nie wiesz, jak dobrze. Wiem o nim wszystko. Czego się lęka, za czym tęskni, jaka jest jego ulubiona zabawa z dzieciństwa i co go wprowadza w szał – mimo, że panowała ciemność dostrzegłam jak uśmiecha się i wbija we mnie spojrzenie doprowadzając mnie do mdłości.
- Jak to możliwe, że wiesz o nim tak dużo? - w myślach błagałam Indygo, aby pojawił się sie tu jak najszybciej.
- Ponieważ jest moim bliźniaczym bratem.
- C-co!? - zachłysnęłam się sie własną śliną.
- Nie dziwię się, że braciszek sie mną nie chwalił. No bo, kto by chciał mieć za brata ucieleśnienie zła potępionego przez samego Stwórcę i wygnanego za zdradę. Ale jedno mnie zaskakuje. Mimo, że my jesteśmy jedynymi wampirami, jakie istnieją, to on zamiast wyrwać sie i żyć jak chce tak jak ja to robi za królewskiego kundla. Od samego początku był wychowywany u boku króla, aby mu służyć. Ale nie mogę zrozumieć, jak on mógł wyrzec się ludzkiej krwi, zaspokajając pragnienie zwierzęcą. Właśnie dzięki ludzkiej kwi jestem od niego silniejszy, bo mądrzejszy byłem zawsze - Irys zaśmiał się cicho.
- Ale skąd ty mnie w ogóle znasz? - zrobilam parę kroków w tył wiedząc, że żywi sie ludzka krwią.
- No wiesz, chyba każdy o tobie słyszał, ale mnie wyjątkowo zaintrygowałaś na tyle mocno, że aż musiałem cie znaleźć. Od razu mowie. Nie masz się czego obawiać, bo tak pięknej istoty jak ty nie skrzywdzę. Możesz mi powiedzieć, co tu robisz calkiem sama i to w nocy. Z tego co wiem, to mój brat miał cie chronic, ale jakoś słabo mu to wychodzi.
- Mam wrażenie, że tu nie pasuje, więc podjęłam decyzje, że muszę sama pokonać plagę, a ja umywam ręce i idę szukać portalu. Raz go otworzyłam to i drugi dam radę - niepokój zniknął tak samo szybko jak sie pojawił się, ale jednak wolę nie ufać jak na razie kopii Indygo w negatywie.
Irys zaczął rozglądać się nerwowo jakby coś usłyszał.
- Chcesz sie stąd wydostać?
- Głupie pytanie, oczywiście, że chce - splotłam ręce na piersi i też się obejrzałam w koło, lecz niczego nie dostrzegłam.
- To chodz ze mną. Pomogę ci znaleźć portal, bo pewnie sama nie wiele zdziałasz - wampir zrobił się nerwowy i niespokojny.
- Dziekuje, nie skorzystam. Sama sobie dam radę.
- Zaraz tu się pojawi Indygo. Wyczuwam go. Jak cię znajdzie to już nigdzie cię samej zapewne nie puści i nie wydostaniesz się stąd - Irys podszedł do mnie blizej. - Wiec jak, idziesz ze mną?
On ma racje. Już wyobrażam sobie wkurw hrabiego Draculli i jego pierdolenie o Szopenie. Jak mnie teraz złapie na ucieczce, to nawet do toalety mnie samej nie puści…
- A skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać? Może chcesz mnie po prostu porwać i zabić.
- Skąd ta myśl? - Irys pisnął z oburzeniem.
- No wiesz, nic mnie tu już nie zdziwi.
- Nie to nie. Nie chcesz mojej pomocy to nie bede nalegał. Ale Indygo zaraz sie tu zjawi i uwierz mi, nie jest zachwycony - negatyw Draculli minął mnie i zaczął iść przed siebie.
- Czekaj! - pobiegłam za nim mając przed oczami wizje patrzącego sie na mnie Indygo tym swoim spojrzeniem. - Dobrze, skorzystam z twojej pomocy. W sumie nie mam dużo do stracenia.
- Mądra decyzja - Irys wziął mnie na barana. - A teraz sie trzymaj.
Słowem sie odezwać nie zdążyłam a Irys zaczął biec. Zapierdzielał chyba 130km/h! Wtuliłam się kurczowo w niego obawiając się, że spadnę. Nagle wampir się zatrzymał a ja zeszłam z jego pleców.
- Już. Tutaj cię nie znajdzie jak na razie - wampir rozejrzał się.
Staliśmy po środku jakiejś ruiny zamku. Wszędzie byly porozpalane pochodnie i teraz mogłam dokładnie przyjrzeć sie Irysowi. Miał tak samo biale oczy jak włosy i dopiero teraz dostrzeglam takie same rysy twarzy jak u Indygo. Tylko on wydawał sie bardziej postawny i wyższy od Draculli.
- Mieszkasz tu? - patrzyłam jak Irys rozgląda się sie w poszukiwaniu czegos.
- Tymczasowo - nagle podniósł z ziemi dziwna paczkę – Trzymaj, załóż to. Dzieki temu będziesz 
prawię nierozpoznawalna.

Rzucił mi paczkę której i tak nie złapałam, bo mam dziurawe ręce. Podniosłam ją z ziemi i rozpakowałam, znajdował się w niej długi, czarny płaszcz z kapturem. Wyciagnełam go i założyłam, był długi więc idąc szorowałam nim po ziemi.
- Dobrze, już możemy iść, bo im dłużej tu jesteśmy to są większe szasnse ze Indygo cię znajdzie. - Wampir wziął mnie za ręke i ruszyliśmy przed siebie.
Założyłam kaptur i mocniej opatuliłam się płaszczem.
- A jaki ty masz interes, w tym że mi pomożesz?
- Żaden, można powiedzieć że jestem z tych którzy potrafią bezinteresownie pomagać. - Irys złapal mnie mocniej za ręke i przyśpieszył.
- Jakoś trudno mi uwierzyć w to, komuś kto jest potępiony i nawet jego brat o nim nie wspomia.
- Jak ci się nie podoba to sama sobie znajdź ten portal. - Wampir żachną i odwrocił się do mnie plecami.
- No to znajdę!
- Nawet mi się nie waż stąd odchodzić. - Irys z zamchem odwrócił się i przez przypadek walną mnie z łokcia w skroń.
 Syknęłam z bólu i upadłam na ziemię.
- Cleo, przepraszam!!! Ja nie chciałem. - Zła kopia Draculli ukucnęła łapiąc mnie za ręce. -Mocno boli???
- A chcesz się przekonać?! - Odepchnęłam Irysa, który pociągną mnie za sobą.
 W tym momencie siedziałm mu na klatce piersiowe, a moja twarz znajdowała się kilka milimetrów od jego twarzy.
- Irys?!!!! - Jak z podziemi, wyrósł obok nas Indygo. - Co to ma do cholery znaczyć?!!!!
- To nie tak jak myślisz. No bo.... On mnie porwał i chciałam się bronić bo jeszcze uderzył mnie w skorń. Nawet nie wiesz, jakie to szczęście że tu się zjawiłeś.-Dzwignęłam się i ustałam przed mega wkurwionym Edwardem, wymyślając jakieś durne wytłumaczenie...
- Uderzyłeś ją, ty potępieńcu ?! - Indygo chwycił brata za ramie, podnosząc go.
- Ej, gdzie z tymi łapami królewski szaraku?  - Irys odepchną jego ręke - po pierwsze to uderzyłem ją przypadkiem i przeprosiłem.
- A jak Cleo znalazła się w twoim posiadaniu hmmmmmm? No powiedz walnąłeś ją w głowę, czy upiłeś do nieprzytomności? - Draculla oparł ręce na biodrach.
- Nic z tych rzeczy.-Irys machna noszalacka reka.
- Tak jasne, przecież to jest oczywiste że żadna kobieta by z tobą nigdzie nie poszła z własnej nieprzymuszonej woli.
....Kurwa, wtopa. Popatrzyłam się na Irysa błagalnym wzrokiem.
- Porwałem ją, pasuje ci ta opcja? - Wampir spojrzał się na mnie dając mi do zrozumienia że mam u niego dlug wdzięczności...
- Pójdziesz z nami, a w zamku sądzić cię będzie kró, bo ja musiał bym cię zabić.
- Tak, oczywiście królewno - Irys walną niekontrolowanym brechtem.
- Nie przeginaj - Indygo wycedził przez zęby .- A teraz ty Cleo, co cię naszło aby uciekać? - Jego ton złagodniał - wszyscy się martwili.
 Ta jasne martwili się, już to widze.
- Nie uciekłam, byłam po prostu na spacerku, tak dotlenić się.- Ironnia dosłownie spływała z każdego słowa.
- Dobra, mniejsza o to. Lepiej już wracajmy.-Hrabia rzucił spojżenie ala Rambo na nadal rozbawionego Irysa, który uraczył go takim samym.
 Chwilę patrzyli tak na siebie,  po czym biały brat z krzykiem rzucił się, łapiac mnie i zarzucając na ramię. Zaczą biec przed siebie, śmiejąc się psychopatycznie. - Ja sie kurwa pytam co z tym gościem jest nie tak. - Próbując się mu wyrwać bijac go po plecach, zagrodził nam drogę Zevran. - Jeszcze jego tu brakowało...
- Cleo, kim on jest? - Elf sięgną po  miecz i skierował go w stronę Wampira.
- Jestem jej chłopakiem. - Irys znów jebną brechtem i już miał wymijać go i biec dalej.
- Zevran zatrzymaj ich, on chce uprowadzić Cleo!!!! - Wkurwiony głos Indygo rozniósł się echem po lesie.
 Oczy Zevrana rozbłysły dzikim gniewem.
- Puść ją, dobrze ci radzę. - Elf ledwo powstrzymywał się od wybuchniecia nieopanowaną furią.
- Bo co mi zrobisz? Zabijesz?! - Irys po raz trzeci wybuchną śmiechem który doprowadził go do łez - powodzenia, tylko nie zapominaj że mam twoją damę życia na ramieniu i się mogę nią zasłonić.
- Co?! - Zaczełam się szarpać - t-ty, ty chamie!!!
- Oj Cleośka, nie denerwuj się tak. - Kopia Indygo postawiła mnie delikatnie na ziemie.
 Czy on mnie kurwa nazwał Cleośka? Nik ale to nikt, nie ma prawa nazywać mnie Cleośka, oprócz tego lamusa, Angelo. Mojego byłego wręcz prehistorycznego chłopaka.
- Jak mnie nazwałeś?
- Cleośka. A jak mam nazywać? Cleoida? A może Clelunia? - Wampira najwyraźniej to bawiło.
- Jestem do cholery Cleo. A jak nazwiesz mnie jeszcze raz Cleośka, to obiecuję że nogi to ci przy samej szyji ujebię. Rozumiesz? - Gdyby nie Indygo który własnie ustał między nami, na pewno bym frajera rozszarpała!
- Zevran opuść miecz, a ty Irys ogarnij się bo inaczej nie wróże ci miłej przyszłości.. - Draculla zwrócił się w moją stronę - a ty Cleo, następnym razem informuj mnie że idziesz na spacer.
Jego ton był na tyle lodowaty aby zmrozić mi krew w żylach i doprowadzić do stanu hipotermi wewnętrznej. Ruszyliśmy do obozu, Irys szedł zaraz przy Indygo z przodu a ja z Zevrane z tyłu.
- Nie wybaczył bym sobie, gdyby coś ci się stało. - Zev złapał mnie za ręke i pocałowal w czoło.
 Nagle dopadło mnie wielkie poczucie winy z powodu Zevrana, że go chciałam zostawić, po tym jak wyznał mi swoje uczucia. Zaczynam obiawiać się że zaczęłam coś czuć do Elfa, skrytobójcy...bo na samą myśl o nim, a raczej o nas w brzuch zaczynają mi latać motyle, jebane robactwo.
- Oooo jakie to urocze - w naszą strone odwrócił się Irys z bananem na twarzy.
- Irys zamknij ryj - Indygo szarpną go za ramie - i idź jak człowiek w spokoju.
- Jak człowiek? - Synek szatana ściszył głos i pogrążył się w rozmyślaniach.
 Po wejściu do obozu rzucil się na mnie Leon z Alistairem.
- Gdzie ty bylaś kobieto? Wiesz jak się martwiłem? - Wystarczył ułamek sekundy aby zacząć dusić się w ramionach Alistaira.
- Chyba chciałeś powiedzieć "martwiliśmy"? - Leon wtulił się w nas, jak suuodko taki tam trzy osobowy misiek.
 Kiedy wyzwoliłam się z objęć chłopaków dostrzegłam Moriggan stojącą na przeciwko nas. Z jej wyrazu twarzy można było się domyśleć że nie była zachwycona moim powrotem. Wykończona ruszyłam w stronę namiotu, mając przed oczami ciepłe owcze skóry i milutki sen.

Niestety zdążyłam tylko trzasnąć płachtą od namiotu a do środka wparował Zevran.
- Cleo, musimy poważnie porozmawiać. - Jego ton był chłodny, co mnie zaniepokiło.
- Tak, słucham? - To nie wróży nic dobrego, napewno nie.
- Mam wątpliwości co do Irysa.
-A dokładniej? - Serio... Tylko o to chodzi, ja tu na zawał zchodze,a on mi wylatuje z Irysem.
- Widziałem jak on na ciebie patrzy, i to nie jest wzrok porywacza. On patrzył na ciebie z pewną namiętnościa, jakby tylko ciebie pożądał. Moim zdaniem powinnaś go unikać, bo kto wie może i on w tobie rozpali rządze. - Zev patrzył mi głeboko w oczy a ja zaczynałam sie powoli irytować...
-Jesteś zazdrosny? W dodatku o Irysa!! Jakoś nie przejmowałeś się że wpadne w łaski jakiegoś innego mężczyzny gdy usilnie przymilałeś się do Melissy. - Walnełam focha, przytupnełam i zaplotłam ręce na piersi.
 No ciekawe co ma na swoje usprawiedliwienie, oskarża mnie o zdrade z.... Irysem, a sam romansuje z księżniczką i gdzie tu sprawiedliwość.
- Masz racje .- Burkną i wyszedł z namiotu.
- Co! - Pisnełam i ruszyłam kipiąc gniewem za nim. - Wracaj! Jeszcze z tobą nie skończyłam!!! - Pociągnełam go za jego blond kłaki spowrotem do namiotu.
- Czyli jednak!! - Elf przytulił mnie mocno - jednak coś dla ciebie znacze, ponieważ jesteś zazdrosna!
 A to wredny gad!! Specjalnie mnie sprowokował, żebym tylko pokazała swoją zazdrość.
Jego plan  był głupi a zarazem taki skuteczny. 
- Oj, Cleo. Ja osobiście dopilnuję żeby ta pijawka cię nietknęła - Zev obją mnie jedną ręką w talii a drugą złapał za podbrudek i powoli przyciągnął do siebie. Nasze usta prawie się zetknęły kiedy do namiotu wpadł Indygo.
-A wy co? Nie możecie ciszej drzeć mordy!! - Kiedy wampir tak sobie stał my odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni.
-Mógłeś chociaż zapukać! - Wydarłam się na niego, w miare kulturalnie.
-Ale to namiot...
-No i co! Wyjdź i nie wracaj!!!!!! - Machnełam mu ręką przed twarzął zachaczając o nią palcami.
 Kiedy wymieniałam zabójcze spojrzenia z Wampirem zza jego pleców wyłonił się Alistair z białą różyczką w dłoni.
-Ale ja chciałem z tobą porozmawiać...- Wyszlochał po czym schował się za Indygo.
-A temu o co chodz? - Zev, znów obejmował mnie w pasie - widze że moja Cleo jest wręcz rozchwytywna przez innych mężczyzn.
-Twoja? - Zaśmiałam się cicho.
-No jesteś tak samo moja jak ja jestem twój, chociaż ja jestem tobie bardziej uległy. 
-To, no ten, ja może, hmmm no to ja już znikam. - Indygo tak samo szybko jak sie pojawił tak i zniknął.
-Więc powiadasz że jestem twoja a ty mój? - Wyszeptałam po czym przybliżyłam się do Zevrana.
-Jestem calutki twój.-Zamruczał mi do ucha i przyciągną bliżej do siebie.
  W tym momencie jego usta zetknęły się z moimi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na ziemi. Zev ściągną ze mnie płaszcz i przejechał mi dłonią po brzuchu.
-Nie słysze jak romawiacie! - Głos Indygo podziałał na nas jak kubeł zimnej wody i znów odskoczylismy od siebie.
-Indygo, czy ty litości nie masz?! - Zevran poderwał sie na równe nogi i wyszedł z namiotu opierdzielić wścipskiego wampira.
 Co to było? Jego język. Mój język. Jego ręka. Mój brzuch. To, było.... Nawet przyjemne, ale ja jeszcze nie chce! Usiadłam i starałam sie przeanalizować całe zdarzenie.

środa, 8 stycznia 2014

~PODZIĘKOWANIE~

Więc tak, chciałam podziękować Morumotto, która pomogła mi z edycją tekstu (naprawdę dziwię się, że jej się chciało XD) no więc DZIĘKUJĘ BARDZO :3.
A wracając do opowiadania, to niebawem pojawi się nowy wpis, ale nie mam kiedy go obrobić i wstawić. No cóż, mój leń nie zna litości ;_;

sobota, 28 grudnia 2013

Wpis VII



WPIS VII

~Zakazane uczucie~



Jeszcze w lekkim szoku zaczełam iść po prostu przed siebie. Krążyłam tak około godziny aż w końcu dotarłam do bramy. Odetchnęłam z ulga i ruszyłam ciężkim krokiem w stronę lasu, czułam jak rana na brzuchu zaczyna pulsować.

-Cleo!!!-podbiegł do mnie Zevran-co za szczęście, nawet nie wiesz ile cie szukałem.
-Uratowałeś księżnikczke?-Odetchnełam z ulga widząc Zevrana.
-Tak oczywiście. Czy nic ci nie jest, widzę krew na twoich rękach.-Elf podszedł bliżej.
-To tylko draśnięcie, nic poważnego. Chodźmy już do obozu.
-Tak, oczywiście.
Kiedy weszliśmy do obozowiska poczułam jak wszystkie złe myśli spływają ze mnie.
-Cleo czy nic ci nie...-Indygo złapał mnie za ręce.-Czy to twoja krew!?
-Tak, ale to małe draśnięcie na brzuchu, nic poważne...-Nie dokończyłam słowa wampir ściągnął ze mnie płaszcz.
-Moriggan!
-Tak?-Czarownica podeszła do nas.
-Ulecz ja!-Indygo wskazał na mój brzuch.
-Tak jest.-Moriggan od niechcenia wyciągnęła rękę w moja stronę.
Przeszyło mnie ciepło i juz po chwili nie było śladu po ranie.
-Już, teraz tylko wytrzyj krew bo wyglądasz jakbyś zarzynała świniaka.-Moriggan odkręciła sie i znikneła miedzy namiotami.
-Byłaś bardzo dzielna-wampir zerknął na zakrwawiony miecz u mojego boku-mówiłem że dasz rade. A teraz wybacz, musze porozmawiać z Melissą.
-Dobrze-rzuciłam mu uśmiech, odwazjemnił go i tak jak Morigan znikną za namiotami.
-Chcesz to możemy iść nad brzeg jeziora żebyś obmyła ręce z krwi.-Zev objął mnie ramieniem i obdarzył czułym uśmiechem.
Dopiero teraz zauważyłam jak jego uśmiech jest zniewalajacy, przed tem nie patrzyłam na niego w ten sposób. 
Kiedy już doszliśmy do brzegu umyłam ręce i brzuch w lodowatej wodzie. Przy jeziorze panowała ciemność jedynie delikatne światło dochodziło z obozu który znajdował sie kilka metrów dalej.
Kiedy wstałam Zevran objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. 
Patrzył mi prosto w oczy, coraz mocniej mnie obejmując. Jego twarz była zaledwie parę centymetrów  od mojej. Chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam. Nagle jego usta zetknęły sie z moimi. Utonelam w jego pocaluknku nic innego sie nie liczyło w tej chwili. Kiedy przestał, nachylił sie nad moim uchem.
-Kocham cię, kiedy jestes obok mnie to serce zaczyna mi bić w szaleńczym tempie. Nie potrafie przy tobie racjonalnie myśleć mimo to życia sobie bez ciebie nie wyobrażam.-wyszeptał poczym zaczął całować po szyji.
Nogi sie zaczęły pode mną uginać.
-Chciałem ci to powiedzieć wcześniej ale nie wiedziałem jak.-Elf znów patrzył mi sie w oczy.
-Ja, ciebie tez kocham.-Zajakalam i wtulilam się w Zevrana ukrywając swoje speszenie. 
Jeszcze przez chwilę staliśmy tak przytuleni, po czym ruszyliśmy w stronę obozu. Zev trzymał mnie za rękę dzięki czemu pierwszy raz tutaj poczułam sie bezpieczna. 
Kiedy weszliśmy do obozu wyrusł przed nami jak z pod ziemi Indygo.
-C-co to ma znaczyć?! -Wampir kipiał ze złości.
-Coś nie tak?-Zevran puścił mnie i splutl ręce na piersiach.
Odsunęłam sie parę kroków w tył, ponieważ Indygo ruszył w stronę elfa.
-Cleo, wpadłaś w jego łaski? Przecież on chciał cie zabić!!-Wampir patrzył jakby chciał mnie rozszarpać gołymi rękami.
-No a-ale przecież....
-A co cie to obchodzi królewski kundlu?!-Zevran najwidoczniej też sie rozsierdził. 
Może Indygo ma racje, skąd mam wiedzieć ze to nie jest jeden z planów skrytobójcy...
-Ty bękarcie!!!-Wampir suną na Zevrana.
-Ej!!! Przestańcie, natychmiast!-Ustałam pomiędzy wkurwionym Dracullą a rozjuszonym Legolasem.-O co wam wogóle chodzi co!!?
-Cleo....
-Zamilcz-przerwałam wampirowi.-Jak chcecie to skaczcie sobie do gardeł ale mnie nie mieszajcie.
-Kochana, nie denerwuj się.-Zev objął mnie.
-Łapy precz od niej!! - Wampir odepchnął go.
-Mam dosyć.-ręce mi opadły-zostawcie mnie w spokoju.
Wkurwiona ruszyłam w stronę namiotu, starając nie odwracać sie.
Jeszcze słyszałam jak Indygo z elfem bluzgali na siebie.
Zrezygnowana weszłam do namiotu i szarpnelam płachtą aby go zamknąć. Tylko zapomniałam ze to nie drzwi i nie trzasne tym.
Ściągnęłam zakrwawiony miecz i rzucilam go aby tylko nie patrzeć na zaschniętą bordową ciecz.
Czemu zawsze mnie to spotyka? Czuje się jak marna cyfra 13, ta pechowa i przez nikogo nie lubiana. Co ja mam teraz zrobić. Elf skrytobójca dwa tygodnie temu chciał mnie zabić a dziś wyznaję mi miłość, Edward ze zmierzchu....ogólnie jest jakiś podejrzanie-pierdolnięty i nie zapominajmy że zabiłam człowieka. To ostatnie mnie najbardziej gnębi, nawet nie wiem czemu to zrobiłam ale wiem jedno że poczucie winny będzie mnie prześladować i nawiedzać jak komornik. 
-Cleo, możemy porozmawiać?-Do namiotu wszedł Zevran.
-To zależy o czym chcesz rozmawiać.
-Chciałem cię przeprosić za ta całą szopkę z Indygo który zachowuje się jakbyś była ostatnią kobieta na świecie, w sumie dla mnie chyba jesteś.-Zev usiadł obok mnie i przytulił.-A teraz spytam tak szczerze. Czy ty tez cos do mnie czujesz?
Sama nie wiem co czuje, mam taki sajgon w głowie a on musiał akurat teraz przychodzić... so sweet. No dobra Cleo zbierz resztki godności i powiedz że nie jesteś gotowa aby mu zaufać co wcale nie przekreśla was w przyszłości, bo bądź co bądź on podoba ci sie.
-Czuje to samo.-Kurwa, spaliłam na starcie...
-Najukochańsza.-Zevran pocałował mnie w czoło i wtulił w siebie jeszcze mocniej.
No to pięknie, wplatalam się w zwaiazek z zabójca który był skazany na śmierć za próbę zabicia mnie!! Czy może być jeszcze gorzej? 
-Ja idę ogrzać się przy ognisku, dołączysz do mnie?-Elf wstał i wlepił we mnie swoje piwno-zielone oczy.
-Tak zaraz przyjdę.-Starałam się zamaskować strach a raczej bałagan panujący w tej pustej głowie.
Zevran wyszedł a ja pierdolnełam na owcze skory modląc się do Allaha, Odyna, Buddy, Jezusa i kto tam jeszcze jest aby to był tylko sen. Niestety po dłużej chwili leżenie dotarło do mnie że na fejsie powinien być status:"W związku:Zginę za 3..2..1". 

*To jest najkrótszy wips ze wzgledu na przyczyny psychiczne oraz na lenistwo poświąteczne:))

______________________________________________________________
Hmmm znów was przepraszam za błedy i za braki polskich znaków :C no ale wiecie po swietach gorszy sajgon niz w trakcie ..... Spokojnie nie długo po poprawiam wpisy <333 Oraz obiecuje ze to ostatni tak krótki wpis :*

środa, 25 grudnia 2013

Wpis VI


Wpis VI

~Perła~


Ze snu wybudził mnie hałas dobiegający z zewnątrz. Wstałam, wziełam pas z mieczem z pod owczej skóry i założyłam go. Uchyliłam delikatnie płachte namiotu i wyjżalam. To tylko Indygo opierdzielał Zevrana za coś.
-Cleo, wstałas już.-Wamipr skierował się w moją strone.-Podejdź proszę.
Słońce już zaczynało zachodzić, to znaczy że spałam praktycznie cały dzień. No pięknie, tyle spać....
-Teraz wyjaśnie ci po co tu przyjechaliśmy.-Indygo spojrzał na Zevrana, wzrokiem wygłodniałego wilka, tym samym dając mu do zrozumienia że ma mu zejść z oczu.
Zev obdarzył wampira nie lepszym wzrokiem i sie oddalił. Ciekawe o co im poszło.
-Orleański wódz poprosił nas o pomoc.-Indygo zaczął krążyć wokół ogniska.
-A o jaką pomoc dokładnie chodzi?-Zaniepokoiłam sie poważnym tonem hrabiego Draculli.
-Została porwana księżniczka Melissa, córka wodza. Niestety jeżeli jego ludzie się zbliżą zostanie ona od razu zabita.-Wampir ustał na przeciwko mnie-ta misja będzie wymagała z twojej strony bardzo dużo odwagi. Rozumiesz?
-T-tak. A co dokładnie będę musiała zrobić?-Dopadło mnie podobne uczucie jak wtedy kiedy musiałam porozmawiać pierwszy raz z Zevranem.
-Po zmroku wyruszysz w stronę wioski i będziesz musiała odnaleźć karczmę "Pod perłą€œ." W piwnicach tej karczmy znajduje się kryjówka porywaczy...
-Mam iść tam sama?! Nie poradzę sobie.-Miałam przed oczami najgorszy scenariusz.
-O krok za tobą będą szli: Alistair, Zevran, Leon oraz Felix. Wejdziesz do piwnic i odnajdziesz ich kryjówkę, nie obawiaj sie nie zostaniesz zraniona, powiedz im tylko że przyszłaś wymienić złoto na kilka win. A w tym czasie kiedy będziesz negocjować z namiestnikani do piwnic wejdzie Zevran, jest wykwalifikowanym skrytobójcą wiec przemknie się nie zauważony. Reszta będzie w karczmie i jak Zevran ucieknie z księżniczką zrobią tam zamieszanie i to będzie dla ciebie znak że też masz sie ulotnić jak najszybciej. Dobrze?-Indygo wydawał się być spięty, tylko z jakiego powodu? Przecież to ja idę jako mięso armatnie...
-Chyba tak...-ręce zaczęły mi sie trząść a plecy oblał zimny pot.
-Musisz być pewna ze dasz rade. Masz bardzo silną wolę i wierze w ciebie.-Indygo wskazał miecz- a ta broń pomoże ci w tym.
Patrzyłam przez chwile na wampira nie wiedząc co powiedzieć. Miałam ochotę uciec z tąd nie ważne gdzie byle daleko. 
-Do zmroku jest jeszcze trochę czasu, chodź, usiądź przy ognisku i zjedz coś.-Wampir uśmiechnął sie-nie przejmuj sie tak, jesteś wybranką i na pewno dasz radę.
Oby miał racje.. Indygo odszedł a ja usiadłam przy ognisku, jakiś meżczyzna przyniósł mi misę z bodajże gulaszem oraz kufel jakiegoś złotego płynu. Jedzenia nie tknęłam wypiłam tylko złoty płyn który okazał sie miodem pitnym...
W końcu coś mocniejszego od wody brzoskwiniowej. Patrzyłam pustym wzrokiem na płomienie, zaraz sie okaże jaka ze mnie wybranka. Kiedy słońce już zaszło w obozie zrobiło sie gwarno, wszyscy biegali z namiotu do namiotu jak poparzeni. Tylko ja siedziałam dalej przy ognisku starając sie nie myśleć o tym że ode mnie zależy jak zajmę namiestników i czy księżniczka przeżyje. Z moich rozmyślań wyrwał mnie Indygo.
-Cleo, jesteś gotowa?-Wampir położył mi rękę na ramieniu.
-Chciałabym.
-Załóż to.-Indygo dał mi jakiś płaszcz zrobiony z czegoś co przypominało skore tylko nie tak sztywną. 
Podniosłam sie i założyłam płaszcz który sięgał prawie do kostek.
-Dzięki temu nie będziesz aż tak rzucać się w oczy, proszę to jest złoto które wymienisz na wino.-W oczach wampira malował sie strach nieznanego mi pochodzenia.-Dasz sobie rade?
-Z tego co zaobserwowałam, nie mam wyjścia.-Uśmiechnęłam sie w lekkim grymasie. 
-Faktycznie, załóż kaptur i zaraz wyruszasz.-Indygo odszedł do grupki mężczyzn.
Moje przeczucie mówi mi że nawale... Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
-I jak?-Zevran stał za mną z uśmiechem na ustach.
-A jak ma być?-Odwróciłam sie w jego strone-jak nawale to zginę ja i księżniczka.
-Jak będzie trzeba to własnym ciałem cie zasłonie.-Elf złapał mnie za podbrudek i przysunął do siebie.
Serce zaczęło bić mi szybciej kiedy poczułam jego oddech na swoich ustach. Jego twarz była co raz bliżej mojej, puls podskoczył mi chyba do 400 uderzeń na sekundę. Z tego euforycznego stanu wyrwało nas wołanie Indygo abyśmy zebrali się.
Odsunęłam sie od Zevrana który z uśmiechem na twarzy odszedł w stronę wampira. Jeszcze przez chwile stałam oszołomiona starając zrozumieć co się właśnie stało a raczej co mogło sie stać. 
-Cleo, czekamy na ciebie! -Indygo machnął ręką abym podeszła.
Z przysłowiowym burakiem na ryju podeszłam do reszty. Wstydziłam sie spojrzeć na Zevrana ale czułam jak on patrzy na mnie.
-Każdy zna swoje zadanie, wiec czas ruszać do karczmy.-Indygo nachylił sie do mnie-wierze w ciebie strażniczko. 
Ręce znów zaczęły sie trząść i słabo mi sie zrobiło.
-Cleo idź w stronę świateł zobaczysz je zaraz po wyjściu z lasu, karczmę będzie łatwo znaleźć. Reszta będzie parę kroków za tobą.-Wampir uśmiechnął sie dając mi trochę otuchy.-No to do dzieła!!
Wszyscy sie rozeszli wiec i ja ruszyłam. Wyszłam z obozowiska, szłam miedzy drzewami, ciemność okrywała cały las. Jedynie gdzie niegdzie księżyc oświetlał drogę.
Wyszłam z lasu, około 300 metrów przed sobą dostrzegłam światła. -To pewnie ta wioska.-odwróciłam sie lecz nie dostrzegłam nikogo kto miał iść za mną.
Moje obawy sie pogłębiały, opatuliłam się bardziej płaszczem i ruszyłam w stronę wioski. Zimny wiatr owiewał mi twarz, przechodząc przez bramy do wioski czułam jak żołądek mi sie skręca. Po raz ostatni sie obejrzałam,nikogo nie dostrzegłam i ruszyłam w poszukiwaniu karczmy. Szłam wąskimi uliczkami czułam spojrzenia mieszkańców na sobie co w cale mi nie pomagało. W końcu ustałam przed wejściem do karczmy "Pod perłą". Wciągnęłam powietrze i weszłam do środka gdzie uderzył mnie zapach alkoholu i ztęchlizny. 
-Milutko-szepnęłam do siebie.
Dym z fajek unosił sie wysoko pod sam dach, było słychać krzyki i śmiechy. Starałam skupić sie na odnalezieniu drzwi do piwnicy, po dłuższym rozejrzeniu sie, w końcu je dostrzegłam. Przepychałam sie między pijanymi ludźmi aż w końcu ustałam przed sporymi drewnianymi drzwiami. Jeszcze raz rozejrzałam sie, tym razem żeby sprawdzić czy nikt nie patrzy i kiedy byłam już tego pewna wślizgnełam sie do piwnicy. Zeszłam po schodach na korytarz gdzie panował pół mrok jedyne światło dawały pochodnie na ścianach, tu zapach stęchlizny był dużo mocniejszy. Zaczęłam iść przed siebie, do moich uszu doszedł odgłos jakiejś rozmowy... To pewnie ci namiestnicy. Starałam sie wypędzić złe myśli z głowy, przecież Indygo zapewnił że nic mi nie grozi. Szłam korytarzami w stronę z której dochodziły dźwięki.
-Co my tu mamy?-Ktoś złapał mnie za rękę i ściągną kaptur z głowy.-Nie jesteś z tąd kochanieńka. Prawda?
Przede mną stał wysoki mężczyzna o ciemnej skórze i brązowych włosach przypruszonych siwizną.
-E-em przyszłam po wino.-Zrobiłam krok w tył starając sie być bardziej pewna.
-W takim razie chodź za mną.-Mężczyzna szarpnął mnie za płaszcz. 
Szliśmy coraz ciemniejszymi korytarzami a mi serce waliło jak młotem.
-Ej, Wartus zobacz kogo tu mamy. Mówi że przyszła po wino.
-A ile chcesz tego wina?-Wartus to umiesniony byczek, widać na pierwszy rzut oka że jest groźny.
Wyciągnęłam sakwę ze złotem i położyłam ja na stole przed Wartusem. Na dźwięk pieniędzy zebrało sie w okół nas sporo namiestników, oby Zevran dał rade.
-Zkąd masz tyle złota?-Oczy mu sie zaświeciły.-Za to możesz wykupić cała karczmę.
-Ciężko pracowałam na nie i teraz chce kupić trochę wina.-starałam się aby glos mi nie drżał, mimo że plotłam głupoty.
-No dobrze a ile butelek...
Nagle przerwał mu hałas dobiegający z góry, to znak dla mnie że mam uciekać. Zawinelam sie i wybiegłam stamtąd na korytarz zostawiając złoto. Biegnąc w nieokreślonym mi kierunku, usłyszałam jak ktoś krzyczy że księżniczka zniknęła. Starałam sie jak najszybciej wydostać na zewnątrz. Czułam jak strach i adrenalina we mnie narasta. 
Drogę zagrodził mi namiestnik.
-A ty dokąd-mężczyzna wyciągną miecz i skierował sie w moja stronę.
Nie miałam dokąd uciec, adrenalina zastąpiła mi logiczne myślenie. Wyciągnęłam miecz od Indygo i też ruszyłani w stronę mojego oprawcy. Zkrzyzowalismy miecze, szczęk żelaza przeszedł echem po korytarzach. Po chwili poczułam jak coś ciepłego spływa mi po brzuchu ale nie zwarzalam na to i z całej siły pchnełam mieczem w namiestnika powalajac go. Jeszcze przez chwile stałam nad nim z mieczem utkwionym w jego lewą pierś.
-Nie żyje, zabiłam go..-oczy zaszły mi łzami.-przepraszam ja nie chciałam. 
Usłyszałam jak ktoś krzyczy, szybko sie otrząsnełam, wyjęłam miecz z ciała nieznajomego i pobiegłam przed siebie. W końcu znalazłam schody prowadzące na góre, wspięłam sie po nich i wyszłam na zewnątrz. Uderzył we mnie zimny wiatr który mnie ocucił. Poczułam jak coś szczypie mnie, odgielam płaszcz. Po moim brzuchu spływała ciurkiem krew. Złapałam sie za ranę nie była głęboką ani jakoś groźna. Zorientowałam sie że stoje za jakimś budynkiem i nie mam pojęcia w która stronę iść. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sorki za błedy poprawie to niedługo bo teraz mi sie niechce <żyć> i wypatrujcie na moim blogu postaci które wstawie niebawem <3