środa, 25 grudnia 2013

Wpis VI


Wpis VI

~Perła~


Ze snu wybudził mnie hałas dobiegający z zewnątrz. Wstałam, wziełam pas z mieczem z pod owczej skóry i założyłam go. Uchyliłam delikatnie płachte namiotu i wyjżalam. To tylko Indygo opierdzielał Zevrana za coś.
-Cleo, wstałas już.-Wamipr skierował się w moją strone.-Podejdź proszę.
Słońce już zaczynało zachodzić, to znaczy że spałam praktycznie cały dzień. No pięknie, tyle spać....
-Teraz wyjaśnie ci po co tu przyjechaliśmy.-Indygo spojrzał na Zevrana, wzrokiem wygłodniałego wilka, tym samym dając mu do zrozumienia że ma mu zejść z oczu.
Zev obdarzył wampira nie lepszym wzrokiem i sie oddalił. Ciekawe o co im poszło.
-Orleański wódz poprosił nas o pomoc.-Indygo zaczął krążyć wokół ogniska.
-A o jaką pomoc dokładnie chodzi?-Zaniepokoiłam sie poważnym tonem hrabiego Draculli.
-Została porwana księżniczka Melissa, córka wodza. Niestety jeżeli jego ludzie się zbliżą zostanie ona od razu zabita.-Wampir ustał na przeciwko mnie-ta misja będzie wymagała z twojej strony bardzo dużo odwagi. Rozumiesz?
-T-tak. A co dokładnie będę musiała zrobić?-Dopadło mnie podobne uczucie jak wtedy kiedy musiałam porozmawiać pierwszy raz z Zevranem.
-Po zmroku wyruszysz w stronę wioski i będziesz musiała odnaleźć karczmę "Pod perłą€œ." W piwnicach tej karczmy znajduje się kryjówka porywaczy...
-Mam iść tam sama?! Nie poradzę sobie.-Miałam przed oczami najgorszy scenariusz.
-O krok za tobą będą szli: Alistair, Zevran, Leon oraz Felix. Wejdziesz do piwnic i odnajdziesz ich kryjówkę, nie obawiaj sie nie zostaniesz zraniona, powiedz im tylko że przyszłaś wymienić złoto na kilka win. A w tym czasie kiedy będziesz negocjować z namiestnikani do piwnic wejdzie Zevran, jest wykwalifikowanym skrytobójcą wiec przemknie się nie zauważony. Reszta będzie w karczmie i jak Zevran ucieknie z księżniczką zrobią tam zamieszanie i to będzie dla ciebie znak że też masz sie ulotnić jak najszybciej. Dobrze?-Indygo wydawał się być spięty, tylko z jakiego powodu? Przecież to ja idę jako mięso armatnie...
-Chyba tak...-ręce zaczęły mi sie trząść a plecy oblał zimny pot.
-Musisz być pewna ze dasz rade. Masz bardzo silną wolę i wierze w ciebie.-Indygo wskazał miecz- a ta broń pomoże ci w tym.
Patrzyłam przez chwile na wampira nie wiedząc co powiedzieć. Miałam ochotę uciec z tąd nie ważne gdzie byle daleko. 
-Do zmroku jest jeszcze trochę czasu, chodź, usiądź przy ognisku i zjedz coś.-Wampir uśmiechnął sie-nie przejmuj sie tak, jesteś wybranką i na pewno dasz radę.
Oby miał racje.. Indygo odszedł a ja usiadłam przy ognisku, jakiś meżczyzna przyniósł mi misę z bodajże gulaszem oraz kufel jakiegoś złotego płynu. Jedzenia nie tknęłam wypiłam tylko złoty płyn który okazał sie miodem pitnym...
W końcu coś mocniejszego od wody brzoskwiniowej. Patrzyłam pustym wzrokiem na płomienie, zaraz sie okaże jaka ze mnie wybranka. Kiedy słońce już zaszło w obozie zrobiło sie gwarno, wszyscy biegali z namiotu do namiotu jak poparzeni. Tylko ja siedziałam dalej przy ognisku starając sie nie myśleć o tym że ode mnie zależy jak zajmę namiestników i czy księżniczka przeżyje. Z moich rozmyślań wyrwał mnie Indygo.
