Wpis V
~Pierwsza podróż~
-Ciii, to zaraz się skończy.-Elf przyłożył mi sztylet do gardła-postaram się aby jak najmniej bolało.
-Zevran czemu?-Wydałam z siebie ledwo słyszalny pisk.
Elf stał na demną jak kat, przykładająć zimny sztylet do gardła. Strach mnie tak sparaliżował że nie mogłam się ruszyć.
-Popełnilaś bład, nie powinnas mi ufać. Teraz zapłacisz krwawą cene za swoją głupote. Z checią popatrze jak płomien życia w twoich oczach gaśnie.
Zevran przeciągnął sztylet po moim gardle po czym odsuną sie i znikną w ciemności.
-Nie!!!!-Usiadłam na łóżku cała zalana zimnym potem.-To był tylko zły sen.
Złapalam sie instynktownie za gardło, było gładkie.
Ogień w kominku przygasał, oszołomiona po koszmarze nocnym wstałam i wrzuciłam pare drewienek które były poukładane przy drzwiach. Szybko zorietowałam się że słonce już dawno wzeszło. Odsłonilam zasłony, jasne promienie słońca oswietliły cały pokój.Podeszlam bliżej do okna, zachłysnowszy powietrzem, oparłam sie o parapet. Ten sen był tak realistyczny, a co jeśli Kruk naprawdę bedzie chciał mnie... Stop, to tyko moja bójna wyobraźnia, przecież darowałam mu życie, on nie może mnie teraz zdradzić. Z moich dziwnych i niedorzecznych myśli wyrwało mnie gwałtowne uderzenie w drzwi.
Przestraszona odwróciłam się w strone drewianych drzwi, uderzenie powtorzyło sie tym razem nie tak mocno. Dech w piersiach mi odjeło, a co jeżeli to kolejny skrytobójca.
Dzwi skrzypneły a ja zacisnełam mocniej rece ne kamiennym parapecie, czekajac na najgorsze.
Do pokoju wszedł pewnym krokiem Indygo. Odetchnełam z ulgą, widząc jego a nie jakiegoś szubrawca czekającego aż wyzione ducha.
-Czemu nie otworzyłaś jak pukałem, strażniczko?-Wampir splutł rece na piersi i spojżał sie na mnie z wyżutem.
-Przestraszyłam sie.-Starałam wyruwnać oddech.-Strasznie głośno pukałeś.
O ile można nazwać to pukaniem.
Indygo patrzył na mnie przez krótką chwile.
-No tak, przepraszam.
Chłodne, poranne powietrze i nagły atak na moje drzwi przez Indygo do końca mnie otrząsneły ze złego snu. Serce zwolniło a oddech był już unormowany.
-Umyj się, uczesz i co tam jeszcze musisz zrobić. Bo zaraz idziemy.-Indygo uśmiechną się pogodnie, nie wiedziałam że tak potrafi O_o
-Dokąd bedziemy iść?
-No musimy przecież podpisać z Arainai traktat. Nie pamietasz?-Zaśmiał sie odgarniając kosmyk czarnych włosow z twarzy-ja poczekam za drzwiami.
-Ach, no tak.-Oparłam sie cieżko o kamienną ściane, przypominając sobie sen.
-Coś cie trapi Cleoino?-Przestał sie smiać i nagle jego ton zrobił sie poważny.
-Nie mów do mnie Cleoina-obruszyłam sie.-Jestem Cleo i właśnie ta forma mi odpowiada.
-Jak sobie życzysz, Cleo.-W jego głosie znów można było wyczuć nutkę rozbawienia-więc moge wiedziec o co chodzi?
-O nic takiego. Miałam po prostu zły sen.
-Rozumiem. Ja wychodze tu masz wode-wskazał na coś co wyglądalo jak srebrna umywalka bez odpływu.-Przygotuj się i od razu ruszamy bo mamy dużo do zrobienia.
-Ale tego tu wczorej nie było-spojżalam rownież na stól z którego znikną tależ z mięsem.
-Oczywiscie że nie, przecież woda by do rana zrobiła sie lodowata.
-Ktoś tu był nad ranem!!?-Nogi zaczeły mi mieknać na myśl że każdy może wejść do mojej komnaty.
-Nie obawiaj sie nikt po za służkami nie wejdzie tu, ja osobiscie tego pilnuje.-Indygo polożyl mi reke na ramieniu i sie uśmiechna.
Oby jego ochrona wystarczyła bo mam coraz większe obawy co do Zevrana.
-Wiesz już wszystko, tak jak mówiłem czekam za drzwiami.-Nic nie zdążyłam powiedzieć a on już zamykał za soba drzwi.
Podeszlam do 'umywalki' obmyłam buzie, rece i ogólnie doprowadzilam sie do stanu:Człowiek. Zerknełam w lustro.
-Co by tu z włosami zrobić...
Przegrzebałam szawkę na której leżą moje papierosy i znalazłam kilka rzemyków. Zchyliłam głowe i w miare możliwosci uczesałam je w ściśniętego kucyka tak aby włosy mi nie przeszkadzały.-Chyba Indygo sie nie obrazi jak jeszcze sobie zapale.-Spojżenie padło na dzrzwi.
Machnełam reka i podeszłam do okna, z paczki wyciagnełam szluga.
-Zostało tylko dziewięć.-Skrzywiłam sie poczym odpalilam paierosa.
Nie ma to jak z rana sobie zapalić.
Wypuszczając dym starałam sie robić kółka na całego szluga wyszły mi tylko trzy. Tak jak poprzednio zgasiłam peta o parapet i wrzuciłam go do kominka. Wychyliłam sie jeszcze raz przez okno wciagajac świeże powietrze.
Kiedy wyszłam z pokoju od razu ruszyliśmy w strone dziedzińca gdzie czekał już na nas Felix razem z Zevranem, ciarki mnie przeszły na jego widok.
-Zevranie Arainai, BYŁY antiwański kruku czy przyrzekasz lojalność wobec strażniczki i króla Gorana?-Widać hrabiemu Draculli sie stroche śpieszy i nie ma zamiaru owijać w bawłne tylko od razu przechodzi do sedna.
-Tak a moją lojalność okaże na polu bitwy.-Zevran uklonił i uśmiechną sie do mnie.
-Dobrze więc, proszę podpisz tutaj.-Indygo przekazał traktat razem z piórem elfowi.
-Gotowe.-Zevran patrzył na mnie takim wzrokiem że niedobrze mi sie zrobiło.
-Dobrze, Felix ci wskaże twoją komnate w której będziesz miał nową zbroję z barwami Iksji oraz nowe wyposażenie bojowe.-Wampir zwiną traktak w rukonik i schował.
-A teraz wybaczcie ale udam się razem ze strażniczką do koszar bo im szybciej zaczniemy trening tym jej zdolności bedą lepsze.-Indygo obją mnie ramieniem i skierował ku bramie, tej samej przez którą wjeżdżałam z Felixem.
Oddalając się od nich nadal czułam na plecach świdrujące spojżenie Zevrana. Szliśmy w milczeniu kilka minut aż w końcu staneliśmy na dużym ogrodzonym placu który ciągnął sie od zamku prawie pod sam las.
-To są właśnie koszary bedziesz tu teraz spedzać większość czasu.-Wampir zmierzył mnie wzrokiem od stup do głów-bedzie trzeba jeszcze dużo popracować.
Nic nie odpowiedziałam tylko dalej szłam za Indygo aż w końcu weszliśmy do dużego budynku zaraz przy samej ścianie zamku.
-Poznaj Leona, to on bedzie cie szkolił w walce wręcz i posługiwaniu sie mieczem.
To ten chłopak o którym mówił mi Felix, on tez pochodzi z mojego świata.
-Witaj Strażniczko.-Chłopak ukłonił się, jego kasztanowe włosy opadały na umieśnione ramiona był dużo postawniejszy od Alistaira czy Felixa wzrostem dowrównuje Indygo. Niebieskie oczy kontrastowały z ciemną, opaloną skórą, nigdy nie powiedziałabym że pochodzi z mojego świata.
-Miło mi cie poznać Leonie, mów mi po prostu Cleo.
-Od razu bierzcie się do pracy, każda chwila jest na wage złota.-Wampir machną łapą prawie uderzając mnie w głowe, co za szczęście że mam dobry refleks.
-Tak jest. Cleo chodź za mną.-Wyszliśmy z budynku na plac gdzie trenowało juz paru mężczyn.
---
Mineły dwa tygodnie, przez ten czas moja znajomość z Alistairem, Zevranem oraz Leonem zacisneła się. W walce mieczem prawie dorównywałam Alistairowi a w walce wręcz przewyższałam go. Może naprawde jestem wybranką bo jak inaczej wyjaśnić to że w tak krótkim czasie nauczyłam sie biegle władac mieczem. Między treningami a póżnym wieczorem ćwiczyłam z Indygo sztuke perswazji oraz silną wole co wychodziło mi całkiem dobrze, jedyną żeczą w której nie umiem się odnaleść jest strzelanie z łuku.
Nie ważne ile Felix ze mną ćwiczył i ile razy tłumaczył mi i pokazywał, to nadal myliłam strony cięciwy i strzały. Koszmary nocne też przestały mnie nawiedzać, wszsytko wydawało się być wręcz idealnie aż do wiadomości że wyruszamy do pierwszego obozu.
---
-Nigdzie nie ide!!!!!-Siedziałam skulona na łóżku.
-Nie zachowuj się jak dziecko, błagam cię chodź już.-Alistair siedział przy mnie starając się na wszytkie sposoby mnie przekonać.
-Nie i koniec.-Jeszcze bardziej się skuliłam.
-To jak ty chcesz pokonać arcydemona?-Chłopak załapał mnie za ręke-siedząc w zamku możesz jedynie powykańczać pare drewnianych kukieł, ale to nie one nam zagrazają.
Niekontrolowanie zaśmiałam się, podniosłam głowe i spojżałam na niego.
-Wiesz co Alistair?-Usiadłam obok chłopaka patrząc mu się w oczy.-Jesteś jedyną osoba tutaj która potrafi mnie rozśmieszyć nawet w tedy kiedy mam ochote zwinąć się w kłebek i wyparować.
-Cieszę się że tak o mnie myślisz-Alistair przytulił mnie mocno.-I jak, to teraz wyruszysz z nami?
-Ale co bedzie jak mroczne pomioty nas zaatkują?
-Umiesz bardzo dobrze władać mieczem...
-Ale nie wiem czy jestem w stanie zabić kogoś-przerwałam mu, wlepiając spojżenie w sufit.
-Nie dałaś mi dokończyć, nie masz się o co obawiać ja będe przy tobie cały czas i nie pozwole aby kto kolwiek cie zranił.-Alistair wstał i ustał przy drzwiach.-Więc mam rozumiec że idziesz z nami i mam powiadomić Indygo że się zgodziłaś?
-Jak nie mam wyboru to..
-Owszem nie masz wyboru.-Chłopak zaśmiał się i wyszedł za drzwi.
To moja pierwsza tak daleka wyprawa, zazwyczaj chodziliśmy jedynie nad jezioro Kallenhad które znajduję się w lesie jakieś półgodziny drogi od zamku. A teraz wybieramy się do zakazanych gór które są poza terytorium Iksji, bo aż w południowym Orleais.
-Nigdzie nie ide, postanowione.-Zeskoczyłam z łóżka i rozejżałam się po pokoju w celu znalezienie jakiejś dobrej kryjówki.
Szafa, tak to będzie najlepsze miejsce. Podeszłam i otworzyłam ją, zrobiłam sobie miejsce odgarniając pare rzeczy. Wlazłam do środka i zamknełam drzwi od szafy.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju.
-Cleo, jesteś tu?!-To Zevran, najwyrażniej Indygo go wysłał po mnie.-Nie ma jej tu, czyżby uciekła?
-Zejdź na dół do koszar i powiedz wszytkim aby zaczeli się przygotowywać bo lada moment wyruszamy.-Jest z nim też Indygo, serce podeszło mi do gardła po tym jak usłyszałam jego kroki przy szafie.
-A co z Cleo?
-Rób co każe.
-Tak jest.-Zevran wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Żołądek podszedł mi do gardła, ja naprawde nie chciałam nigdzie się z tąd ruszać.
-Szafa to marna kryjówka.-Wampir ustał bliżej a ja czułam jakby serce próbowało wyskoczyć mi z piersi i wypieprzyć z tąd gdzie pieprz rośnie.
Nie odezwałam sie słowem modląc żeby tylko nie otworzył szafy.
-Wyjdź proszę, słysze bicie twoje serca.-Wampir otworzył drzwi a ja poskoczyłam na pare centymetrów w góre-co? Aż tak cię to dziwi że słysze jak bije ci serce? Przeiceż jestem wampirem i mam wiele talentów o których nie masz pojecia.
Z porażką wypisaną na twarzy wyszłam i ustałam obok Indygo ze spuszczoną głową.
-Bedziesz dalej stawaiła opór czy może zejdziesz ze mną do koszar i bedziemy mieli to z głowy?
-Dobrze, poddaje się.-Poaptrzyłam w okno, słońce już zachodziło. Na samą myśl o tym że będziemy jechać nocą ciarki przeszły mi po plecach.
-Nie martw się jak wyruszymy teraz to jest szansa że jutro rano bedziemy już na miejscu.
-Ale pocieszenie-Burknełam sobie pod nosem.
W koszarach czekali już na nas: Leon, Zevran, Alistair, Felix, kilku gwardzistów i czarodziejka Moriggan, wredna zołza która nienawidzi całego świata.
-Cleo ty bedziesz jechała z Zevranem a reszta oddzielnie.-Indygo jednym sprawnym ruchem posadził mnie na grzbiecie wielkiego stworzenia które posturą przypominało niedźwiedza tylko troszke większego nazywano je Cierniami.
Wzrokiem straceńca popatrzyłam na Alistaira który usmiechną się szeroko dając mi sygnał abym się nie przejmowała. Przede mną na Cierniu usiadł Zevran żucając mi zalotne spojżenie.
-Nie martw się moja miła nie zdążysz się obejżeć a już bedziemy na miejscu-elf dał sygnał Indygo że my już jesteśmy gotowi.
Wampir podszedł do nas i dał mi cos długiego obwiązanego białą szmatą.
-Co to jest?-Niepewnie wziełam od niego tajemniczy przedmiot.
-Na pewno przyda się i gwarantuje ci że nie ma na świecie takiego drugiego.
Ściągnełam białą szmate a moim oczom ukazał się błyszczący, ozdobiony niebieskimi runami miecz.
-Dziękuje.-To jest moja pierwsza broń, zawsze walczyłam mieczami pożyczonymi od Leona, a ten jest dla mnie.
-Nie ma za co, tylko prosze dbaj o nią bo to nie jest zwyczajna broń. Została wykuta z magicznej rudy z dodatkiem lyrium pokonasz nią każdego nawet kogoś kto jest nieśmiertelny.
-Ciebie też?-Przygladałam sie mieniącej broni, idealnie wyważona i dopasowana do dłoni.
-Nawet mnie, ale mam nadzieje że nie bedziesz próbowała.-Indygo zaśmiał się.-Należła kiedyś do mnie ale tobie bardziej się przyda i lepiej będzie służyć.
Popatrzyłam na wampira w jego oczach mienił sie płomień troski, tylko nie wiedziałam czemu.
-Naprawdę dziękuje i obiecuje że będę o niego dbała.-Wyciągnełam z pasa miecz który wziełam z koszar a włożyłam ten od Indygo.
-Porozmawiamy w obozie, a teraz już ruszjacie.-Dał znak Zevranowi który ruszył w strone lasu.
Jechaliśmy jako pierwsi za nami byli chyba gwardziści ale z daleka trudno było poznać.
Słońce już całkowicie zaszło, ciemnośc przecinał jedynie blask księżyca a jedyne co było słychać to odgłosy Cierni. Miałam też watpliwości co do Zevrana, przecież ma teraz świetną okazje aby wywieźć mnie z tąd i zaszlachtować, wypełniając swoją misje.
Jedziemy już tak ze trzy godziny, oczy zaczynają mi się same zamykać ale wiem że nie moge zasnąć i musze być czujna.
-Cleo, jak sie trzymasz?-Zevran zwolnił troche tępo.
-Jestem zmeczona ale wytrzymam.-Mimowolnie oparłam głowe o plecy elfa.
-Jesteśmy już nie daleko.
-Skąd to wiesz, przeciez w tym mroku ledwo jest rozpoznać drzewo.-Czułam jak Morfeusz próbuje mnie zabrać ze sobą do krainy snów, ale ja sie nie dam bez walki!
-Czuje jak powietrze się zmienia, ponieważ klimat w Orleis jest chłodny.-Zevran odwrócił się i popatrzył na mnie.-Nie sądziłem że Indygo aż tak ci zaufa.
-Ale w jakiej sprawie- słowa elfa podziałały na mnie jak litr "Red Bulla".
-Ten miecz jest nazywany Opusem, podobno sam stwórca nim walczył ale podczas ostatniego starcia z upadłym które miało miejsce czternaście wieków temu zgubił go po czym jakiś śmiertelnik go znalazł i sprzedał na targu. Tak właśnie ten miecz przechodził z rąk do rąk aż w końcu jego właścicielem stał się Indygo, miał go od niepamiętnych czasów. Przynajmniej tak słyszałem i dziwi mnie to że oddał go.
-Tak, to naprawdę dziwne.-Dzięki tej opowieści przestałam być spiąca a moje myśli skupiły się wokół tego miecza.
Nie zdążyłam się obejżeć a już słońce wyłaniało się zza horyzontu dając niebu czerwono-pomarańczową barwe. W oddali dostrzegłam namioty i dym unoszący się z ogniska.
-Już jesteśmy na miejscu i najwyrażniej jesteśmy tu jako pierwsi.
-Nawyraźniej tak.-Odwróciłam się, nic nie było widać oprócz wysokich drzew.
W obozie było kilku ludzi, ucieszyli się na nasz widok. Trzeba przynać że położenie obozowiska jest całkiem niezłe, pośród drzew zaraz przy małym jeziorku.
-No to w końcu możemy odpocząć.-Zev zeskoczył z Ciernia podając mi ręke abym zeszła.
Było roztawione pięć namiotów w barwach Wyskokoża a pośrdku płoneło spore ognisko.
Nagle wjechali Felix z Alistairem a po nich reszta.
-Pozdrowienia z Iksji, przesyła król Gorian.-Indygo dumnie siedział na swoim Cierniu rozglądając się.
-Wódz Brinus także was pozdrawia.-Odezwał sie jeden z mężczyzn stojąchych przy ognisku.-Rozgośćcie się gdyż pewnie jesteście zmęczeni po całonocnej podrózy.
-Cleo, moja droga-Indygo zwrócił się do mnie.-Idź do namiotu i się prześpij, wieczorem ci objaśnie cel naszej misji.
-Dobrze.-Zdjełam swoje rzeczy z Ciernia i weszłam do pierwszego namiotu.
Na ziemi był wyłożony owczymi skórami, położyłam żeczy i odpiełam pas z sakwą i mieczem. Jeszcze raz dokładnie mu się przyjżałam, dopiero teraz zauważyłam delikatną poświate która od niego bije. Schowałam miecz pod owczą skórą na którą sie położyłam. Byłam tak zmęczona że ziemia wydawała się najwygodniejszym łóżkiem na świecie .
Nie potrzeba mi było dużo czasu aby pogrążyć się w błogim śnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz