sobota, 28 grudnia 2013

Wpis VII



WPIS VII

~Zakazane uczucie~



Jeszcze w lekkim szoku zaczełam iść po prostu przed siebie. Krążyłam tak około godziny aż w końcu dotarłam do bramy. Odetchnęłam z ulga i ruszyłam ciężkim krokiem w stronę lasu, czułam jak rana na brzuchu zaczyna pulsować.

-Cleo!!!-podbiegł do mnie Zevran-co za szczęście, nawet nie wiesz ile cie szukałem.
-Uratowałeś księżnikczke?-Odetchnełam z ulga widząc Zevrana.
-Tak oczywiście. Czy nic ci nie jest, widzę krew na twoich rękach.-Elf podszedł bliżej.
-To tylko draśnięcie, nic poważnego. Chodźmy już do obozu.
-Tak, oczywiście.
Kiedy weszliśmy do obozowiska poczułam jak wszystkie złe myśli spływają ze mnie.
-Cleo czy nic ci nie...-Indygo złapał mnie za ręce.-Czy to twoja krew!?
-Tak, ale to małe draśnięcie na brzuchu, nic poważne...-Nie dokończyłam słowa wampir ściągnął ze mnie płaszcz.
-Moriggan!
-Tak?-Czarownica podeszła do nas.
-Ulecz ja!-Indygo wskazał na mój brzuch.
-Tak jest.-Moriggan od niechcenia wyciągnęła rękę w moja stronę.
Przeszyło mnie ciepło i juz po chwili nie było śladu po ranie.
-Już, teraz tylko wytrzyj krew bo wyglądasz jakbyś zarzynała świniaka.-Moriggan odkręciła sie i znikneła miedzy namiotami.
-Byłaś bardzo dzielna-wampir zerknął na zakrwawiony miecz u mojego boku-mówiłem że dasz rade. A teraz wybacz, musze porozmawiać z Melissą.
-Dobrze-rzuciłam mu uśmiech, odwazjemnił go i tak jak Morigan znikną za namiotami.
-Chcesz to możemy iść nad brzeg jeziora żebyś obmyła ręce z krwi.-Zev objął mnie ramieniem i obdarzył czułym uśmiechem.
Dopiero teraz zauważyłam jak jego uśmiech jest zniewalajacy, przed tem nie patrzyłam na niego w ten sposób. 
Kiedy już doszliśmy do brzegu umyłam ręce i brzuch w lodowatej wodzie. Przy jeziorze panowała ciemność jedynie delikatne światło dochodziło z obozu który znajdował sie kilka metrów dalej.
Kiedy wstałam Zevran objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. 
Patrzył mi prosto w oczy, coraz mocniej mnie obejmując. Jego twarz była zaledwie parę centymetrów  od mojej. Chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam. Nagle jego usta zetknęły sie z moimi. Utonelam w jego pocaluknku nic innego sie nie liczyło w tej chwili. Kiedy przestał, nachylił sie nad moim uchem.
-Kocham cię, kiedy jestes obok mnie to serce zaczyna mi bić w szaleńczym tempie. Nie potrafie przy tobie racjonalnie myśleć mimo to życia sobie bez ciebie nie wyobrażam.-wyszeptał poczym zaczął całować po szyji.
Nogi sie zaczęły pode mną uginać.
-Chciałem ci to powiedzieć wcześniej ale nie wiedziałem jak.-Elf znów patrzył mi sie w oczy.
-Ja, ciebie tez kocham.-Zajakalam i wtulilam się w Zevrana ukrywając swoje speszenie. 
Jeszcze przez chwilę staliśmy tak przytuleni, po czym ruszyliśmy w stronę obozu. Zev trzymał mnie za rękę dzięki czemu pierwszy raz tutaj poczułam sie bezpieczna. 
Kiedy weszliśmy do obozu wyrusł przed nami jak z pod ziemi Indygo.
-C-co to ma znaczyć?! -Wampir kipiał ze złości.
-Coś nie tak?-Zevran puścił mnie i splutl ręce na piersiach.
Odsunęłam sie parę kroków w tył, ponieważ Indygo ruszył w stronę elfa.
-Cleo, wpadłaś w jego łaski? Przecież on chciał cie zabić!!-Wampir patrzył jakby chciał mnie rozszarpać gołymi rękami.
-No a-ale przecież....
-A co cie to obchodzi królewski kundlu?!-Zevran najwidoczniej też sie rozsierdził. 
Może Indygo ma racje, skąd mam wiedzieć ze to nie jest jeden z planów skrytobójcy...
-Ty bękarcie!!!-Wampir suną na Zevrana.
-Ej!!! Przestańcie, natychmiast!-Ustałam pomiędzy wkurwionym Dracullą a rozjuszonym Legolasem.-O co wam wogóle chodzi co!!?
-Cleo....
-Zamilcz-przerwałam wampirowi.-Jak chcecie to skaczcie sobie do gardeł ale mnie nie mieszajcie.
-Kochana, nie denerwuj się.-Zev objął mnie.
-Łapy precz od niej!! - Wampir odepchnął go.
-Mam dosyć.-ręce mi opadły-zostawcie mnie w spokoju.
Wkurwiona ruszyłam w stronę namiotu, starając nie odwracać sie.
Jeszcze słyszałam jak Indygo z elfem bluzgali na siebie.
Zrezygnowana weszłam do namiotu i szarpnelam płachtą aby go zamknąć. Tylko zapomniałam ze to nie drzwi i nie trzasne tym.
Ściągnęłam zakrwawiony miecz i rzucilam go aby tylko nie patrzeć na zaschniętą bordową ciecz.
Czemu zawsze mnie to spotyka? Czuje się jak marna cyfra 13, ta pechowa i przez nikogo nie lubiana. Co ja mam teraz zrobić. Elf skrytobójca dwa tygodnie temu chciał mnie zabić a dziś wyznaję mi miłość, Edward ze zmierzchu....ogólnie jest jakiś podejrzanie-pierdolnięty i nie zapominajmy że zabiłam człowieka. To ostatnie mnie najbardziej gnębi, nawet nie wiem czemu to zrobiłam ale wiem jedno że poczucie winny będzie mnie prześladować i nawiedzać jak komornik. 
-Cleo, możemy porozmawiać?-Do namiotu wszedł Zevran.
-To zależy o czym chcesz rozmawiać.
-Chciałem cię przeprosić za ta całą szopkę z Indygo który zachowuje się jakbyś była ostatnią kobieta na świecie, w sumie dla mnie chyba jesteś.-Zev usiadł obok mnie i przytulił.-A teraz spytam tak szczerze. Czy ty tez cos do mnie czujesz?
Sama nie wiem co czuje, mam taki sajgon w głowie a on musiał akurat teraz przychodzić... so sweet. No dobra Cleo zbierz resztki godności i powiedz że nie jesteś gotowa aby mu zaufać co wcale nie przekreśla was w przyszłości, bo bądź co bądź on podoba ci sie.
-Czuje to samo.-Kurwa, spaliłam na starcie...
-Najukochańsza.-Zevran pocałował mnie w czoło i wtulił w siebie jeszcze mocniej.
No to pięknie, wplatalam się w zwaiazek z zabójca który był skazany na śmierć za próbę zabicia mnie!! Czy może być jeszcze gorzej? 
-Ja idę ogrzać się przy ognisku, dołączysz do mnie?-Elf wstał i wlepił we mnie swoje piwno-zielone oczy.
-Tak zaraz przyjdę.-Starałam się zamaskować strach a raczej bałagan panujący w tej pustej głowie.
Zevran wyszedł a ja pierdolnełam na owcze skory modląc się do Allaha, Odyna, Buddy, Jezusa i kto tam jeszcze jest aby to był tylko sen. Niestety po dłużej chwili leżenie dotarło do mnie że na fejsie powinien być status:"W związku:Zginę za 3..2..1". 

*To jest najkrótszy wips ze wzgledu na przyczyny psychiczne oraz na lenistwo poświąteczne:))

______________________________________________________________
Hmmm znów was przepraszam za błedy i za braki polskich znaków :C no ale wiecie po swietach gorszy sajgon niz w trakcie ..... Spokojnie nie długo po poprawiam wpisy <333 Oraz obiecuje ze to ostatni tak krótki wpis :*

środa, 25 grudnia 2013

Wpis VI


Wpis VI

~Perła~


Ze snu wybudził mnie hałas dobiegający z zewnątrz. Wstałam, wziełam pas z mieczem z pod owczej skóry i założyłam go. Uchyliłam delikatnie płachte namiotu i wyjżalam. To tylko Indygo opierdzielał Zevrana za coś.
-Cleo, wstałas już.-Wamipr skierował się w moją strone.-Podejdź proszę.
Słońce już zaczynało zachodzić, to znaczy że spałam praktycznie cały dzień. No pięknie, tyle spać....
-Teraz wyjaśnie ci po co tu przyjechaliśmy.-Indygo spojrzał na Zevrana, wzrokiem wygłodniałego wilka, tym samym dając mu do zrozumienia że ma mu zejść z oczu.
Zev obdarzył wampira nie lepszym wzrokiem i sie oddalił. Ciekawe o co im poszło.
-Orleański wódz poprosił nas o pomoc.-Indygo zaczął krążyć wokół ogniska.
-A o jaką pomoc dokładnie chodzi?-Zaniepokoiłam sie poważnym tonem hrabiego Draculli.
-Została porwana księżniczka Melissa, córka wodza. Niestety jeżeli jego ludzie się zbliżą zostanie ona od razu zabita.-Wampir ustał na przeciwko mnie-ta misja będzie wymagała z twojej strony bardzo dużo odwagi. Rozumiesz?
-T-tak. A co dokładnie będę musiała zrobić?-Dopadło mnie podobne uczucie jak wtedy kiedy musiałam porozmawiać pierwszy raz z Zevranem.
-Po zmroku wyruszysz w stronę wioski i będziesz musiała odnaleźć karczmę "Pod perłą€œ." W piwnicach tej karczmy znajduje się kryjówka porywaczy...
-Mam iść tam sama?! Nie poradzę sobie.-Miałam przed oczami najgorszy scenariusz.
-O krok za tobą będą szli: Alistair, Zevran, Leon oraz Felix. Wejdziesz do piwnic i odnajdziesz ich kryjówkę, nie obawiaj sie nie zostaniesz zraniona, powiedz im tylko że przyszłaś wymienić złoto na kilka win. A w tym czasie kiedy będziesz negocjować z namiestnikani do piwnic wejdzie Zevran, jest wykwalifikowanym skrytobójcą wiec przemknie się nie zauważony. Reszta będzie w karczmie i jak Zevran ucieknie z księżniczką zrobią tam zamieszanie i to będzie dla ciebie znak że też masz sie ulotnić jak najszybciej. Dobrze?-Indygo wydawał się być spięty, tylko z jakiego powodu? Przecież to ja idę jako mięso armatnie...
-Chyba tak...-ręce zaczęły mi sie trząść a plecy oblał zimny pot.
-Musisz być pewna ze dasz rade. Masz bardzo silną wolę i wierze w ciebie.-Indygo wskazał miecz- a ta broń pomoże ci w tym.
Patrzyłam przez chwile na wampira nie wiedząc co powiedzieć. Miałam ochotę uciec z tąd nie ważne gdzie byle daleko. 
-Do zmroku jest jeszcze trochę czasu, chodź, usiądź przy ognisku i zjedz coś.-Wampir uśmiechnął sie-nie przejmuj sie tak, jesteś wybranką i na pewno dasz radę.
Oby miał racje.. Indygo odszedł a ja usiadłam przy ognisku, jakiś meżczyzna przyniósł mi misę z bodajże gulaszem oraz kufel jakiegoś złotego płynu. Jedzenia nie tknęłam wypiłam tylko złoty płyn który okazał sie miodem pitnym...
W końcu coś mocniejszego od wody brzoskwiniowej. Patrzyłam pustym wzrokiem na płomienie, zaraz sie okaże jaka ze mnie wybranka. Kiedy słońce już zaszło w obozie zrobiło sie gwarno, wszyscy biegali z namiotu do namiotu jak poparzeni. Tylko ja siedziałam dalej przy ognisku starając sie nie myśleć o tym że ode mnie zależy jak zajmę namiestników i czy księżniczka przeżyje. Z moich rozmyślań wyrwał mnie Indygo.
-Cleo, jesteś gotowa?-Wampir położył mi rękę na ramieniu.
-Chciałabym.
-Załóż to.-Indygo dał mi jakiś płaszcz zrobiony z czegoś co przypominało skore tylko nie tak sztywną. 
Podniosłam sie i założyłam płaszcz który sięgał prawie do kostek.
-Dzięki temu nie będziesz aż tak rzucać się w oczy, proszę to jest złoto które wymienisz na wino.-W oczach wampira malował sie strach nieznanego mi pochodzenia.-Dasz sobie rade?
-Z tego co zaobserwowałam, nie mam wyjścia.-Uśmiechnęłam sie w lekkim grymasie. 
-Faktycznie, załóż kaptur i zaraz wyruszasz.-Indygo odszedł do grupki mężczyzn.
Moje przeczucie mówi mi że nawale... Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
-I jak?-Zevran stał za mną z uśmiechem na ustach.
-A jak ma być?-Odwróciłam sie w jego strone-jak nawale to zginę ja i księżniczka.
-Jak będzie trzeba to własnym ciałem cie zasłonie.-Elf złapał mnie za podbrudek i przysunął do siebie.
Serce zaczęło bić mi szybciej kiedy poczułam jego oddech na swoich ustach. Jego twarz była co raz bliżej mojej, puls podskoczył mi chyba do 400 uderzeń na sekundę. Z tego euforycznego stanu wyrwało nas wołanie Indygo abyśmy zebrali się.
Odsunęłam sie od Zevrana który z uśmiechem na twarzy odszedł w stronę wampira. Jeszcze przez chwile stałam oszołomiona starając zrozumieć co się właśnie stało a raczej co mogło sie stać. 
-Cleo, czekamy na ciebie! -Indygo machnął ręką abym podeszła.
Z przysłowiowym burakiem na ryju podeszłam do reszty. Wstydziłam sie spojrzeć na Zevrana ale czułam jak on patrzy na mnie.
-Każdy zna swoje zadanie, wiec czas ruszać do karczmy.-Indygo nachylił sie do mnie-wierze w ciebie strażniczko. 
Ręce znów zaczęły sie trząść i słabo mi sie zrobiło.
-Cleo idź w stronę świateł zobaczysz je zaraz po wyjściu z lasu, karczmę będzie łatwo znaleźć. Reszta będzie parę kroków za tobą.-Wampir uśmiechnął sie dając mi trochę otuchy.-No to do dzieła!!
Wszyscy sie rozeszli wiec i ja ruszyłam. Wyszłam z obozowiska, szłam miedzy drzewami, ciemność okrywała cały las. Jedynie gdzie niegdzie księżyc oświetlał drogę.
Wyszłam z lasu, około 300 metrów przed sobą dostrzegłam światła. -To pewnie ta wioska.-odwróciłam sie lecz nie dostrzegłam nikogo kto miał iść za mną.
Moje obawy sie pogłębiały, opatuliłam się bardziej płaszczem i ruszyłam w stronę wioski. Zimny wiatr owiewał mi twarz, przechodząc przez bramy do wioski czułam jak żołądek mi sie skręca. Po raz ostatni sie obejrzałam,nikogo nie dostrzegłam i ruszyłam w poszukiwaniu karczmy. Szłam wąskimi uliczkami czułam spojrzenia mieszkańców na sobie co w cale mi nie pomagało. W końcu ustałam przed wejściem do karczmy "Pod perłą". Wciągnęłam powietrze i weszłam do środka gdzie uderzył mnie zapach alkoholu i ztęchlizny. 
-Milutko-szepnęłam do siebie.
Dym z fajek unosił sie wysoko pod sam dach, było słychać krzyki i śmiechy. Starałam skupić sie na odnalezieniu drzwi do piwnicy, po dłuższym rozejrzeniu sie, w końcu je dostrzegłam. Przepychałam sie między pijanymi ludźmi aż w końcu ustałam przed sporymi drewnianymi drzwiami. Jeszcze raz rozejrzałam sie, tym razem żeby sprawdzić czy nikt nie patrzy i kiedy byłam już tego pewna wślizgnełam sie do piwnicy. Zeszłam po schodach na korytarz gdzie panował pół mrok jedyne światło dawały pochodnie na ścianach, tu zapach stęchlizny był dużo mocniejszy. Zaczęłam iść przed siebie, do moich uszu doszedł odgłos jakiejś rozmowy... To pewnie ci namiestnicy. Starałam sie wypędzić złe myśli z głowy, przecież Indygo zapewnił że nic mi nie grozi. Szłam korytarzami w stronę z której dochodziły dźwięki.
-Co my tu mamy?-Ktoś złapał mnie za rękę i ściągną kaptur z głowy.-Nie jesteś z tąd kochanieńka. Prawda?
Przede mną stał wysoki mężczyzna o ciemnej skórze i brązowych włosach przypruszonych siwizną.
-E-em przyszłam po wino.-Zrobiłam krok w tył starając sie być bardziej pewna.
-W takim razie chodź za mną.-Mężczyzna szarpnął mnie za płaszcz. 
Szliśmy coraz ciemniejszymi korytarzami a mi serce waliło jak młotem.
-Ej, Wartus zobacz kogo tu mamy. Mówi że przyszła po wino.
-A ile chcesz tego wina?-Wartus to umiesniony byczek, widać na pierwszy rzut oka że jest groźny.
Wyciągnęłam sakwę ze złotem i położyłam ja na stole przed Wartusem. Na dźwięk pieniędzy zebrało sie w okół nas sporo namiestników, oby Zevran dał rade.
-Zkąd masz tyle złota?-Oczy mu sie zaświeciły.-Za to możesz wykupić cała karczmę.
-Ciężko pracowałam na nie i teraz chce kupić trochę wina.-starałam się aby glos mi nie drżał, mimo że plotłam głupoty.
-No dobrze a ile butelek...
Nagle przerwał mu hałas dobiegający z góry, to znak dla mnie że mam uciekać. Zawinelam sie i wybiegłam stamtąd na korytarz zostawiając złoto. Biegnąc w nieokreślonym mi kierunku, usłyszałam jak ktoś krzyczy że księżniczka zniknęła. Starałam sie jak najszybciej wydostać na zewnątrz. Czułam jak strach i adrenalina we mnie narasta. 
Drogę zagrodził mi namiestnik.
-A ty dokąd-mężczyzna wyciągną miecz i skierował sie w moja stronę.
Nie miałam dokąd uciec, adrenalina zastąpiła mi logiczne myślenie. Wyciągnęłam miecz od Indygo i też ruszyłani w stronę mojego oprawcy. Zkrzyzowalismy miecze, szczęk żelaza przeszedł echem po korytarzach. Po chwili poczułam jak coś ciepłego spływa mi po brzuchu ale nie zwarzalam na to i z całej siły pchnełam mieczem w namiestnika powalajac go. Jeszcze przez chwile stałam nad nim z mieczem utkwionym w jego lewą pierś.
-Nie żyje, zabiłam go..-oczy zaszły mi łzami.-przepraszam ja nie chciałam. 
Usłyszałam jak ktoś krzyczy, szybko sie otrząsnełam, wyjęłam miecz z ciała nieznajomego i pobiegłam przed siebie. W końcu znalazłam schody prowadzące na góre, wspięłam sie po nich i wyszłam na zewnątrz. Uderzył we mnie zimny wiatr który mnie ocucił. Poczułam jak coś szczypie mnie, odgielam płaszcz. Po moim brzuchu spływała ciurkiem krew. Złapałam sie za ranę nie była głęboką ani jakoś groźna. Zorientowałam sie że stoje za jakimś budynkiem i nie mam pojęcia w która stronę iść. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sorki za błedy poprawie to niedługo bo teraz mi sie niechce <żyć> i wypatrujcie na moim blogu postaci które wstawie niebawem <3

sobota, 21 grudnia 2013

Ogłoszenia parafialne!!!!

*Nie dałam rady dziś wstawić wpisu, za co was ogromnie przepraszam...
*Wpis z dzisiaj zostanie wstawiony za tydzień w sobotę więc uszy do góry :))
*Mam dla was niespodzianke a nawet dwie, pierwsza ukaże się w poniedziałek po połódniu a druga w środe <3
*Dalej was proszę, wręcz płaszcząc się przed wami ZACZNIJCIE KOMENTOWAĆ! :*
______________________________________________________
Bede szukała kogoś do pomocy w takiej jednej fajnej sprawie :3
Ten ktoś musi wmiarę dobrze ogarniać tworzenie grafiki itp. :D
Jeżeli jesteś kimś takim to proszę pisz na GG------>47119752
Za pomoc będzie nagroda < Jeszcze nie wiem jaka ale na pewno fajna > :D

sobota, 14 grudnia 2013

Wpis V



Wpis V

~Pierwsza podróż~


-Ciii, to zaraz się skończy.-Elf przyłożył mi sztylet do gardła-postaram się aby jak najmniej bolało.
-Zevran czemu?-Wydałam z siebie ledwo słyszalny pisk.

 Elf stał na demną jak kat, przykładająć zimny sztylet do gardła. Strach mnie tak sparaliżował że nie mogłam się ruszyć.

-Popełnilaś bład, nie powinnas mi ufać. Teraz zapłacisz krwawą cene za swoją głupote. Z checią popatrze jak płomien życia w twoich oczach gaśnie.

Zevran przeciągnął sztylet po moim gardle po czym odsuną sie i znikną w ciemności. 

-Nie!!!!-Usiadłam na łóżku cała zalana zimnym potem.-To był tylko zły sen.

Złapalam sie instynktownie za gardło, było gładkie.
Ogień w kominku przygasał, oszołomiona po koszmarze nocnym wstałam i wrzuciłam pare drewienek które były poukładane przy drzwiach. Szybko zorietowałam się że słonce już dawno wzeszło. Odsłonilam zasłony, jasne promienie słońca oswietliły cały pokój.Podeszlam bliżej do okna, zachłysnowszy powietrzem, oparłam sie o parapet. Ten sen był tak realistyczny, a co jeśli Kruk naprawdę bedzie chciał mnie... Stop, to tyko moja bójna wyobraźnia, przecież darowałam mu życie, on nie może mnie teraz zdradzić. Z moich dziwnych i niedorzecznych myśli wyrwało mnie gwałtowne uderzenie w drzwi. 
Przestraszona odwróciłam się w strone drewianych drzwi, uderzenie powtorzyło sie tym razem nie tak mocno. Dech w piersiach mi odjeło, a co jeżeli to kolejny skrytobójca.
Dzwi skrzypneły a ja zacisnełam mocniej rece ne kamiennym parapecie, czekajac na najgorsze.
Do pokoju wszedł pewnym krokiem Indygo. Odetchnełam z ulgą, widząc jego a nie jakiegoś szubrawca czekającego aż wyzione ducha.
-Czemu nie otworzyłaś jak pukałem, strażniczko?-Wampir splutł rece na piersi i spojżał sie na mnie z wyżutem.
-Przestraszyłam sie.-Starałam wyruwnać oddech.-Strasznie głośno pukałeś.
O ile można nazwać to pukaniem.
Indygo patrzył na mnie przez krótką chwile.
-No tak, przepraszam.
Chłodne, poranne powietrze i nagły atak na moje drzwi przez Indygo do końca mnie otrząsneły ze złego snu. Serce zwolniło a oddech był już unormowany.
-Umyj się, uczesz i co tam jeszcze musisz zrobić. Bo zaraz idziemy.-Indygo uśmiechną się pogodnie, nie wiedziałam że tak potrafi O_o
-Dokąd bedziemy iść?
-No musimy przecież podpisać z Arainai traktat. Nie pamietasz?-Zaśmiał sie odgarniając kosmyk czarnych włosow z twarzy-ja poczekam za drzwiami.
-Ach, no tak.-Oparłam sie cieżko o kamienną ściane, przypominając sobie sen.
-Coś cie trapi Cleoino?-Przestał sie smiać i nagle jego ton zrobił sie poważny.
-Nie mów do mnie Cleoina-obruszyłam sie.-Jestem Cleo i właśnie ta forma mi odpowiada.
-Jak sobie życzysz, Cleo.-W jego głosie znów można było wyczuć nutkę rozbawienia-więc moge wiedziec o co chodzi?
-O nic takiego. Miałam po prostu zły sen.
-Rozumiem. Ja wychodze tu masz wode-wskazał na coś co wyglądalo jak srebrna umywalka bez odpływu.-Przygotuj się i od razu ruszamy bo mamy dużo do zrobienia.
-Ale tego tu wczorej nie było-spojżalam rownież na stól z którego znikną tależ z mięsem.
-Oczywiscie że nie, przecież woda by do rana zrobiła sie lodowata. 
-Ktoś tu był nad ranem!!?-Nogi zaczeły mi mieknać na myśl że każdy może wejść do mojej komnaty.
-Nie obawiaj sie nikt po za służkami nie wejdzie tu, ja osobiscie tego pilnuje.-Indygo polożyl mi reke na ramieniu i sie uśmiechna.
Oby jego ochrona wystarczyła bo mam coraz większe obawy co do Zevrana.
-Wiesz już wszystko, tak jak mówiłem czekam za drzwiami.-Nic nie zdążyłam powiedzieć a on już zamykał za soba drzwi.
Podeszlam do 'umywalki' obmyłam buzie, rece i ogólnie doprowadzilam sie do stanu:Człowiek. Zerknełam w lustro.
-Co by tu z włosami zrobić...
Przegrzebałam szawkę na której leżą moje papierosy i znalazłam kilka rzemyków. Zchyliłam głowe i w miare możliwosci uczesałam je w ściśniętego kucyka tak aby włosy mi nie przeszkadzały.-Chyba Indygo sie nie obrazi jak jeszcze sobie zapale.-Spojżenie padło na dzrzwi.
Machnełam reka i podeszłam do okna, z paczki wyciagnełam szluga.
-Zostało tylko dziewięć.-Skrzywiłam sie poczym odpalilam paierosa.
Nie ma to jak z rana sobie zapalić.
Wypuszczając dym starałam sie robić kółka na całego szluga wyszły mi tylko trzy. Tak jak poprzednio zgasiłam peta o parapet i wrzuciłam go do kominka. Wychyliłam sie jeszcze raz przez okno wciagajac świeże powietrze.
Kiedy wyszłam z pokoju od razu ruszyliśmy w strone dziedzińca gdzie czekał już na nas Felix razem z Zevranem, ciarki mnie przeszły na jego widok.
-Zevranie Arainai, BYŁY antiwański kruku czy przyrzekasz lojalność wobec strażniczki i króla Gorana?-Widać hrabiemu Draculli sie stroche śpieszy i nie ma zamiaru owijać w bawłne tylko od razu przechodzi do sedna.
-Tak a moją lojalność okaże na polu bitwy.-Zevran uklonił i uśmiechną sie do mnie.
-Dobrze więc, proszę podpisz tutaj.-Indygo przekazał traktat razem z piórem elfowi.
-Gotowe.-Zevran patrzył na mnie takim wzrokiem że niedobrze mi sie zrobiło.
-Dobrze, Felix ci wskaże twoją komnate w której będziesz miał nową zbroję z barwami Iksji oraz nowe wyposażenie bojowe.-Wampir zwiną traktak w rukonik i schował.
-A teraz wybaczcie ale udam się razem ze strażniczką do koszar bo im szybciej zaczniemy trening tym jej zdolności bedą lepsze.-Indygo obją mnie ramieniem i skierował ku bramie, tej samej przez którą wjeżdżałam z Felixem.
 Oddalając się od nich nadal czułam na plecach świdrujące spojżenie Zevrana. Szliśmy w milczeniu kilka minut aż w końcu staneliśmy na dużym ogrodzonym placu który ciągnął sie od zamku prawie pod sam las.
-To są właśnie koszary bedziesz tu teraz spedzać większość czasu.-Wampir zmierzył mnie wzrokiem od stup do głów-bedzie trzeba jeszcze dużo popracować.
 Nic nie odpowiedziałam tylko dalej szłam za Indygo aż w końcu weszliśmy do dużego budynku zaraz przy samej ścianie zamku.
-Poznaj Leona, to on bedzie cie szkolił w walce wręcz i posługiwaniu sie mieczem.
 To ten chłopak o którym mówił mi Felix, on tez pochodzi z mojego świata.
-Witaj Strażniczko.-Chłopak ukłonił się, jego kasztanowe włosy opadały na umieśnione ramiona był dużo postawniejszy od Alistaira czy Felixa wzrostem dowrównuje Indygo. Niebieskie oczy kontrastowały z ciemną, opaloną skórą, nigdy nie powiedziałabym że pochodzi z mojego świata.
-Miło mi cie poznać Leonie, mów mi po prostu Cleo.
-Od razu bierzcie się do pracy, każda chwila jest na wage złota.-Wampir machną łapą prawie uderzając mnie w głowe, co za szczęście że mam dobry refleks.
-Tak jest. Cleo chodź za mną.-Wyszliśmy z budynku na plac gdzie trenowało juz paru mężczyn.
---
Mineły dwa tygodnie, przez ten czas moja znajomość z Alistairem, Zevranem oraz Leonem zacisneła się. W walce mieczem prawie dorównywałam Alistairowi a w walce wręcz przewyższałam go. Może naprawde jestem wybranką bo jak inaczej wyjaśnić to że w tak krótkim czasie nauczyłam sie biegle władac mieczem. Między treningami a póżnym wieczorem ćwiczyłam z Indygo sztuke perswazji oraz silną wole co wychodziło mi całkiem dobrze, jedyną żeczą w której nie umiem się odnaleść jest strzelanie z łuku.
Nie ważne ile Felix ze mną ćwiczył i ile razy tłumaczył mi i pokazywał, to nadal myliłam strony cięciwy i strzały. Koszmary nocne też przestały mnie nawiedzać, wszsytko wydawało się być wręcz idealnie aż do wiadomości że wyruszamy do pierwszego obozu.
---
-Nigdzie nie ide!!!!!-Siedziałam skulona na łóżku.
-Nie zachowuj się jak dziecko, błagam cię chodź już.-Alistair siedział przy mnie starając się na wszytkie sposoby mnie przekonać.
-Nie i koniec.-Jeszcze bardziej się skuliłam.
-To jak ty chcesz pokonać arcydemona?-Chłopak załapał mnie za ręke-siedząc w zamku możesz jedynie powykańczać pare drewnianych kukieł, ale to nie one nam zagrazają.
 Niekontrolowanie zaśmiałam się, podniosłam głowe i spojżałam na niego.
-Wiesz co Alistair?-Usiadłam obok chłopaka patrząc mu się w oczy.-Jesteś jedyną osoba tutaj która potrafi mnie rozśmieszyć nawet w tedy kiedy mam ochote zwinąć się w kłebek i wyparować.
 -Cieszę się że tak o mnie myślisz-Alistair przytulił mnie mocno.-I jak, to teraz wyruszysz z nami?
-Ale co bedzie jak mroczne pomioty nas zaatkują?
-Umiesz bardzo dobrze władać mieczem...
-Ale nie wiem czy jestem w stanie zabić kogoś-przerwałam mu, wlepiając spojżenie w sufit.
-Nie dałaś mi dokończyć, nie masz się o co obawiać ja będe przy tobie cały czas i nie pozwole aby kto kolwiek cie zranił.-Alistair wstał i ustał przy drzwiach.-Więc mam rozumiec że idziesz z nami i mam powiadomić Indygo że się zgodziłaś?
-Jak nie mam wyboru to..
-Owszem nie masz wyboru.-Chłopak zaśmiał się i wyszedł za drzwi.
 To moja pierwsza tak daleka wyprawa, zazwyczaj chodziliśmy jedynie nad jezioro Kallenhad które znajduję się w lesie jakieś półgodziny drogi od zamku. A teraz wybieramy się do zakazanych gór które są poza terytorium Iksji, bo aż w południowym Orleais. 
-Nigdzie nie ide, postanowione.-Zeskoczyłam z łóżka i rozejżałam się po pokoju w celu znalezienie jakiejś dobrej kryjówki.
 Szafa, tak to będzie najlepsze miejsce. Podeszłam i otworzyłam ją, zrobiłam sobie miejsce odgarniając pare rzeczy. Wlazłam do środka i zamknełam drzwi od szafy.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju.
-Cleo, jesteś tu?!-To Zevran, najwyrażniej Indygo go wysłał po mnie.-Nie ma jej tu, czyżby uciekła?
-Zejdź na dół do koszar i powiedz wszytkim aby zaczeli się przygotowywać bo lada moment wyruszamy.-Jest z nim też Indygo, serce podeszło mi do gardła po tym jak usłyszałam jego kroki przy szafie.
-A co z Cleo?
-Rób co każe.
-Tak jest.-Zevran wyszedł zamykając za sobą drzwi.
 Żołądek podszedł mi do gardła, ja naprawde nie chciałam nigdzie się z tąd ruszać.
-Szafa to marna kryjówka.-Wampir ustał bliżej a ja czułam jakby serce próbowało wyskoczyć mi z piersi i wypieprzyć z tąd gdzie pieprz rośnie.
 Nie odezwałam sie słowem modląc żeby tylko nie otworzył szafy.
-Wyjdź proszę, słysze bicie twoje serca.-Wampir otworzył drzwi a ja poskoczyłam na pare centymetrów w góre-co? Aż tak cię to dziwi że słysze jak bije ci serce? Przeiceż jestem wampirem i mam wiele talentów o których nie masz pojecia.
 Z porażką wypisaną na twarzy wyszłam i ustałam obok Indygo ze spuszczoną głową.
-Bedziesz dalej stawaiła opór czy może zejdziesz  ze mną do koszar i bedziemy mieli to z głowy?
-Dobrze, poddaje się.-Poaptrzyłam w okno, słońce już zachodziło. Na samą myśl o tym że będziemy jechać nocą ciarki przeszły mi po plecach.
-Nie martw się jak wyruszymy teraz to jest szansa że jutro rano bedziemy już na miejscu.
-Ale pocieszenie-Burknełam sobie pod nosem.
W koszarach czekali już na nas: Leon, Zevran, Alistair, Felix, kilku gwardzistów i czarodziejka Moriggan, wredna zołza która nienawidzi całego świata.
-Cleo ty bedziesz jechała z Zevranem a reszta oddzielnie.-Indygo jednym sprawnym ruchem posadził mnie na grzbiecie wielkiego stworzenia które posturą przypominało niedźwiedza tylko troszke większego nazywano je Cierniami.
 Wzrokiem straceńca popatrzyłam na Alistaira który usmiechną się szeroko dając mi sygnał abym się nie przejmowała. Przede mną na Cierniu usiadł Zevran żucając mi zalotne spojżenie.
-Nie martw się moja miła nie zdążysz się obejżeć a już bedziemy na miejscu-elf dał sygnał Indygo że my już jesteśmy gotowi.
 Wampir podszedł do nas i dał mi cos długiego obwiązanego białą szmatą.
-Co to jest?-Niepewnie wziełam od niego tajemniczy przedmiot.
-Na pewno przyda się  i gwarantuje ci że nie ma na świecie takiego drugiego.
 Ściągnełam białą szmate a moim oczom ukazał się błyszczący, ozdobiony niebieskimi runami miecz.
 -Dziękuje.-To jest moja pierwsza broń, zawsze walczyłam mieczami pożyczonymi od Leona, a ten jest dla mnie.
-Nie ma za co, tylko prosze dbaj o nią bo to nie jest zwyczajna broń. Została wykuta z magicznej rudy z dodatkiem lyrium pokonasz nią każdego nawet kogoś kto jest nieśmiertelny.
-Ciebie też?-Przygladałam sie mieniącej broni, idealnie wyważona i dopasowana do dłoni.
-Nawet mnie, ale mam nadzieje że nie bedziesz próbowała.-Indygo zaśmiał się.-Należła kiedyś do mnie ale tobie bardziej się przyda i lepiej będzie służyć.
 Popatrzyłam na wampira w jego oczach mienił sie płomień troski, tylko nie wiedziałam czemu.
-Naprawdę dziękuje i obiecuje że będę o niego dbała.-Wyciągnełam z pasa miecz który wziełam z koszar a włożyłam ten od Indygo.
-Porozmawiamy w obozie, a teraz już ruszjacie.-Dał znak Zevranowi który ruszył w strone lasu.
 Jechaliśmy jako pierwsi za nami byli chyba gwardziści ale z daleka trudno było poznać.
Słońce już całkowicie zaszło, ciemnośc przecinał jedynie blask księżyca a jedyne co było słychać to odgłosy Cierni. Miałam też watpliwości co do Zevrana, przecież ma teraz świetną okazje aby wywieźć mnie z tąd i zaszlachtować, wypełniając swoją misje.
Jedziemy już tak ze trzy godziny, oczy zaczynają mi się same zamykać ale wiem że nie moge zasnąć i musze być czujna.
-Cleo, jak sie trzymasz?-Zevran zwolnił troche tępo.
-Jestem zmeczona ale wytrzymam.-Mimowolnie oparłam głowe o plecy elfa.
-Jesteśmy już nie daleko.
-Skąd to wiesz, przeciez w tym mroku ledwo jest rozpoznać drzewo.-Czułam jak Morfeusz próbuje mnie zabrać ze sobą do krainy snów, ale ja sie nie dam bez walki!
-Czuje jak powietrze się zmienia, ponieważ klimat w Orleis jest chłodny.-Zevran odwrócił się i popatrzył na mnie.-Nie sądziłem że Indygo aż tak ci zaufa.
-Ale w jakiej sprawie- słowa elfa podziałały na mnie jak litr "Red Bulla".
-Ten miecz jest nazywany Opusem, podobno sam stwórca nim walczył ale podczas ostatniego starcia z upadłym które miało miejsce czternaście wieków temu zgubił go po czym jakiś śmiertelnik go znalazł i sprzedał na targu. Tak właśnie ten miecz przechodził z rąk do rąk aż w końcu jego właścicielem stał się Indygo, miał go od niepamiętnych czasów. Przynajmniej tak słyszałem i dziwi mnie to że oddał go.
-Tak, to naprawdę dziwne.-Dzięki tej opowieści przestałam być spiąca a moje myśli skupiły się wokół tego miecza.
 Nie zdążyłam się obejżeć a już słońce wyłaniało się zza horyzontu dając niebu czerwono-pomarańczową barwe. W oddali dostrzegłam namioty i dym unoszący się z ogniska.
-Już jesteśmy na miejscu i najwyrażniej jesteśmy tu jako pierwsi.
-Nawyraźniej tak.-Odwróciłam się, nic nie było widać oprócz wysokich drzew.
 W obozie było kilku ludzi, ucieszyli się na nasz widok. Trzeba przynać że położenie obozowiska jest całkiem niezłe, pośród drzew zaraz przy małym jeziorku.
-No to w końcu możemy odpocząć.-Zev zeskoczył z Ciernia podając mi ręke abym zeszła.
 Było roztawione pięć namiotów w barwach Wyskokoża a pośrdku płoneło spore ognisko.
Nagle wjechali Felix z Alistairem a po nich reszta.
-Pozdrowienia z Iksji, przesyła król Gorian.-Indygo dumnie siedział na swoim Cierniu rozglądając się.
-Wódz Brinus także was pozdrawia.-Odezwał sie jeden z mężczyzn stojąchych przy ognisku.-Rozgośćcie się gdyż pewnie jesteście zmęczeni po całonocnej podrózy.
-Cleo, moja droga-Indygo zwrócił się do mnie.-Idź do namiotu i się prześpij, wieczorem ci objaśnie cel naszej misji.
-Dobrze.-Zdjełam swoje rzeczy z Ciernia i weszłam do pierwszego namiotu.
  Na ziemi był wyłożony owczymi skórami, położyłam żeczy i odpiełam pas z sakwą i mieczem. Jeszcze raz dokładnie mu się przyjżałam, dopiero teraz zauważyłam delikatną poświate która od niego bije. Schowałam miecz pod owczą skórą na którą sie położyłam. Byłam tak zmęczona że ziemia wydawała się najwygodniejszym łóżkiem na świecie .
Nie potrzeba mi było dużo czasu aby pogrążyć się w błogim śnie.

sobota, 7 grudnia 2013

Wpis IV


Wpis IV

~Mój własny zabójca~

- Dobrze podpiszę z nim ten traktat, ale ja jestem przecież tylko rekrutką.- Strach zajrzał mi głęboko w oczy.
-Owszem. Dlatego od razu zajmiemy się rekrutacją.- Indygo podszedł do biurka i zaczął przewalać coś w papierach.
- Ale jak to!? Tak od razu, przecież mam niesprawną rękę! - Ze strachu w brzuchu zaczęło mnie skręcać.
- No tak, a co ma ręka do picia? - Wampir ustał przede mną z dziwna fiolką w ręku.
- Ale co mam wypić?! -Odruchowo zrobiłam krok w tył.
- To co jest w tej fiolce, nie bój się to nic nie boli. - Zarechotał złowieszczo. - Do tego nie potrzeba świadków wystarczy, że ja jestem przy tym.
 O mój boże, mam marne szanse na ucieczkę. Jeśli nawet bym uciekła to gdzie się podzieje... Fuck. Dobra raz się żyje, chyba że jest się kotem.
- No dobrze, co mnie nie zabije to rozpieprzy psychicznie. -Wyciągnęłam rękę po fiolkę.
- Wypij do dna. - Odetknął buteleczkę z ciemnym płynem i podał mi ją.
Spojrzałam się na Indygo i na fiolkę.
- No to zdrowie. - Machnęłam butelką w geście toastu i przechyliłam ja wypijając całą zawartość.
Poczułam w ustach smak rdzy mieszający się z goryczą. Nagle zrobiło mi się słabo, próbowałam się czegoś złapać, ale nie udolnie.
- C-co to było? - Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa chwiejąc się na boki.
- Krew mrocznego pomiotu. - Jak przez mgle widziałam Indygo, który stał zaledwie kilka centymetrów ode mnie.
-Co?!!  A-ale ja... - Nie skończyłam mówić, a już leżałam na ziemi. Czarne plamy przed oczami robiły się coraz rozleglejsze, aż w końcu ciemność....

*******
Tyle barw mam przed oczami i ten ból głowy. Próbowałam się czegoś złapać, aby się podnieść.
- Cleo!! Otwórz oczy! - Ktoś mną zaczął mocno szarpać.
Uchyliłam oko, nade mną klękał Indygo razem z jakimś innym mężczyzną.
- Nie szarp mną, bo zaraz mi głowa pęknie. - Wymruczałam z trudem podnosząc się z podłogi.
- Spokojnie .-Indygo wziął mnie pod ręce, pomógł wstać i posadził na krześle.
Jeszcze cały świat mi wirował przed oczami.
Nieznajomy mężczyzna podszedł do mnie i ukucnął.
Miał długie za ramiona, czerwone i niczym nie związane  włosy. Jego zielone oczy kontrastowały z lekko ciemnawą skórą.
- Nawet nie wiesz, jakie to szczęście ze przeżyłaś.
- Przeżyłam?! - Zerwałam się z krzesła przewracając je. - Ty chciałeś mnie zabić?! - Zwróciłam się do Indygo.
- Oczywiście że nie, tylko nie każdy przeżywa wypicie krwi. -Wampir nonszalancko odrzucił warkocz z ramienia na plecy.
Jego spokojny ton mnie dobija.
-To mogłeś uwzględnić np. Że to jest krew tego mrocznego czegoś i mogę umrzeć po jednym łyku!
-Wiem, mogłem ci powiedzieć, no ale wtedy byś nie wypiła. -Wampir podszedł do mnie.
- No co ty? Ale jesteś spostrzegawczy!! - Odsunęłam się od niego. Rozejrzałam się po pokoju szukając drzwi.
- Ale spójrz na to z innej strony. Jesteś wybranką, więc krew pomiotu cię nie zabije. - Indygo podniósł krzesło, które wcześniej przewróciłam.
 Teraz nie wiem, czy mam olać go tym samym wychodząc z spektakularnym jebnięciem drzwiami o ścianę.
- Usiądź proszę, trzeba jeszcze obejrzeć twoją ranę. -Nieznajomy wskazał na krzesełko, obok którego stał ten krwiopijca.
 Nie mam dużego wyboru, odwrócenie się i wyjście grozi utratą życia poprzez wypicie mojej krwi i zgwałcenie zwłok.
- Dobrze. - Syknęłam, opluwając się jadem.
- No, jak miło, ja idę po Felixa żeby przyszedł i zaprowadził cię do Zevrana, a Alex w tym czasie cię zbada. - Edward ze Zmierzchu obrócił się na pięcie i zniknął za drzwiami.
 Zaraz czeka mnie spotkanie fejs tu fejs razem z moim niedoszłym zabójcą... Zajekurdeświetnie.
- Pokaż mi tę rękę, moja miła. - Alex zaczął delikatnie odwijać bandaż. - Mocno cię boli jak nią ruszasz?
- Nie, w sumie to tylko delikatnie szczypie.
 W spojrzeniu tego chłopaka było coś dziwnego, coś pomiędzy szaleństwem a troską.
- To dobrze, zaraz nasmaruję ranę i założę czysty opatrunek. Za parę dni powinna się zabliźnić.
Milczałam cały czas obserwując bacznie ruchy Alexa. Ma bardzo zwinne ręce, nie zdążyłam się obejrzeć, a już miałam ściągnięty bandaż.
- Teraz może ciut zaszczypać. - Chłopak wyjął ze skórzanej sakwy dziwny woreczek i otworzył go. - Gotowa?
- Emmmm tak? - Spojrzałam na ranę i na jakiś niebieski proszek, który wysypał sobie na rękę Alex.
- No to dobrze. - Przylożył mi dłoń z proszkiem do rany.
- Aaaaaaaaa! Co za ból! - Wrzasnęłam odskakując na bok.
- Ostrzegałem.
- Tak, ale to miało trochę zaszczypać. A ten ból można porównać do obdzierania ze skóry.
- Masz racje, mogłem ostrzec, że to trochę bardziej boli, przepraszam. - Alex schował proszek i wyciągnął długi, wąski pasek białego materiału. - Teraz tylko zawinę ranę i będzie na tyle.
- Dobrze. - Znów podeszłam do chłopaka.
 Jego zwinne ręce mnie naprawdę fascynują, no bo jak można z taka szybkością przeplatać bandaż między palcami i owijać go na ręku.
Opatrywanie ręki trwało zaledwie kilka sekund. Kiedy Alex skończył drzwi gabinetu gwałtownie się otworzyły.
- Już skończyliście? - A oto Indygo Elliero, wampir, który kazał mi siorbać krew mrocznego pomiotu. A żeby cię grom z jasnego nieba pizdnął...
- Tak. - Czerwonowłosy zgarnął swoją sakwę z ziemi i skierował się ku drzwiom. - Ja już będę musiał iść. W razie czego wiesz, gdzie mnie szukać, a ty Strażniczko nie przemęczaj się. - Machnął gałęzią na do widzenia i wyjebał z tej jaskini lwa.

 Ta Strażniczka to chyba ja. Jestem tu zaledwie kilka dni, a już mam własny tytuł.... Fuck Yeah.
- Cleo chodź, Felix już na ciebie czeka. - Edzio najwyraźniej nie miał ochoty czekać na mnie i sam ruszył na korytarz.
 Podniosłam swoje szanowne cztery litery i popędziłam za wampirem.
Szliśmy jakimiś chuj wie ciemnymi korytarzami. Słońce już dawno zaszło, więc w zamku panował mrok, jak w murzyńskiej chacie. Mineliśmy sale tronową, przeszlimy dziedziniec i znów weszliśmy do innej części zamku. Obok wejścia czekał już Felix.
- Atrass Vala Cleo, miło cię widzieć.
- Ciebie tez Felixie. - Uśmiechnęłam się do niego.
- Tu cie zostawiam. Jutro powiesz mi jak ci poszło, bo teraz król mnie wzywa. Poproś Felixa, on cie odprowadzi do twojej komnaty.
- Dobrze.
- No to miłej nocy, Strażniczko. - Indygo uśmiechnął się, a mi po plecach ciarki przeszły.
- Emm, nawzajem. - Powiedziałam tak cicho, że wątpię, aby to usłyszał.
- Możemy już iść? - Felix ustał obok i przyglądał mi się.
- Tak.
- W takim razie proszę za mną.
 Weszliśmy do dziwnego pomieszczenia, zaraz na końcu znajdowały się drzwi. Skierowaliśmy się ku nim, prowadziły one najwyraźniej do lochów. Z każdym krokiem miałam coraz gorsze przeczucia. Kiedy już zeszliśmy na dól Felix się zatrzymał.
- Jego cela to czwarta zaraz po prawej.
- A ty nie idziesz ze mną. - O jebane, sam na sam ze skrytobójcą...
-Nie mogę, ja zaczekam na ciebie na górze. - Elf uśmiechnął się pogodnie i uciekł po schodach.
 Pięknie...
Ale co ja mam mu powiedzieć, on przecież chciał mnie ZABIĆ.
No dobra lecimy na spontana.
Świece oświetlały korytarz
, po obydwu stronach znajdowały się puste cele. Korytarz za mną i przede mną wydawał się nie mieć końca. Zapach stęchlizny pięknie dopełniał całość.

Odliczałam cele po prawej stronie i kiedy już doszłam do czwartej serce mi stanęło.
- Witam cię, strażniczko. - W celi stał młody chłopak o śniadej cerze, blond włosach do ramion, piwnych oczach. Wzrostu był mniej więcej mojego, no może trochę wyższy.
- Dobry wieczór. - Oddech mi przyśpieszył ze strachu.
- Nazywam się Zevran Arainai, jestem, a raczej bylem jednym z najlepszych Antivańskich Kruków. - Elf podszedł bliżej krat, które nas dzieliły.
 Dopiero teraz w lepszym świetle zauważyłam, że chłopak ma tatuaż na skroni który schodził na policzek: trzy ozdobne linie obok siebie.
Milczałam nie wiedząc co powiedzieć, a z każdą chwilą moje tętno przyśpieszało.
-Więc mogę wiedzieć, czemu zawdzięczam tę wizytę dzień przed moją egzekucją i to jeszcze przyszła porozmawiać ze mną ta, którą miałem zabić. - Jego ton był spokojny. Mimo że jutro czeka go śmierć to on nie histeryzuje.
- Mam dla ciebie tak jakby propozycję. - Mój strach jest nie do opisania.
- Propozycję powiadasz. No to słucham.
- Chcę abyś dołączył do mojej drużyny zobowiązuje cie do tego traktat wrebunku. - Mam nadzieję, że dobrze to ujęłam.
- Ty chcesz mi uratować życie, mimo że targnąłem się na twoje? - Zevran odsunął się od krat i wpatrywał we mnie z niedowierzaniem. - Do tego chcesz, abym z tobą podróżował. Jesteś w stanie mi zaufać?
- Tak i jeżeli ty mnie zdradzisz to nie licz na żaden akt łaski. -Uspokoiłam się, myślałam, że ta rozmowa będzie trudniejsza.
- A wiesz, najśmieszniejsze jest to, że czuję się podle, kiedy pomyślę o zabiciu ciebie. Mimo ze Kruk nie powinien mieć żadnych skrupułów ani słabości, a jednak.... Patrząc w twoje piękne oczy widzę bratnią duszę. - Zevran znów oparł się o kraty zatapiając we mnie spojrzenie.
- Emmmmm to mam rozumieć, że podpiszesz traktat? - Co ja robię...
- Tak. A wiesz co jest piękniejsze od twoich oczu? Twój uśmiech. - Elf odszedł od krat i ukucnął przy ścianie. - Mam rozumieć, że jutro mnie wypuścicie?
- Tak, no to miłej nocy. - Obróciłam się speszona i szybko poszłam do Felixa.
- I jak? - Felix już czekał na mnie z lampionem.
- Chyba dobrze. - Mogłam w końcu odetchnąć.
- No to dobrze. Chodź zaprowadzę cię do pokoju, bo jest już późno. A i nie martw się kolacją, już tam na ciebie czeka. - Elf uśmiechnął się zalotnie.
 Szliśmy korytarzami w milczeniu, nocny, ciepły wiatr wpadający przez okiennice owiewał mi twarz. Nie wiem czemu, ale zaczyna mi się tu nawet podobać.
- No to miłej nocy, Strażniczko. - Felix puścił mi oczko.
Weszłam do pokoju odwracając się do niego.
- I wzajemnie. - Uśmiechnęłam się do elfa po czym zamknęłam drzwi.
 Nareszcie spokój i cisza. Na stoliku stal talerz z chlebem i jakimś pieczonym kawałkiem mięsa. Tak szczerze to nawet głodna nie jestem.
Rozejrzałam się po pokoju szukając moich spodni. Wisiały na wieszaczku przy szafie.
Podeszłam i zaczęłam przeszukiwać kieszenie.
- Mam! - Triumfalnie wyciągnęłam z tylnej kieszeni paczkę Malboro.
 Zgarnęłam z kominka zapalniczkę i podeszłam do okna.
- No tak, zostało mi tylko 10 szlugów. I jak ja tu wytrzymam bez dziennej dawki nikotyny? - Zamruczałam do siebie odpalając papierosa, a resztę fajek rzucając na półkę przy oknie.
- Tak, tego mi brakowało.
 Zaciągnęłam się tak mocno, że aż mi się w głowie zakręciło. Z każdym buchem było mi co raz lepiej, aż w końcu doszłam do filtra parząc sobie palce.
Zgasiłam peta o parapet i wrzuciłam do kominka, w którym buchał przyjemny ogień.
Zasłoniłam okno, pozapalałam parę świeczek i zgarnęłam ze stołu kawałek chleba. Rzuciłam się na łóżko cały czas myśląc o rozmowie z Zevranem. On nie wydawał się zły, ale nie zapominajmy, że to on chciał mnie zabić.
Zjadłam chleb, jeszcze raz przeanalizowałam cały dzisiejszy dzień, po czym zrobiło mi się błogo i w końcu zasnęłam.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ogłoszenia parafialne !!!

~Edytowałam drugi i trzeci wpis, poprawiając kilka istotnych błędów np.: Nazwy państ... Więc jak mozecie to oblukajcie sobie :)
~Pracuje nad bonusowym rozdziałem na święta, uprzedzam że on nie będzie się pokrywał z fabułą a mało tego on praktycznie w ogóle nie będzie z nią związany.
~Jak dobrze pójdzie to za jakieś dwa wpisy dodam wam grafiki istotnych bohaterów w opowiadaniu <Cleo, Indygo, Felix, Zevran, Alistair...>. Z czasem będzie ich sporo przybywać : )
~Błagam was tak bardzo mocno wręcz płaszcze się przed wami ZACZNIJCIE COŚ KOMENTOWAĆ, błaaaagam. :<


I to tyle jeżeli chodzi o ogłoszenia, możcie iść z Bogiem.... Albo lepiej nie XD

sobota, 30 listopada 2013

Wpis III

Wpis III

~Niebezpieczna propozycja~


Agnis i Sonia... Już nigdy nie zobaczę moich najlepszych przyjaciółek. One były dla mnie jak siostry, a nawet kimś więcej.
Pustka. Tylko to słowo pasuje do tego jak się czuje.
-Spokojnie - Alistair podszedł i usiadł obok mnie na łóżku. - Będę obok ciebie i razem damy radę.
-Nie mam wyboru - patrzyłam pustym wzrokiem w otoczenie, mając ochotę się rozpłakać.
-Czas iść do Indygo. Pewnie masz wiele pytań - Pusty wzrok padł na uśmiechniętą buzie chłopaka. -W szafie masz ubrania. Załóż je. Ja będę czekać na korytarzu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a chłopak znikł za drzwiami i tyle go widzieli. Ehh i jak to dalej będzie? Czy dam radę się przyzwyczaić do nowej sytuacji? Chociaż, jeżeli chodzi o moją rodzinę to nie jestem zawiedziona czy załamana. Nigdy nie byłam z nimi blisko. Tak naprawdę moje przyjaciółki były dla mnie zawsze oparciem w trudnych chwilach. No trudno. Jest źle, ale zawsze może być jeszcze gorzej. I ta ręka, masakra. Ból jest do nie wytrzymania i jak widać od początku, mnie tu ktoś nie chce. So sweet...
-Czas się ubrać. Dobra, co my tu mamy - zaczęłam przewalać w szafie szukając mojego stroju.
Co to jest? Stanik? Ok. Pierwszy raz widzę skórzany stanik, z metalowymi wykończeniem i klamrami. Zobaczmy, gdzie jest reszta stroju. Po dokładnym zagłębieniu się w szafę znalazłam skórzane, tak jakby krótkie spodenki. -Hmm, a to co? - w kącie szafy leżało cos co dziwnie pobłyskiwało. Chwyciłam to i....- No nie! - w ręku trzymałam a-la spódnice, zrobioną z ( i tu niespodzianka ) skórzanych pasków zakończonych metalowymi okuciami.
Zajrzałam to szerokiej szuflady pod szafą i wyciągnęłam z niej buty łudząco podobne do glanów.
-A, gdzie jest reszta stroju do cholery. Wy chyba nie myślicie, że będę popierdalać w staniku publicznie - syczałam do siebie tak wkurzona, że, gdybym zabijała wzrokiem to wybiła bym pół świata. Niestety, nie znalazłam niczego więcej, co, by przynajmniej chodź trochę bardziej mnie zasłaniało. Podejrzliwie spojrzałam na skórzane ubrania leżące w kącie. Przeklnęłam wszystko, na czym świat stoi i zaczęłam się ubierać. Po założeniu tego czegoś na siebie podeszłam do lustra.
- No Cleo. Nie wyglądam w tym tak źle, jak myślałam. I trzeba stwierdzić, że w tych spodniach mam zajebisty tyłek - uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Nagle otworzyły się drzwi a z nich wyłonił się Alistair.
- Ale, że jaki masz ten tyłek?!
- Alistair? Co ty tu robisz?! Czy ty mnie podglądałeś?!
- Em... Nie? - drzwi się zatrzasnęły a ja stałam osłupiała na środku pokoju. Rozejrzałam się podejrzliwie. Podbiegłam do okna i wyjrzałam za nie. Na szczęście mieszkam w chuj wysoko, ale dla pewności zasłoniłam je zasłoną, która szczerze mówiąc bardziej przypomina koc. Zapaliłam kilka świec zapalniczką którą miałam w spodniach, aby nie wywalić się o własne nogi, ewentualnie o dywan. Dla pewności zajrzałam pod łóżko i do kominka. Gdy przekonałam się, że nikogo oprócz mnie tu nie ma odetchnęłam z ulgą.
- Sprawdź jeszcze w wannie - do moich uszu dotarł rozbawiony głos. Podskoczyłam w górę na parę centymetrów. Spojrzałam w stronę, z której dochodził. Na łóżku siedział mężczyzna o ciemnych włosach i zielonych oczach. Nie wgłębiałam się w resztę szczegółów, ponieważ tak jakby umierałam na zawał.
- Kim jesteś?! Co ty tu robisz?! - Wrzasnęłam wystraszona.
- Spokojnie, nie krzycz tak... Jestem Funus, miło mi cię poznać. Drzwi były otwarte, więc pozwoliłem sobie wejść...
- Czy przypadkiem przy drzwiach nie ma Alistaira?!
- Alistair jest tak tępy, że widzi tylko swoją grzywkę i ją cały czas poprawia. Dlatego nawet mnie nie zauważył.
-Aha, nie wnikam, bo wsiąknę - mój mini zawał właśnie mijał.
-Jestem teraz trochę zajęty, więc zajrzałem się tylko przywitać. Później jak będę miał więcej czasu to cię znajdę i pogadamy - Funus zawinął się i wyszedł z pokoju.
-Taa, jak miło...
Podążyłam w ślad za, nim i wyszłam na korytarz. O ścianę opierał się Alistair.
-No to, jak, już gotowa? - podszedł i wziął mnie pod ramię.
-Chyba tak - kolana mi zmiękły na samą myśl o rozmowie z... Wampirem. O moim spotkaniu z Funusem nawet nie wspomniałam. Szliśmy kamiennym korytarzem. Na ścianach wisiały piękne obrazy i mosiężne świeczniki, na których połyskiwały grube warstwy wosku. Z łukowatych, zdobionych okien wpadało zachodzące słońce, robiąc upiorny półmrok.
Zza rogu wyszło parę kobiet ze świeczkami w ręku.
-Miło widzieć panienkę - jedna się przede mną delikatnie ukłoniła.
-Dzień dobry - speszyłam się.
-Pana też panie Alistairze - odwróciła się w stronę chłopaka.
-Jak skończycie zapalać świece na korytarzach, proszę zajmijcie się komnatą panny Cleo - machną ręką w stronę mojego pokoju.
-Tak jest - kobieta ominęła nas.
-Ten tytuł panny nie był potrzebny. Jestem Cleo, a nie panna Cleo - spojrzałam na Alistaira z pewnym niezrozumieniem.
-One są tylko służkami. Muszą wiedzieć do kogo mają zwracać się z szacunkiem - chłopak najwyraźniej oburzył się moją niewiedzą, bo jego ton zrobił się szorstki.
To może ja nie będę się odzywać, póki nie poznam zasad panujących w tym miejscu. Zeszliśmy na sam dół po krętych schodach, coś w rodzaju tamtejszej kuchni i znów weszliśmy w labirynt korytarzy. Mam nadzieję, że odprowadzą mnie do mojego pokoju, bo spanie na kamiennej podłodze jakoś mi nie leży.
-Już jesteśmy - ustaliśmy przed dwuskrzydłowymi drzwiami.
-Boje si... - nie zdążyłam dokończyć zdania, bo już byłam zatopiona w ramionach Alistaira.
-Ciii, już ci powiedziałem, że nie masz czego. Jestem przy tobie - chłopak wyzwolił mnie ze swojego uścisku, a ja poczułam, że płonę na twarzy.
Spuściłam głowę udając, że patrzę się na buty.
-No wchodź. Ja poczekam na ciebie tutaj.-Otworzył przede mną drzwi.
Poczułam w gardle narastającą kluchę. Z trudem łapałam powietrze przechodząc przez próg.
Kiedy drzwi za mną się zamknęły, moje serce zaczęło wybijać kondukt żałobny. Za biurkiem siedział on... Wysoki z długimi, czarnymi włosami. Wampir.
-Witaj Cleo. Jak się czujesz? - wstał i gestem ręki wskazał mi krzesło na przeciwko biurka.
-D-dobrze - chwiejąc się podeszłam i usiadłam na wcześniej wskazanym mi miejscu.
- Jak ręka? Mocno boli? - Indygo oparł się łokciami o blat biurka i wlepił we mnie swoje krwisto czerwone oczy.
-Nie. Da się znieść - głos mi okropnie drżał a klucha z gardła nie chciała zniknąć
-To dobrze. Więc chciałabyś wiedzieć, po co tu jesteś? –przyglądał mi się badawczo, a ja miałam wrażenie, że zaraz wywierci mi wzrokiem dziurę w brzuchu.
-Tak.
-No to może zacznijmy od początku - Idygo wyprostował i przeciągnął się, opierając na krześle. - Całkiem niedawno nasi magowie wyczuli potężną energię pochodzącą z waszego świata. Po dłuższych badaniach doszliśmy, że ów energia emanuje od ciebie. Felix obserwował cię od jakiś dwóch miesięcy. Mieliśmy wyruszać po ciebie, ale zrobiłaś nam tą przyjemność i sama otworzyłaś portal. No a tak w skrócie to jesteś wybranką.
Po usłyszeniu ostatnich słów zamarłam.
-Kim jestem? - zacisnęłam ręce na krześle.
-Wybranką - uśmiechnął się szeroko wampir.
-Ale ja nie jestem jakaś wyjątkowa, jestem jak większość ludzi... Szara i nie mająca większego wpływu na świat - przełknęłam ślinę, w duchu modląc się, że to tylko sen.
-I właśnie tu się mylisz - Indygo wstał, szarpnął krzesło i usiadł centralnie przede mną - Nawet nie wiesz jaki potencjał jest w tobie ukryty a my musimy go wyzwolić. Bo widzisz każde tysiąclecie ma swojego wybranka i sam stwórca obdarowuje go tą wyjątkową mocą, swoim dotykiem. A jako wybranka musisz poprowadzić nas do zwycięstwa i chwały.
-Ale jak to zwycięstwa? I jak ja mam to zrobić? - patrzyłam się na niego niczym zbity pies.
-Widzisz, upadły demon próbując zemścić się na Stwórcy wysyła na ziemie mroczne pomioty. Są to wyjątkowo paskudne i potworne stworzenia. W tym tysiącleciu wybuchła właśnie plaga pomiotu i ty nas poprowadzisz do zwycięstwa.
-Ale jak to? Sama? - ze zdenerwowania poderwałam się z krzesła co było złym pomysłem, gdyż zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam na ziemię. Całe szczęście złapałam się krzesła, z powrotem na nie siadając.
-Oczywiście, że nie. Będziesz miała do dyspozycji liczne wojska z całej Iksji oraz z zaprzyjaźnionych państw z poza granic między innymi: Antivy, Orleis, Thedas i Orzamaru. Przecież plaga dotyka całego naszego świata - Indygo złapał mnie za ręke. - Nie martw się tak. Nosisz w sobie cząstkę stwórcy i na pewno dasz rade. Ja w ciebie wierzę.
-A-ale, ja nawet miecza nigdy w ręku nie trzymałam, a co dopiero zabić, nim kogoś. – Starałam się to zrozumieć, ale było trudno, bo wszytko wychodziło poza zdrowy rozsądek.
-Dla tego będziesz szkolona przez najlepszych. Muszę przyznać, że pierwszy raz widzę wybranka jako kobietę, ale jak to mówią pozory mogą mylić - uśmiechnął się szeroko. - Masz jeszcze jakieś pytania?
-Tak. Kto chciał mnie zabić tam, w sali tronowej? - na samą myśl o tym ręce zaczęły mi drżeć.
-Dobrze, że mi o tym przypomniałaś. Strzelał do ciebie antiwański Kruk imieniem Zevran. Kruki, to najwybitniejsi ze skrytobójców i najdrożsi. Nawet nie wiesz, ile miałaś szczęścia. Nie wielu udaje się przeżyć atak Kruka. I właśnie dla tego, że są oni tak dobrymi skrytobójcami mam dla ciebie propozycję - Indygo wpatrywał się we mnie z taką powagą, że aż zaczęłam się bać tej jego propozycji.
-Słucham - czekałam na najgorsze.
-Powinnaś porozmawiać i zawrzeć z, nim traktat białej straży, bo jako jedyna możesz to zrobić.
-Ale czym dokładniej jest ten traktat? - teraz już wiem, że moje przerażenie jest uzasadnione.
-Dołączy do twojej drużyny. Nie możemy pozwolić sobie, aby tak dobrze wyszkolony Kruk poszedł na ścięcie, gdyż jest ich niewielu i nikt po za nimi nie zna tajemniczych taktyk i sztuk walki, a przy odrobinie szczęścia może cię ich nauczyć - wampir wstał nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Co?! - ja też wstałam i o mało co znów się prawie nie przewróciłam. - On przecież chciał mnie zabić! Jak ja mogę mu zaufać!?
-On to robił dla pieniędzy. Tak naprawdę nawet nie wie, że jesteś wybranką. Zabicie ciebie było jednym z wielu zleceń. Jestem pewny, że cię nie zdradzi, bo tak naprawdę tym traktatem ratujesz mu życie i dajesz schronienie. Więc co ty na to? Czy naprawdę boisz się tak śmierci, że nie chcesz przygarnąć pod swoje skrzydła Kruka? Przecież oprócz Alistaira nie masz nikogo w drużynie, a czas to pieniądz. Plaga jest co raz bliżej.
Nawet nie wiedziałam, że mam własna drużynę i, że należy do niej Alistair. Indygo ma chyba racje, może powinnam przystać na ten traktat. Tylko, że ja nie jestem jeszcze białą strażniczką, a raczej dopiero rekrutką...