sobota, 30 listopada 2013

Wpis III

Wpis III

~Niebezpieczna propozycja~


Agnis i Sonia... Już nigdy nie zobaczę moich najlepszych przyjaciółek. One były dla mnie jak siostry, a nawet kimś więcej.
Pustka. Tylko to słowo pasuje do tego jak się czuje.
-Spokojnie - Alistair podszedł i usiadł obok mnie na łóżku. - Będę obok ciebie i razem damy radę.
-Nie mam wyboru - patrzyłam pustym wzrokiem w otoczenie, mając ochotę się rozpłakać.
-Czas iść do Indygo. Pewnie masz wiele pytań - Pusty wzrok padł na uśmiechniętą buzie chłopaka. -W szafie masz ubrania. Załóż je. Ja będę czekać na korytarzu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a chłopak znikł za drzwiami i tyle go widzieli. Ehh i jak to dalej będzie? Czy dam radę się przyzwyczaić do nowej sytuacji? Chociaż, jeżeli chodzi o moją rodzinę to nie jestem zawiedziona czy załamana. Nigdy nie byłam z nimi blisko. Tak naprawdę moje przyjaciółki były dla mnie zawsze oparciem w trudnych chwilach. No trudno. Jest źle, ale zawsze może być jeszcze gorzej. I ta ręka, masakra. Ból jest do nie wytrzymania i jak widać od początku, mnie tu ktoś nie chce. So sweet...
-Czas się ubrać. Dobra, co my tu mamy - zaczęłam przewalać w szafie szukając mojego stroju.
Co to jest? Stanik? Ok. Pierwszy raz widzę skórzany stanik, z metalowymi wykończeniem i klamrami. Zobaczmy, gdzie jest reszta stroju. Po dokładnym zagłębieniu się w szafę znalazłam skórzane, tak jakby krótkie spodenki. -Hmm, a to co? - w kącie szafy leżało cos co dziwnie pobłyskiwało. Chwyciłam to i....- No nie! - w ręku trzymałam a-la spódnice, zrobioną z ( i tu niespodzianka ) skórzanych pasków zakończonych metalowymi okuciami.
Zajrzałam to szerokiej szuflady pod szafą i wyciągnęłam z niej buty łudząco podobne do glanów.
-A, gdzie jest reszta stroju do cholery. Wy chyba nie myślicie, że będę popierdalać w staniku publicznie - syczałam do siebie tak wkurzona, że, gdybym zabijała wzrokiem to wybiła bym pół świata. Niestety, nie znalazłam niczego więcej, co, by przynajmniej chodź trochę bardziej mnie zasłaniało. Podejrzliwie spojrzałam na skórzane ubrania leżące w kącie. Przeklnęłam wszystko, na czym świat stoi i zaczęłam się ubierać. Po założeniu tego czegoś na siebie podeszłam do lustra.
- No Cleo. Nie wyglądam w tym tak źle, jak myślałam. I trzeba stwierdzić, że w tych spodniach mam zajebisty tyłek - uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nagle otworzyły się drzwi a z nich wyłonił się Alistair.
- Ale, że jaki masz ten tyłek?!
- Alistair? Co ty tu robisz?! Czy ty mnie podglądałeś?!
- Em... Nie? - drzwi się zatrzasnęły a ja stałam osłupiała na środku pokoju. Rozejrzałam się podejrzliwie. Podbiegłam do okna i wyjrzałam za nie. Na szczęście mieszkam w chuj wysoko, ale dla pewności zasłoniłam je zasłoną, która szczerze mówiąc bardziej przypomina koc. Zapaliłam kilka świec zapalniczką którą miałam w spodniach, aby nie wywalić się o własne nogi, ewentualnie o dywan. Dla pewności zajrzałam pod łóżko i do kominka. Gdy przekonałam się, że nikogo oprócz mnie tu nie ma odetchnęłam z ulgą.
- Sprawdź jeszcze w wannie - do moich uszu dotarł rozbawiony głos. Podskoczyłam w górę na parę centymetrów. Spojrzałam w stronę, z której dochodził. Na łóżku siedział mężczyzna o ciemnych włosach i zielonych oczach. Nie wgłębiałam się w resztę szczegółów, ponieważ tak jakby umierałam na zawał.
- Kim jesteś?! Co ty tu robisz?! - Wrzasnęłam wystraszona.
- Spokojnie, nie krzycz tak... Jestem Funus, miło mi cię poznać. Drzwi były otwarte, więc pozwoliłem sobie wejść...
- Czy przypadkiem przy drzwiach nie ma Alistaira?!
- Alistair jest tak tępy, że widzi tylko swoją grzywkę i ją cały czas poprawia. Dlatego nawet mnie nie zauważył.
-Aha, nie wnikam, bo wsiąknę - mój mini zawał właśnie mijał.
-Jestem teraz trochę zajęty, więc zajrzałem się tylko przywitać. Później jak będę miał więcej czasu to cię znajdę i pogadamy - Funus zawinął się i wyszedł z pokoju.
-Taa, jak miło...
Podążyłam w ślad za, nim i wyszłam na korytarz. O ścianę opierał się Alistair.
-No to, jak, już gotowa? - podszedł i wziął mnie pod ramię.
-Chyba tak - kolana mi zmiękły na samą myśl o rozmowie z... Wampirem. O moim spotkaniu z Funusem nawet nie wspomniałam. Szliśmy kamiennym korytarzem. Na ścianach wisiały piękne obrazy i mosiężne świeczniki, na których połyskiwały grube warstwy wosku. Z łukowatych, zdobionych okien wpadało zachodzące słońce, robiąc upiorny półmrok.
Zza rogu wyszło parę kobiet ze świeczkami w ręku.
-Miło widzieć panienkę - jedna się przede mną delikatnie ukłoniła.
-Dzień dobry - speszyłam się.
-Pana też panie Alistairze - odwróciła się w stronę chłopaka.
-Jak skończycie zapalać świece na korytarzach, proszę zajmijcie się komnatą panny Cleo - machną ręką w stronę mojego pokoju.
-Tak jest - kobieta ominęła nas.
-Ten tytuł panny nie był potrzebny. Jestem Cleo, a nie panna Cleo - spojrzałam na Alistaira z pewnym niezrozumieniem.
-One są tylko służkami. Muszą wiedzieć do kogo mają zwracać się z szacunkiem - chłopak najwyraźniej oburzył się moją niewiedzą, bo jego ton zrobił się szorstki.
To może ja nie będę się odzywać, póki nie poznam zasad panujących w tym miejscu. Zeszliśmy na sam dół po krętych schodach, coś w rodzaju tamtejszej kuchni i znów weszliśmy w labirynt korytarzy. Mam nadzieję, że odprowadzą mnie do mojego pokoju, bo spanie na kamiennej podłodze jakoś mi nie leży.
-Już jesteśmy - ustaliśmy przed dwuskrzydłowymi drzwiami.
-Boje si... - nie zdążyłam dokończyć zdania, bo już byłam zatopiona w ramionach Alistaira.
-Ciii, już ci powiedziałem, że nie masz czego. Jestem przy tobie - chłopak wyzwolił mnie ze swojego uścisku, a ja poczułam, że płonę na twarzy.
Spuściłam głowę udając, że patrzę się na buty.
-No wchodź. Ja poczekam na ciebie tutaj.-Otworzył przede mną drzwi.
Poczułam w gardle narastającą kluchę. Z trudem łapałam powietrze przechodząc przez próg.
Kiedy drzwi za mną się zamknęły, moje serce zaczęło wybijać kondukt żałobny. Za biurkiem siedział on... Wysoki z długimi, czarnymi włosami. Wampir.
-Witaj Cleo. Jak się czujesz? - wstał i gestem ręki wskazał mi krzesło na przeciwko biurka.
-D-dobrze - chwiejąc się podeszłam i usiadłam na wcześniej wskazanym mi miejscu.
- Jak ręka? Mocno boli? - Indygo oparł się łokciami o blat biurka i wlepił we mnie swoje krwisto czerwone oczy.
-Nie. Da się znieść - głos mi okropnie drżał a klucha z gardła nie chciała zniknąć
-To dobrze. Więc chciałabyś wiedzieć, po co tu jesteś? –przyglądał mi się badawczo, a ja miałam wrażenie, że zaraz wywierci mi wzrokiem dziurę w brzuchu.
-Tak.
-No to może zacznijmy od początku - Idygo wyprostował i przeciągnął się, opierając na krześle. - Całkiem niedawno nasi magowie wyczuli potężną energię pochodzącą z waszego świata. Po dłuższych badaniach doszliśmy, że ów energia emanuje od ciebie. Felix obserwował cię od jakiś dwóch miesięcy. Mieliśmy wyruszać po ciebie, ale zrobiłaś nam tą przyjemność i sama otworzyłaś portal. No a tak w skrócie to jesteś wybranką.
Po usłyszeniu ostatnich słów zamarłam.
-Kim jestem? - zacisnęłam ręce na krześle.
-Wybranką - uśmiechnął się szeroko wampir.
-Ale ja nie jestem jakaś wyjątkowa, jestem jak większość ludzi... Szara i nie mająca większego wpływu na świat - przełknęłam ślinę, w duchu modląc się, że to tylko sen.
-I właśnie tu się mylisz - Indygo wstał, szarpnął krzesło i usiadł centralnie przede mną - Nawet nie wiesz jaki potencjał jest w tobie ukryty a my musimy go wyzwolić. Bo widzisz każde tysiąclecie ma swojego wybranka i sam stwórca obdarowuje go tą wyjątkową mocą, swoim dotykiem. A jako wybranka musisz poprowadzić nas do zwycięstwa i chwały.
-Ale jak to zwycięstwa? I jak ja mam to zrobić? - patrzyłam się na niego niczym zbity pies.
-Widzisz, upadły demon próbując zemścić się na Stwórcy wysyła na ziemie mroczne pomioty. Są to wyjątkowo paskudne i potworne stworzenia. W tym tysiącleciu wybuchła właśnie plaga pomiotu i ty nas poprowadzisz do zwycięstwa.
-Ale jak to? Sama? - ze zdenerwowania poderwałam się z krzesła co było złym pomysłem, gdyż zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam na ziemię. Całe szczęście złapałam się krzesła, z powrotem na nie siadając.
-Oczywiście, że nie. Będziesz miała do dyspozycji liczne wojska z całej Iksji oraz z zaprzyjaźnionych państw z poza granic między innymi: Antivy, Orleis, Thedas i Orzamaru. Przecież plaga dotyka całego naszego świata - Indygo złapał mnie za ręke. - Nie martw się tak. Nosisz w sobie cząstkę stwórcy i na pewno dasz rade. Ja w ciebie wierzę.
-A-ale, ja nawet miecza nigdy w ręku nie trzymałam, a co dopiero zabić, nim kogoś. – Starałam się to zrozumieć, ale było trudno, bo wszytko wychodziło poza zdrowy rozsądek.
-Dla tego będziesz szkolona przez najlepszych. Muszę przyznać, że pierwszy raz widzę wybranka jako kobietę, ale jak to mówią pozory mogą mylić - uśmiechnął się szeroko. - Masz jeszcze jakieś pytania?
-Tak. Kto chciał mnie zabić tam, w sali tronowej? - na samą myśl o tym ręce zaczęły mi drżeć.
-Dobrze, że mi o tym przypomniałaś. Strzelał do ciebie antiwański Kruk imieniem Zevran. Kruki, to najwybitniejsi ze skrytobójców i najdrożsi. Nawet nie wiesz, ile miałaś szczęścia. Nie wielu udaje się przeżyć atak Kruka. I właśnie dla tego, że są oni tak dobrymi skrytobójcami mam dla ciebie propozycję - Indygo wpatrywał się we mnie z taką powagą, że aż zaczęłam się bać tej jego propozycji.
-Słucham - czekałam na najgorsze.
-Powinnaś porozmawiać i zawrzeć z, nim traktat białej straży, bo jako jedyna możesz to zrobić.
-Ale czym dokładniej jest ten traktat? - teraz już wiem, że moje przerażenie jest uzasadnione.
-Dołączy do twojej drużyny. Nie możemy pozwolić sobie, aby tak dobrze wyszkolony Kruk poszedł na ścięcie, gdyż jest ich niewielu i nikt po za nimi nie zna tajemniczych taktyk i sztuk walki, a przy odrobinie szczęścia może cię ich nauczyć - wampir wstał nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Co?! - ja też wstałam i o mało co znów się prawie nie przewróciłam. - On przecież chciał mnie zabić! Jak ja mogę mu zaufać!?
-On to robił dla pieniędzy. Tak naprawdę nawet nie wie, że jesteś wybranką. Zabicie ciebie było jednym z wielu zleceń. Jestem pewny, że cię nie zdradzi, bo tak naprawdę tym traktatem ratujesz mu życie i dajesz schronienie. Więc co ty na to? Czy naprawdę boisz się tak śmierci, że nie chcesz przygarnąć pod swoje skrzydła Kruka? Przecież oprócz Alistaira nie masz nikogo w drużynie, a czas to pieniądz. Plaga jest co raz bliżej.
Nawet nie wiedziałam, że mam własna drużynę i, że należy do niej Alistair. Indygo ma chyba racje, może powinnam przystać na ten traktat. Tylko, że ja nie jestem jeszcze białą strażniczką, a raczej dopiero rekrutką...

sobota, 23 listopada 2013

Wpis II



WPIS II

~Ostatnie pożegnaie~


Jeszcze przez chwilę się wahałam, ale w końcu przemogłam strach i ciężkim krokiem ruszyłam w stronę króla. Te parę metrów wydawało się być wiecznością. W końcu stanęłam przed dobrze zbudowanym mężczyzną o jasnych brązowych włosach. Patrzył na mnie szkarłatnymi oczami. Trudno było się domyśleć z jego wyrazu twarzy, czy był zły, czy raczej zdziwiony. 
-Dzień dobry - głos mi zadrżał. 

-Ach tak, witam Cię w Wysokożu - kąciki jego ust gwałtownie drgnęły, a na jasnej twarzy ukazał się powalający uśmiech. 
Uspokoiłam się trochę, wzięłam głęboki oddech i wydusiłam z siebie z wielkim trudem. - Gdzie ja jestem i co tu robię!? 
-Jesteś w państwie zjednoczonej Iksji i sam jestem zdziwiony, że nasza rekrutka jest tak młodą kobietą - znów wlepił we mnie wzrok i uważnie mi się przyglądał. 
-Ale rekrutka czego, nadal nie rozumiem po co tu jestem - poczułam się pewniej i nabrałam więcej odwagi. 
-Rekrutka białej straży oczywiście. Jednego z najpotężniejszych zakonów w całej Iksji i poza jej obszarami. Zostałaś wezwana, ponieważ wybuchła plaga mrocznych pomiotów a odziały szarej straży ostatnimi czasy zostały bardzo zawężone. Sir Felix obserwował cię od dłuższego czasu i gdybyś sama nie otworzyła przejścia to byśmy wyruszyli z eskortą po Ciebie - uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
-No dobrze, powiedzmy, że rozumiem. A czy bym mogła nie wyrazić na to zgody? - bacznie obserwowałam jego twarz, która zmieniła swój wyraz na sfrustrowany. 
-Niestety nie. Dla nas to jednak dobrze, bo pewnie tego nie wiesz, ale masz ogromny potencjał - wpatrywał mi się głęboko w oczy prawdopodobnie próbując zgadnąć o czym myślę. 
-A co z moją rodziną? Zostanę tak nagle oderwana od szkoły i mojego rodzinnego miasta? - moja chwilowa pewność siebie uleciała chuj wie, gdzie. 
-Spokojnie, chodź pokaże ci coś - król wstał i podszedł łapiąc mnie delikatnie za rękę. Przeszedł mnie dziwny dreszcz. 
Szliśmy ku stromym schodom. 
-Proszę wchodź pierwsza, idziemy na samą górę. 
Próbowałam coś jeszcze z siebie wydusić, ale nie dałam rady i z pewnym niepokojem zaczęłam się wdrapywać po schodach. 
-Już jesteśmy - król uśmiechnął sią szeroko, pokazując swoje śnieżnobiałe zęby. 
-Gdzie jesteśmy? - staliśmy na poddaszu jakiejś wieżyczki, które oświetlało jasne słonce wpadające przez szerokie okno. 
-Ja osobiście bardzo lubię tu przebywać. Większość ważnych decyzji podjąłem właśnie w tym pomieszczeniu. Chodź bliżej okna i wyjrzyj przez nie - ustąpił mi miejsca i patrzył na mnie intensywnie. 
Podeszłam i delikatnie wychyliłam się. Widok zabrał mi dech w piersiach. 
-Powiedz mi co widzisz moja droga - poczułam jak staje tuż za mną. 
-Widzę, hmm… Ogromny las, który ciągnie się daleko za horyzont i równie ogromne pasma gór - czując jego oddech na szyi zaczęłam się jąkać. - Widzę też, emm, wielką polanę na obrzeżach lasu. 
-Dobrze a teraz spójrz w dół - ściszył głos a ja coraz bardziej czułam się zakłopotana. - Co widzisz? 
-Grupkę rycerzy, którzy chyba ćwiczą - odwróciłam się. Moja twarz była parę centymetrów od jego. Poczułam jak policzki zaczęły mi płonąć. Spuściłam głowę, żeby zakryć rumieńce. 
-Jak sama widzisz noszę na barkach ogromną odpowiedzialność. Poza pasmem gór i ogromnym lasem mam pod swoją opieką całą Iksję, uwierz mi ona nie należy do małego państwa, a no i wszystkie oddziały armii oraz od groma innych spraw, ale nie mogłem się wycofać, bo liczyło na mnie wiele tysięcy ludzi - Król nagle spochmurniał i przysiadł na ławce, która stała w kącie. 
-Czy coś się stało... Królu? - po wypowiedzeniu tego ostatniego słowa zmieszałam się trochę. 
-Oj sama widzisz tyle mam spraw, że się nie przedstawiłem - wstał i podszedł do mnie. - Jestem Król Erion Goran III. 
-Bardzo mi miło. Ja nazywam się Cleo Harvey. 
-Wiem kim jesteś i to już od jakiś dwóch miesięcy. 
-Trudno będzie się do tego wszystkiego przyzwyczaić - starałam ukryć swój strach, ale chyba nieudolnie. 
-Wasza wysokość przybył Alistair - na górę wszedł wysoki mężczyzna o długim, czarnym warkoczu sięgającym mu do pasa i krwisto czerwonych oczach. Ten sam, co stał w sali tronowej po prawicy króla. 
-Dobrze już schodzimy. Proszę poznaj nasza rekrutkę, Cleo - Król Erion wskazał na mnie ręka. 
-Dzień dobry - wyjąkałam z wielkim trudem, bo wiedziałam, że na dole razem z Alistairem stoją moi rodzice. Jak ja, im spojrzę w oczy. 
-Witaj - mężczyzna uklękną na prawe kolano i położył rękę na swojej piersi. - Nazywam się Indygo Elliero. Bardzo miło mi cię poznać. 
-Pewnie się zastanawiasz kim jest Indygo? - Tak naprawdę ciekawiło mnie jedyne czy jest człowiekiem, czy innym dziwnym stworzeniem. - Wiec jest on wampirem, który od pokoleń jest sługą naszego rodu. 
Zbiło mnie to totalnie z tropu, aż nogi się pode mną ugięły. 
-Wampirem!? - Po poznaniu Felixa nie powinno mnie to dziwić… Ale wampirem? 
-Tak wampirem - Krol Erion zaczął się śmiać a Indygo stał za, nim z dziwnym uśmiechem psychopaty. 
-Chodź, twoja rodzina czeka - na dźwięk tych słów serce podeszło mi do gardła. Król podszedł do mnie, objął mnie ramieniem i skierował ku schodom. 
Gdy zeszliśmy na sam dół ujrzałam Alice i rodziców. Chciałam się rzucić, im na szyje i, kiedy już zaczynałam biec w ich stronę Indygo zatrzymał mnie ręką. 
-Spokojnie, po co tyle emocji?! - jego zimna dłoń trzymała mnie za nadgarstek. 
Spojrzałam na niego szklistymi oczami, niczym kot ze Shreka. 
-No nie patrz się tak tylko stój spokojnie - warknął na mnie. 
-D-dobrze - nagle stałam się mu uległa i spokojniejsza. 
Ruszyłam powolnym, chodź chwiejnym krokiem w stronę rodziców czując na karku lodowate spojrzenie. 
-Mamo! - rzuciłam się jej na szyje i na całą sale rozległ się głos Indygo. 
-Ja pierdolę, a mówiłem jej. 
-Cleo co tu się dzieje?! - mama odczepiła mnie od siebie i rozejrzała się po sali. 
-Ja naprawdę nie wiem… 
Spojrzałam na Indygo, który skinieniem ręki dał mi znać, że mam do niego podejść. 
Podeszłam posłusznie ze spuszczoną głową. 
-Nie wiem, co tu się dzieje i co chcecie od mojej córki, ale ona idzie z nami, a jak nie to dzwonię na policje! - mój tata ryknął i posunął się w stronę Króla Eriona. 
Nagle Indygo ustał przed Erionem z bojową postawa, a po mojej prawicy jakby z pod ziemi wyrósł Felix. 
-I jak? - szepnął mi do ucha nie narażając się na zabójcze spojrzenie Alice. 
-I ty jeszcze się pytasz? Zaraz będzie tu masakra gołymi pięściami i ewentualnie tym co jest w zasięgu ręki - ustałam bardziej za Felixem, żeby w razie czego, to on pierwszy dostał. 
Indygo stanął przed Królem Erionem patrząc melancholijnie na moich rodziców wzrokiem typowego zabójcy, który uciekł z psychiatryka. 
-Spokojnie, wyjdźmy na zewnątrz - zaproponował Król. 
-Co tu się dzieje. Nic nie pojmuje, to jest chore... Nawet bardzo chore! - Ooo i Alice się odezwała. 
-Dlatego chodźmy na zewnątrz - warknął Indygo zirytowany ta całą sytuacja. 
-Dobra, ale szybko i moja córka i tak wraca do domu. Cleo do mnie. Już - Mama wskazała mi miejsce przy sobie, gdzie mam dokładnie ustać. 
Bez słowa ruszam w ich stronę, kiedy nagle przeszył mnie ból i usłyszałam krzyki, a w klatce piersiowej poczułam ciepło. Nie zdążyłam zerknąć w dół, a moja twarz witała się czule z kamienną posadzką. 
... 
Znów czuję ten zapach owoców liczi. Z trudem otwieram oczy i ku mojemu zdziwieniu nie leżę już na twardej podłodze, a w ciepłym łóżku. 
-Kuuurwa - zasyczałam z bólu, gdy poruszyłam lewym ramieniem. Szybko zorientowałam się, że jest obwiązane bandażem. 
-Radze, nie ruszaj tą ręką, będzie jeszcze przez jakiś czas boleć - odwróciłam głowę i ujrzałam chłopaka, który odprowadzał moją sister. Jak on miał na imię, hmmm… No tak. Alistair. 
-Co się stało, gdzie są rodzice i Król no i reszta? - Z trudem usiadłam. 
-Tak w skrócie? Ktoś próbował cię zabić, nie martw się, ten drań leży już w lochach. Dostałaś strzałką z trucizną, Indygo wszczął alarm i nasi uzdrowiciele cię uratowali. 
-No a, gdzie jest do cholery moja rodzina? 
-Spałaś trzy dni a oni musieli wracać do swojego świata, by nie zaburzyć praw portalu i cóż… Nigdy więcej ich nie zobaczysz. 
-Że co proszę ?!

sobota, 16 listopada 2013

Wpis I part 2

...
Nie zdążyłam się obejrzeć, a już wjeżdżaliśmy przez bramę do potężnego Wysokoża. Pierwszy raz widziałam tak gwarne miejsce. Kurz unosił się wysoko nad głowami. To mi wyglądało na targowisko. Dzieci biegały pomiędzy zbitymi ze zwykłych desek stołami, na których leżały najróżniejsze towary, zaczynając od warzyw kończąc na biżuterii. 

- Witaj w naszym pięknym mieście - Felix zeskoczył z Halli i ustaliśmy na chwilę. - Na razie nie mamy czasu, gdyż pilnie wyczekuje cię król, ale, kiedy tylko nadarzy się okazja, to oprowadzę cię po okolicy. 
- Dobrze, już się nie mogę doczekać - A tak serio, to nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. No kurde, ilu osobom zdarza się takie coś? I najważniejsze, co będzie jak się rodzice dowiedzą? Chyba obydwoje padną na zawał. A może ja się czegoś naćpałam? To, by wszystko wyjaśniało. A walić to, "co ma być, to będzie"… 
- Chodźmy, zaprowadzę cię do sali tronowej, a sam pójdę do koszar, aby wysłać paru gwardzistów do twojego świata - uśmiechnął się szeroko, po czym ruszyliśmy w stronę kolejnej mniej masywnej bramy. Prowadzącej chyba na dwór królewski. 
- A czy jest tu ktoś jeszcze, no wiesz, z mojego świata? - dziwnie się poczułam, mówiąc o "moim świecie". 
- Tak, jest jedna osoba. To Leon, później was ze sobą zapoznam. 
- Jak długo już tu jest? 
- Około dziesięciu lat, został przeniesiony jak miał 9 wiosen. Nigdy nie stawiał oporu, aby tu zostać, wręcz przeciwnie. Bał się, że wróci do swojej rodziny. No, ale o tym porozmawiamy później - uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
Felix wydawał się czerpać z każdej sekundy życia, jak najwięcej szczęścia. Jest dosyć młody, na moje oko 23 lata. Jego włosy są koloru bardzo jasnego blondu, sięgające do ramion z jednym cienkim warkoczykiem, po prawej stronie. Szafirowe oczy połyskują na słońcu, a jasna skóra, jest nieskalana żadną blizną i niedoskonałością. Ale z tego co zauważyłam na targowisku każdy elf ma tak doskonałą i delikatną skórę. 
-Felixie, czy Alistair też jest elfem? 
-Ależ nie, on jest rasy ludzkiej. A czemu pytasz? - popatrzył na mnie badawczo. 
-Tak, po prostu, z ciekawości - speszyłam się trochę i zaraz odwróciłam wzrok udając, że się rozglądam. 
-O, już jesteśmy - wskazał na pięknie zdobione drzwi. - Dalej pójdziesz już sama - podał mi rękę abym zeszła. Zawahałam się, ale po chwili z pomocą Felixa, zeskoczyłam ze zwierzęcia. 
-Ale ja nie wiem , co mam mówić i jak się zachować! - wpadłam w panikę. 
-Spokojnie. Wejdź i idź przed siebie. Król ci wszystko wyjaśni. Ja już muszę iść, później do ciebie dołączę - odwrócił się i zniknął za najbliższym zakrętem. 
Czułam się jakby całe zło tego świata, miało zaraz we mnie jebnąć. Teraz jedynie mogę sobie zadać pytanie: "Dlaczego ja?". Dobra, Cleo weź się w garść i idź tam. Podeszłam do zdobionych drzwi i je otworzyłam. Przed sobą zobaczyłam ogromną salę. Na ścianach znajdowały się przepiękne obrazy, które przedstawiały zwierzęta. Po obu stronach stali gwardziści w zbrojach i z ostrymi mieczami. No zajebiście, to o ucieczce mogę sobie pomarzyć. Na samym końcu sali dostrzegłam króla, który siedział na ogromnym i przepięknie zdobionym tronie. Po jego prawicy stał blady jak ściana, wysoki mężczyzna. Już z daleka było widać jego krwistoczerwone oczy i długie, związane w warkocz włosy, które sięgały mu do pasa. Nie wyglądał ani jak człowiek ani elf, chociaż tutaj mogę się wszystkiego spodziewać. 

-Ty pewnie jesteś tą, która otworzyła portal - podskoczyłam po usłyszeniu tych słów.-Podejdź do mnie bliżej, proszę - nagle zrobiło mi się nie dobrze, tak samo jak wtedy kiedy mama wraca z wywiadówki. Nie wiem co mam powiedzieć, bo jak palne jakieś głupstwo to od razu pewnie mnie na ścięcie skażą... No to pięknie. Przynajmniej wiem na czym stoję. Hemm, za pewne w bagnie po pas

wtorek, 12 listopada 2013

Pierwsze koty za płoty...

Ughh, no to większa część pierwszego rozdziału już została dodana.Czyli co, teraz czas na podziękowania ludziom którzy mi w tym pomogli? Hmm no to by od kogo tu zacząć? WIEM!Chciałam podziękować mojej mamie za to że... Dobra co ja pieprze XD A tak na serio to dziękuje dwóm wspaniałym osobom które mnie zmotywowały do pisanie tego psychodelicznego opowiadania. Dziękuje tobie Hikari za to że we mnie nie zwątpiłaś i tobie Norkio za parę "czułych" słów bez których  by się nie obeszło *MUACH*
Kocham was dziewczęta <3 A wracając do tematu, nowe rozdziały będą dodawane co sobotę ^.^

http://akatsuki-in-our-world.blogspot.com/ <--------- Tak, tak, tak to własnie dzieki autorkom tego opowiadania napisałam swoje <3

poniedziałek, 11 listopada 2013

Wpis I

Wpis I
~Początek~

- Tylko się nie wywal - kochana siostrzana miłość. 
- Musiałabym być tobą - odgryzłam się. *JEB* - Kurwa. 
Nie ma to, jak poczuć w ustach smak runa leśnego. Alice zwijała się ze śmiechu, gdy ja wyjmowałam liście i coś , co wyglądało, jak orzechy z buzi. Zabijając ją wzrokiem, założyłam buta i oparłam się o drzewo. Oczywiście, musiało okazać się nie tak zwykłe, na jakie wyglądało i zaczęło wibrować pod moim dotykiem. Odskoczyłam od niego na bezpieczną - jak sądziłam - odległość. Pomiędzy średniej wielkość brzozą i jakimś innym materiałem na węgiel drzewny, pojawiła się powierzchnia przypominająca tafle wody. 
- Cleo... Co ty zrobiłaś!? 
- Ale przecież to nie ja! A tak w ogóle to , co to jest? 
- Nie wiem. Z wyglądu przypomina folie. 
- Tsa, folie to ty masz zamiast mózgu. 
- Przynajmniej nie mam tam żółtej gąbki! 
- Ale, że Spongeboba? - uwielbiam dołować moją siostrę. 
Wstałam i otrzepałam się z kurzu, po czym podeszłam do dziwnej tafli. 
- Lepiej nie dotykaj, bo znów coś popsujesz - Alice powiedziała to z taką ironią w głosie, że dałoby się wbić w nią nóż i zrobić sekcje. Badawczo zaczęłam przyglądać się temu czemuś. Wyciągnęłam rękę i delikatnie musnęłam. Poczułam pod palcami drganie. Nagle coś mnie szarpnęło, ogarnęło mnie przenikliwe ciepło i usłyszałam stłumiony krzyk. Nie zdążyłam się odwrócić, a już leżałam twarzą, ku mojemu zdziwieniu, w miękkiej trawie, a nie na twardych szyszkach. Powoli wstałam jeszcze oszołomiona. Moim oczom ukazał się potężny zamek otoczony szczytami górskimi i lasami. Znów usłyszałam przytłumiony krzyk. Odwróciłam się w stronę tafli. Wydawałoby się, że jest równa z górską ścianą. Podeszłam bliżej i ujrzałam w niej fioletową postać. To na pewno Alice. Stała jak słup i coś krzyczała. Wyciągnęłam rękę i szarpnęłam ją w moją stronę. Siostra leżała przez chwilę na ziemi jak długa. 
- Cleo, co ta ma w ogóle być!? 
- Nie mam pojęcia. 
- Dobra mniejsza o to. Im dłużej tu jestem, tym bardziej czuję się nieswojo. Wynosimy się stąd - otarła twarz i wlepiła we mnie swoje ogromne szare oczy. 
- Popieram. 
Podałam jej rękę, żeby wstała, ale nagle oślepiło mnie jasne słońce, odbijające się od tafli. Po chwili obie leżałyśmy na ziemi. 
- Cleo!! - Alice wykrzyknęła jakby coś ją poparzyło.- Za tobą, odwróć się!!
Za sobą ujrzałam mężczyznę siedzącego na dorosłym, białym jeleniu. Miałam ochotę krzyczeć z przerażenia, ale strach ścisnął mi gardło, tak mocno, że z trudem łapałam powietrze.
- Ty pewnie jesteś Cleo, nowa rekrutka Białej Straży? - wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam jego spokojny i delikatny głos. Strach rozluźnił swój morderczy uścisk. 
- Rekrutka? Ale ja nawet nie wiem , co się tutaj dzieje - jąkałam się, jakbym się miała zaraz rozpłakać, natomiast Alice była tak blada, jak kreda. 
- Spokojnie - nieznajomy uśmiechnął się łagodnie odgarniając włosy z twarzy, która wydawała się być wykuta w marmurze. Tak idealna. 
- Na prawdę nie wiem, o czym pan mówi. 
- Wynosimy się stąd - Alice wstała na baczność i złapała mnie za rękę. 
- Ale spokojnie ja tylko.. 
- Kim ty gościu w ogóle jesteś, co? - moja siostra zaczęła wydzierać się na biednego nieznajomego, ściskając mocniej moją rękę. - Najpierw przechodzimy przez jakąś folię, a potem ty wkraczasz na łosiu i co? Myślisz, że fajny jesteś?! To się zdziwisz, bo wcale nie jesteś - mężczyzna zrobił krok w naszym kierunku. Alice puściła mnie i chciała się wycofać, ale w tym samym momencie potknęła się o własne nogi i znów siedziała na ziemi. 
- To nie jest żaden łoś tylko Halla - zaśmiał się piękny nieznajomy. 
-Ale… - zająkałam się przez chwilę. - Kim ty jesteś? 
- Ach, tak, gdzie moje maniery. Nazywam się Felix Orton. Ostatni ze szlacheckiego rodu elfów, przywódca elfiej straży w Wysokożu. 
- Elfem? Nie wiedziałam ze one istnieją - zawahałam się. 
- Owszem, moja droga jestem Elfem – znów uśmiechnął się, ale tym razem, patrząc na jego piękną twarz nogi się pode mną ugięły. 
Nagle moje nozdrza wypełnił słodki zapach owoców liczi. Poczułam rękę na prawym ramieniu. Przeszły mi ciarki po plecach, odwróciłam się. Za mną stał wysoki, przystojny i dobrze zbudowany chłopak. 
- Witaj, nazywam się Alistair - uśmiechną się pogodnie. – A ty jesteś... Pewnie nową rekrutką jak mniemam? 
- Ty, ostrouchy, słuchaj. Nie wiem , co tu się dzieje, co my tu robimy i czego musiałyśmy się naćpać, żeby znaleźć się w tym średniowiecznym burdelu - Alice zrobiła się bordowa ze złości. Dyszała jakby właśnie ukończyła maraton. Złapała mnie za rękę. - Idziemy stąd jak najszybciej. 
Strach znów wziął sobie na cel uduszenie mnie i zacisnął swoje zimne macki na mojej szyi. No halo, nie wiem jak innym, ale mi tlen jest potrzebny. Felix zeskoczył z Halli i płynnym ruchem złapał mnie za ramie przyciągając do siebie. Znalazłam się tak blisko jego klatki piersiowej, że czułam bicie jego serca. Nie wiem, czemu, ale poczułam się tak bezpiecznie, jak nigdy dotąd. 
- Alisterze. Oddeleguj szanowną siostrę naszej rekrutki i opowiedz ich rodzicom o całym zdarzeniu oraz przyprowadź ich jak najszybciej. A my w tym czasie udamy się do króla i przygotujemy stosowne pożegnanie. 
- Słucham? Ale czy ktoś mnie pytał czy chce tu zostać? - odsunęłam się od Felixa i popatrzyłam na niego nie wiedząc czy płakać czy już zacząć uciekać. 
- Dobrze siostra! Powiedz, im, że idziesz ze mną, bo może i jesteś małym uosobieniem debilizmu, ale, poza tym, jesteś moją siostrą - Alice złapała mnie za rękę, ale od razu zostałyśmy rozłączone przez Felixa i Alistaira. 
- Och, widzisz. Nie masz wyboru. Naprawdę, nie jest to przyjemne, kiedy muszę cię rozdzielić z rodziną, ale stawiając opór nic nie zdziałasz - znów byłam przyciśnięta do Elfa. – Alisterze, proszę użyj ciut więcej siły, bo, im szybciej dotrzesz do ich domu, tym szybciej wrócisz i będzie można zacząć rekrutację. 
Widziałam jak chłopak przechodzi z moją rozwścieczoną siostrą przez tafle. Współczuje mu. 
- Nie bój się. Obiecuje, że nic złego cię tu nie spotka i ja tego osobiście dopilnuję - objął mnie mocniej i pogładził po włosach. - A teraz chodź. Udamy się do Wyskokoża, gdzie czeka na ciebie król Erion Groan III. Zaraz jak tylko dojedziemy, wyślę dodatkowych ludzi po twoją rodzinę, bo wydaje mi się, że Alistair sam nie da sobie rady. 
- Ale ja naprawdę nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi - nie wiem, co powiedzieć, jak się zachować i najważniejsze, z jakiej beczki właśnie JA zostałam wybrana. Przecież nie różnie się od innych nastolatek. Wyglądam też raczej normalnie: ciemno brązowe włosy, jasna karnacja, szare oczy. Nic specjalnego.
- Zaraz ci wszytko wyjaśnię moja droga, tylko może chodźmy już, bo król pewnie się niecierpliwi - złapał mnie za biodra i jednym ruchem posadził na Halli, po czym sam wsiadł za mną. Lekko klepnął zwierzę w bok. 
- Sir Ortonie? - nie wiedziałam jak mam się do niego zwrócić, stwierdziłam, że ten zwrot będzie najlepszy. - A tak właściwie to skąd król wie, że ja tu jestem? 
- Mów mi po prostu Felix - zaśmiał się pogodnie. - Widzisz portale gildii nie otwierają się pod dotykiem każdego kurzalca, lecz tylko ktoś o dobrym sercu i wyjątkowych zdolnościach jest wstanie to zrobić. Gdy taki portal się otworzy magowie to wyczuwają i informują króla bądź mnie. Już mniej więcej rozumiesz? 
No pięknie. Magowie, elfy i ciekawe, co jeszcze mnie tu czeka. A mama zawsze mi mówiła, że jestem jakaś inna, ale to chyba nie ma nic wspólnego z tą całą sytuacją. 
- Tak. Chyba rozumiem – nie rozumiałam nic, po prostu bałam się spytać o reszte.