-Cleo, jesteś gotowa?-Wampir położył mi rękę na ramieniu.
-Chciałabym.
-Załóż to.-Indygo dał mi jakiś płaszcz zrobiony z czegoś co przypominało skore tylko nie tak sztywną. 
Podniosłam sie i założyłam płaszcz który sięgał prawie do kostek.
-Dzięki temu nie będziesz aż tak rzucać się w oczy, proszę to jest złoto które wymienisz na wino.-W oczach wampira malował sie strach nieznanego mi pochodzenia.-Dasz sobie rade?
-Z tego co zaobserwowałam, nie mam wyjścia.-Uśmiechnęłam sie w lekkim grymasie. 
-Faktycznie, załóż kaptur i zaraz wyruszasz.-Indygo odszedł do grupki mężczyzn.
Moje przeczucie mówi mi że nawale... Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
-I jak?-Zevran stał za mną z uśmiechem na ustach.
-A jak ma być?-Odwróciłam sie w jego strone-jak nawale to zginę ja i księżniczka.
-Jak będzie trzeba to własnym ciałem cie zasłonie.-Elf złapał mnie za podbrudek i przysunął do siebie.
Serce zaczęło bić mi szybciej kiedy poczułam jego oddech na swoich ustach. Jego twarz była co raz bliżej mojej, puls podskoczył mi chyba do 400 uderzeń na sekundę. Z tego euforycznego stanu wyrwało nas wołanie Indygo abyśmy zebrali się.
Odsunęłam sie od Zevrana który z uśmiechem na twarzy odszedł w stronę wampira. Jeszcze przez chwile stałam oszołomiona starając zrozumieć co się właśnie stało a raczej co mogło sie stać. 
-Cleo, czekamy na ciebie! -Indygo machnął ręką abym podeszła.
Z przysłowiowym burakiem na ryju podeszłam do reszty. Wstydziłam sie spojrzeć na Zevrana ale czułam jak on patrzy na mnie.
-Każdy zna swoje zadanie, wiec czas ruszać do karczmy.-Indygo nachylił sie do mnie-wierze w ciebie strażniczko. 
Ręce znów zaczęły sie trząść i słabo mi sie zrobiło.
-Cleo idź w stronę świateł zobaczysz je zaraz po wyjściu z lasu, karczmę będzie łatwo znaleźć. Reszta będzie parę kroków za tobą.-Wampir uśmiechnął sie dając mi trochę otuchy.-No to do dzieła!!
Wszyscy sie rozeszli wiec i ja ruszyłam. Wyszłam z obozowiska, szłam miedzy drzewami, ciemność okrywała cały las. Jedynie gdzie niegdzie księżyc oświetlał drogę.
Wyszłam z lasu, około 300 metrów przed sobą dostrzegłam światła. -To pewnie ta wioska.-odwróciłam sie lecz nie dostrzegłam nikogo kto miał iść za mną.
Moje obawy sie pogłębiały, opatuliłam się bardziej płaszczem i ruszyłam w stronę wioski. Zimny wiatr owiewał mi twarz, przechodząc przez bramy do wioski czułam jak żołądek mi sie skręca. Po raz ostatni sie obejrzałam,nikogo nie dostrzegłam i ruszyłam w poszukiwaniu karczmy. Szłam wąskimi uliczkami czułam spojrzenia mieszkańców na sobie co w cale mi nie pomagało. W końcu ustałam przed wejściem do karczmy "Pod perłą". Wciągnęłam powietrze i weszłam do środka gdzie uderzył mnie zapach alkoholu i ztęchlizny. 
-Milutko-szepnęłam do siebie.
Dym z fajek unosił sie wysoko pod sam dach, było słychać krzyki i śmiechy. Starałam skupić sie na odnalezieniu drzwi do piwnicy, po dłuższym rozejrzeniu sie, w końcu je dostrzegłam. Przepychałam sie między pijanymi ludźmi aż w końcu ustałam przed sporymi drewnianymi drzwiami. Jeszcze raz rozejrzałam sie, tym razem żeby sprawdzić czy nikt nie patrzy i kiedy byłam już tego pewna wślizgnełam sie do piwnicy. Zeszłam po schodach na korytarz gdzie panował pół mrok jedyne światło dawały pochodnie na ścianach, tu zapach stęchlizny był dużo mocniejszy. Zaczęłam iść przed siebie, do moich uszu doszedł odgłos jakiejś rozmowy... To pewnie ci namiestnicy. Starałam sie wypędzić złe myśli z głowy, przecież Indygo zapewnił że nic mi nie grozi. Szłam korytarzami w stronę z której dochodziły dźwięki.
-Co my tu mamy?-Ktoś złapał mnie za rękę i ściągną kaptur z głowy.-Nie jesteś z tąd kochanieńka. Prawda?
Przede mną stał wysoki mężczyzna o ciemnej skórze i brązowych włosach przypruszonych siwizną.
-E-em przyszłam po wino.-Zrobiłam krok w tył starając sie być bardziej pewna.
-W takim razie chodź za mną.-Mężczyzna szarpnął mnie za płaszcz. 
Szliśmy coraz ciemniejszymi korytarzami a mi serce waliło jak młotem.
-Ej, Wartus zobacz kogo tu mamy. Mówi że przyszła po wino.
-A ile chcesz tego wina?-Wartus to umiesniony byczek, widać na pierwszy rzut oka że jest groźny.
Wyciągnęłam sakwę ze złotem i położyłam ja na stole przed Wartusem. Na dźwięk pieniędzy zebrało sie w okół nas sporo namiestników, oby Zevran dał rade.
-Zkąd masz tyle złota?-Oczy mu sie zaświeciły.-Za to możesz wykupić cała karczmę.
-Ciężko pracowałam na nie i teraz chce kupić trochę wina.-starałam się aby glos mi nie drżał, mimo że plotłam głupoty.
-No dobrze a ile butelek...
Nagle przerwał mu hałas dobiegający z góry, to znak dla mnie że mam uciekać. Zawinelam sie i wybiegłam stamtąd na korytarz zostawiając złoto. Biegnąc w nieokreślonym mi kierunku, usłyszałam jak ktoś krzyczy że księżniczka zniknęła. Starałam sie jak najszybciej wydostać na zewnątrz. Czułam jak strach i adrenalina we mnie narasta. 
Drogę zagrodził mi namiestnik.
-A ty dokąd-mężczyzna wyciągną miecz i skierował sie w moja stronę.
Nie miałam dokąd uciec, adrenalina zastąpiła mi logiczne myślenie. Wyciągnęłam miecz od Indygo i też ruszyłani w stronę mojego oprawcy. Zkrzyzowalismy miecze, szczęk żelaza przeszedł echem po korytarzach. Po chwili poczułam jak coś ciepłego spływa mi po brzuchu ale nie zwarzalam na to i z całej siły pchnełam mieczem w namiestnika powalajac go. Jeszcze przez chwile stałam nad nim z mieczem utkwionym w jego lewą pierś.
-Nie żyje, zabiłam go..-oczy zaszły mi łzami.-przepraszam ja nie chciałam. 
Usłyszałam jak ktoś krzyczy, szybko sie otrząsnełam, wyjęłam miecz z ciała nieznajomego i pobiegłam przed siebie. W końcu znalazłam schody prowadzące na góre, wspięłam sie po nich i wyszłam na zewnątrz. Uderzył we mnie zimny wiatr który mnie ocucił. Poczułam jak coś szczypie mnie, odgielam płaszcz. Po moim brzuchu spływała ciurkiem krew. Złapałam sie za ranę nie była głęboką ani jakoś groźna. Zorientowałam sie że stoje za jakimś budynkiem i nie mam pojęcia w która stronę iść. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sorki za błedy poprawie to niedługo bo teraz mi sie niechce <żyć> i wypatrujcie na moim blogu postaci które wstawie niebawem <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz