sobota, 23 listopada 2013

Wpis II



WPIS II

~Ostatnie pożegnaie~


Jeszcze przez chwilę się wahałam, ale w końcu przemogłam strach i ciężkim krokiem ruszyłam w stronę króla. Te parę metrów wydawało się być wiecznością. W końcu stanęłam przed dobrze zbudowanym mężczyzną o jasnych brązowych włosach. Patrzył na mnie szkarłatnymi oczami. Trudno było się domyśleć z jego wyrazu twarzy, czy był zły, czy raczej zdziwiony. 
-Dzień dobry - głos mi zadrżał. 

-Ach tak, witam Cię w Wysokożu - kąciki jego ust gwałtownie drgnęły, a na jasnej twarzy ukazał się powalający uśmiech. 
Uspokoiłam się trochę, wzięłam głęboki oddech i wydusiłam z siebie z wielkim trudem. - Gdzie ja jestem i co tu robię!? 
-Jesteś w państwie zjednoczonej Iksji i sam jestem zdziwiony, że nasza rekrutka jest tak młodą kobietą - znów wlepił we mnie wzrok i uważnie mi się przyglądał. 
-Ale rekrutka czego, nadal nie rozumiem po co tu jestem - poczułam się pewniej i nabrałam więcej odwagi. 
-Rekrutka białej straży oczywiście. Jednego z najpotężniejszych zakonów w całej Iksji i poza jej obszarami. Zostałaś wezwana, ponieważ wybuchła plaga mrocznych pomiotów a odziały szarej straży ostatnimi czasy zostały bardzo zawężone. Sir Felix obserwował cię od dłuższego czasu i gdybyś sama nie otworzyła przejścia to byśmy wyruszyli z eskortą po Ciebie - uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
-No dobrze, powiedzmy, że rozumiem. A czy bym mogła nie wyrazić na to zgody? - bacznie obserwowałam jego twarz, która zmieniła swój wyraz na sfrustrowany. 
-Niestety nie. Dla nas to jednak dobrze, bo pewnie tego nie wiesz, ale masz ogromny potencjał - wpatrywał mi się głęboko w oczy prawdopodobnie próbując zgadnąć o czym myślę. 
-A co z moją rodziną? Zostanę tak nagle oderwana od szkoły i mojego rodzinnego miasta? - moja chwilowa pewność siebie uleciała chuj wie, gdzie. 
-Spokojnie, chodź pokaże ci coś - król wstał i podszedł łapiąc mnie delikatnie za rękę. Przeszedł mnie dziwny dreszcz. 
Szliśmy ku stromym schodom. 
-Proszę wchodź pierwsza, idziemy na samą górę. 
Próbowałam coś jeszcze z siebie wydusić, ale nie dałam rady i z pewnym niepokojem zaczęłam się wdrapywać po schodach. 
-Już jesteśmy - król uśmiechnął sią szeroko, pokazując swoje śnieżnobiałe zęby. 
-Gdzie jesteśmy? - staliśmy na poddaszu jakiejś wieżyczki, które oświetlało jasne słonce wpadające przez szerokie okno. 
-Ja osobiście bardzo lubię tu przebywać. Większość ważnych decyzji podjąłem właśnie w tym pomieszczeniu. Chodź bliżej okna i wyjrzyj przez nie - ustąpił mi miejsca i patrzył na mnie intensywnie. 
Podeszłam i delikatnie wychyliłam się. Widok zabrał mi dech w piersiach. 
-Powiedz mi co widzisz moja droga - poczułam jak staje tuż za mną. 
-Widzę, hmm… Ogromny las, który ciągnie się daleko za horyzont i równie ogromne pasma gór - czując jego oddech na szyi zaczęłam się jąkać. - Widzę też, emm, wielką polanę na obrzeżach lasu. 
-Dobrze a teraz spójrz w dół - ściszył głos a ja coraz bardziej czułam się zakłopotana. - Co widzisz? 
-Grupkę rycerzy, którzy chyba ćwiczą - odwróciłam się. Moja twarz była parę centymetrów od jego. Poczułam jak policzki zaczęły mi płonąć. Spuściłam głowę, żeby zakryć rumieńce. 
-Jak sama widzisz noszę na barkach ogromną odpowiedzialność. Poza pasmem gór i ogromnym lasem mam pod swoją opieką całą Iksję, uwierz mi ona nie należy do małego państwa, a no i wszystkie oddziały armii oraz od groma innych spraw, ale nie mogłem się wycofać, bo liczyło na mnie wiele tysięcy ludzi - Król nagle spochmurniał i przysiadł na ławce, która stała w kącie. 
-Czy coś się stało... Królu? - po wypowiedzeniu tego ostatniego słowa zmieszałam się trochę. 
-Oj sama widzisz tyle mam spraw, że się nie przedstawiłem - wstał i podszedł do mnie. - Jestem Król Erion Goran III. 
-Bardzo mi miło. Ja nazywam się Cleo Harvey. 
-Wiem kim jesteś i to już od jakiś dwóch miesięcy. 
-Trudno będzie się do tego wszystkiego przyzwyczaić - starałam ukryć swój strach, ale chyba nieudolnie. 
-Wasza wysokość przybył Alistair - na górę wszedł wysoki mężczyzna o długim, czarnym warkoczu sięgającym mu do pasa i krwisto czerwonych oczach. Ten sam, co stał w sali tronowej po prawicy króla. 
-Dobrze już schodzimy. Proszę poznaj nasza rekrutkę, Cleo - Król Erion wskazał na mnie ręka. 
-Dzień dobry - wyjąkałam z wielkim trudem, bo wiedziałam, że na dole razem z Alistairem stoją moi rodzice. Jak ja, im spojrzę w oczy. 
-Witaj - mężczyzna uklękną na prawe kolano i położył rękę na swojej piersi. - Nazywam się Indygo Elliero. Bardzo miło mi cię poznać. 
-Pewnie się zastanawiasz kim jest Indygo? - Tak naprawdę ciekawiło mnie jedyne czy jest człowiekiem, czy innym dziwnym stworzeniem. - Wiec jest on wampirem, który od pokoleń jest sługą naszego rodu. 
Zbiło mnie to totalnie z tropu, aż nogi się pode mną ugięły. 
-Wampirem!? - Po poznaniu Felixa nie powinno mnie to dziwić… Ale wampirem? 
-Tak wampirem - Krol Erion zaczął się śmiać a Indygo stał za, nim z dziwnym uśmiechem psychopaty. 
-Chodź, twoja rodzina czeka - na dźwięk tych słów serce podeszło mi do gardła. Król podszedł do mnie, objął mnie ramieniem i skierował ku schodom. 
Gdy zeszliśmy na sam dół ujrzałam Alice i rodziców. Chciałam się rzucić, im na szyje i, kiedy już zaczynałam biec w ich stronę Indygo zatrzymał mnie ręką. 
-Spokojnie, po co tyle emocji?! - jego zimna dłoń trzymała mnie za nadgarstek. 
Spojrzałam na niego szklistymi oczami, niczym kot ze Shreka. 
-No nie patrz się tak tylko stój spokojnie - warknął na mnie. 
-D-dobrze - nagle stałam się mu uległa i spokojniejsza. 
Ruszyłam powolnym, chodź chwiejnym krokiem w stronę rodziców czując na karku lodowate spojrzenie. 
-Mamo! - rzuciłam się jej na szyje i na całą sale rozległ się głos Indygo. 
-Ja pierdolę, a mówiłem jej. 
-Cleo co tu się dzieje?! - mama odczepiła mnie od siebie i rozejrzała się po sali. 
-Ja naprawdę nie wiem… 
Spojrzałam na Indygo, który skinieniem ręki dał mi znać, że mam do niego podejść. 
Podeszłam posłusznie ze spuszczoną głową. 
-Nie wiem, co tu się dzieje i co chcecie od mojej córki, ale ona idzie z nami, a jak nie to dzwonię na policje! - mój tata ryknął i posunął się w stronę Króla Eriona. 
Nagle Indygo ustał przed Erionem z bojową postawa, a po mojej prawicy jakby z pod ziemi wyrósł Felix. 
-I jak? - szepnął mi do ucha nie narażając się na zabójcze spojrzenie Alice. 
-I ty jeszcze się pytasz? Zaraz będzie tu masakra gołymi pięściami i ewentualnie tym co jest w zasięgu ręki - ustałam bardziej za Felixem, żeby w razie czego, to on pierwszy dostał. 
Indygo stanął przed Królem Erionem patrząc melancholijnie na moich rodziców wzrokiem typowego zabójcy, który uciekł z psychiatryka. 
-Spokojnie, wyjdźmy na zewnątrz - zaproponował Król. 
-Co tu się dzieje. Nic nie pojmuje, to jest chore... Nawet bardzo chore! - Ooo i Alice się odezwała. 
-Dlatego chodźmy na zewnątrz - warknął Indygo zirytowany ta całą sytuacja. 
-Dobra, ale szybko i moja córka i tak wraca do domu. Cleo do mnie. Już - Mama wskazała mi miejsce przy sobie, gdzie mam dokładnie ustać. 
Bez słowa ruszam w ich stronę, kiedy nagle przeszył mnie ból i usłyszałam krzyki, a w klatce piersiowej poczułam ciepło. Nie zdążyłam zerknąć w dół, a moja twarz witała się czule z kamienną posadzką. 
... 
Znów czuję ten zapach owoców liczi. Z trudem otwieram oczy i ku mojemu zdziwieniu nie leżę już na twardej podłodze, a w ciepłym łóżku. 
-Kuuurwa - zasyczałam z bólu, gdy poruszyłam lewym ramieniem. Szybko zorientowałam się, że jest obwiązane bandażem. 
-Radze, nie ruszaj tą ręką, będzie jeszcze przez jakiś czas boleć - odwróciłam głowę i ujrzałam chłopaka, który odprowadzał moją sister. Jak on miał na imię, hmmm… No tak. Alistair. 
-Co się stało, gdzie są rodzice i Król no i reszta? - Z trudem usiadłam. 
-Tak w skrócie? Ktoś próbował cię zabić, nie martw się, ten drań leży już w lochach. Dostałaś strzałką z trucizną, Indygo wszczął alarm i nasi uzdrowiciele cię uratowali. 
-No a, gdzie jest do cholery moja rodzina? 
-Spałaś trzy dni a oni musieli wracać do swojego świata, by nie zaburzyć praw portalu i cóż… Nigdy więcej ich nie zobaczysz. 
-Że co proszę ?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz